Fragmenty. Życie Bogdana W.

Bogdan W z synem Jakubem W

Mój Ojciec, Bogdan Wiszewski, zmarł nie odzyskawszy przytomności 29 czerwca 2026 r. w szpitalu w Nowej Soli.

Człowiek składa się z atomów, a te – w największym uproszczeniu – z jądra i krążących wokół niego w ogromnej odległości cząstek energii. Odległość jest tak wielka, że mniejsze cząstki elementarne przenikają przez nas bez żadnych konsekwencji. Jest więc człowiek pustką z jednej strony – energią z drugiej. Na przekór tej pustce mój Ojciec zawsze chciał tworzyć, robić coś trwałego. Nic nie denerwowało go bardziej, niż rozpad, degeneracja i zniszczenie. Spacery z nim – niezależnie gdzie, czy po lesie, czy w mieście czy wokół jego miejsca zamieszkania – zawsze wypełniały opowieści o tym, co tu zostało kiedyś zrobione i co niedawno zostało zaprzepaszczone lub – rzadziej – poprawione. Walczył wciąż i na nowo z rozpadem, wciąż i na nowo chciał budować.

Między światem i opowieścią

W jego życiu dużą rolę odgrywał fundamentalny problem – czy rzeczywistość, czy świat wymyślony jest ciekawszy i ważniejszy? Dla ojca czarodziejskim zamkiem, krainą wybraną i czasem szczęścia było dzieciństwo w Dębowcu, małej wsi w Lubuskiem. Tam był jego zaczarowany dom z głęboka piwnicą i przestronnymi salami do tańca, jego łąki, jeziora, lasy i konie. Mało było w tym zaczarowanym świecie ludzi, więcej radości z bycia dzieckiem. Ten czas skończył się po przeprowadzce do Przytocznej, nieodległej ale większej wsi. Rodzina podążyła tam za nowymi obowiązkami Henryka, ojca mojego Ojca, który rozpoczął karierę w Gminnej Radzie Narodowej. Z tego czasu Ojciec wspominał pracę i z czułością swoich dziadków, Nikodema i Kazimierę. Zwłaszcza babcię, która – jak napisał – była „fundamentem rodu Wiszewskich”. Ale już w tym świecie dzieciństwa krył się rozziew między realiami a narracją życia mego ojca. Bo niedługo przed śmiercią otrzymał zaświadczenie, że wszystkie jego dokumenty i wspomnienia kryją fundamentalną omyłkę. Nie urodził się i nie mieszkał – jak sądził i mówił całe życie – w Dębowcu, tylko w Dębówku… Świat wspomnień zderzył się z realiami biurokracji, która bezwzględnie przekreśliła identyfikację jego miejsca na ziemi.

Jeszcze bardziej intrygująco wyglądały jego wspomnienia z czasów służby wojskowej. Manewry, przemarsze, wielogodzinne ćwiczenia w maskach gazowych, gdy służył w wojskach chemicznych. Tyle, że w książeczce wojskowej miał wyraźnie napisane – kategoria C, niezdolny do służby wojskowej, pobór wstrzymany. A z drugiej strony ta sama książeczka potwierdzała, że brał udział w dwóch ćwiczeniach, miał stopień strzelca. Gdzie zatem stawiał mój Ojciec granicę między twardą prawdą wydarzeń, a narracją budującą świat kolorowy i ciekawy? Kto kreślił cienką granicę między entropią i kreacją?

Czytaj dalejFragmenty. Życie Bogdana W.