Nauka jako autarkia?

Hiszpania wdraża w tym roku budżet, w którym wydatki na naukę wzrastają o 80%, a na uczelnie wyższe – o 70%. A to dopiero początek, bo nie ujęto w nim środków z europejskiego programu odbudowy. Budżet francuskiej Narodowej Agencji Badań (odpowiednik naszego NCN) wzrośnie do 2023… trzykrotnie. Holandia na dodatkowe – poza dotychczasowym – wsparcie szkolnictwa wyższego przeznacza 20 miliardów euro w ciągu pięciu lat. Czyli rocznie dodatkowo około 18-20 miliardów złotych na badania i szkolnictwo wyższe. Plus środki unijne. W planach większości krajów europejskich na zagospodarowanie środków z unijnego planu odbudowy nauka i szkolnictwo wyższe odgrywają bardzo ważną rolę i odpowiednie środki popłyną na ich dofinansowanie.

Jest coś głęboko przewrotnego w myśleniu o polskich uczelniach wyższych jako jednostkach autonomicznych w pełni i do końca, samowystarczalnych. Brzmi dobrze? No nie do końca. Zaryzykowałbym tezę, że takie myślenie jest wygodnym unikiem . Niekoniecznie świadomym, częściej wynikającym ze skupienia na swoim własnym, wąsko rozumianym otoczeniu. W tej postawie zawiera się rozumienie autonomii uczelni jako ich zdolności do poradzenia sobie z ich zadaniami w obrębie dotychczasowych środków i mechanizmów funkcjonowania. Rytualne już wezwania do współpracy z przemysłem, kształcenia specjalistów potrzebnych gospodarce niewiele oznaczają, bo nie idą za nimi żadne konkretne działania. Można wręcz odnieść wrażenie, że dla polityków polska nauka i edukacja nie mają znaczenia poza poziomem szkół średnich. Nie widzą korzyści w realnym inwestowaniu w kapitał wiedzy i w wysokokwalifikowanych pracowników. Rozwój postrzegają przez krótkookresowe korzyści gospodarcze. Do których pojawienia się – jak uważają – nauka w naszym kraju nie jest niezbędna. Pisałem już o tym w ubiegłym tygodniu. Wracam do tego, bo czytając o politykach względem nauki w krajach Unii nie mogę wyjść z zadziwienia – jaką Rzeczpospolita planują nam dziś nasi politycy? Czy naprawdę sądzą, że brak inwestowania w innowacje, wiedzę i edukację na poziomie uniwersyteckim w momencie, gdy zrobią to sąsiedzi, zapewni nam miejsce wśród czołowych gospodarek europejskich? Da nam i naszym potomkom szansę na zbudowanie nowoczesnego, w miarę zamożnego społeczeństwa?

Nauka to jest układ światowy – to relacje budujące bardzo konkurencyjny układ wzajemnej komunikacji, współzależności, prestiżu – i realnych osiągnięć. Francuzi narzekając na dewastowanie nauki narodowej jako potencjału kluczowego dla ich przyszłości zamierzają w nią inwestować. Holendrzy mówią o wiedzy jako jedynym narodowym zasobie naturalnym. Naszymi bezpośrednimi sąsiadami są Niemcy. Tylko w 2018 r., a więc przed dzisiejszymi zmianami faworyzującymi inwestycje w naukę, kraj wydawał na same badania (bez kosztów edukacji w szkolnictwie wyższym) 3,13 PKB, w sumie blisko 105 miliardów euro. Polska po zwiększeniu budżetu na naukę i szkolnictwo wyższe w 2020 r., łącznie z środkami z UE planowała wydać 31 mld zł (27 mld z środków krajowych). Patrząc na budżet naszego Uniwersytetu z tej kwoty na samą naukę mogło przypaść około 30-35%. Bądźmy optymistami – 50%, czyli 15,5 mld zł na badania w 2020 r. Pod względem liczby ludności Polska jest około 2,3 krotnie mniejszym krajem niż Niemcy. Żeby więc przestać tracić dystans, nie gonić przecież, do naszego sąsiada i jego potencjału naukowego powinniśmy wydawać przynajmniej proporcjonalnie zbliżoną kwotę. Aha, akurat na koszty badań niższego koszty utrzymania (realnie w dużych miastach niewiele niższe) mają wpływ marginalny. Zatem, wracając, w 2020 r. powinniśmy wydać na badania co najmniej… 45 miliardów – euro. Wydaliśmy – 4 miliardy euro. System, układ, sieć o charakterze światowym, jaką jest nauka powoduje, że nawet w takiej sytuacji finansowej nasza sytuacja była bliska beznadziei. Jaka będzie, gdy nasi partnerzy z UE mocno wesprą naukę, a my będziemy budować swój nowy ład bez nauki? O przepraszam – podobno mamy przeznaczyć 1-2 miliardy euro dla Sieci Łukasiewicz. Gratulacje.

Chciałbym być dobrze zrozumiany – pieniądze to nie wszystko. Ale jeśli ich nie mamy, to na co chcemy przeznaczyć te, które posiadamy? Naprawdę rozwój Akademii Praktycznych ma nam zapewnić stabilną pozycję wśród światowych gospodarek opartych na wiedzy? Kogo będziemy w nich kształcić – wykwalifikowanych robotników pracujących w fabrykach montujących technologie wyprodukowane i wdrożone poza Polską? Nauka ma – lub może mieć – swoje istotne miejsce w układzie, jakim jest gospodarka i życie społeczne. Przez dekady poza  licznymi słowami nie wyciągnięto z tego szerszych wniosków. Punktowe wsparcie z NCBiR służyło jakże często głównie biznesowi, który nijak jednak nie chciał się zmienić w innowacyjny i nowoczesny na skalę krajową. O relacjach nauki i życia społecznego mówiono raczej w kategoriach miłych dodatków z okazji rocznic i wizyt dostojników państwowych i samorządowych na uczelniach. Ale i nam nie udało się zinternalizować społecznej odpowiedzialności uczelni czy nauczania kompetencji społecznych. Nie jestem jednak malkontentem – wiele dobrego zostało zrobione w trakcie poprzednich kadencji ministerialnych w zakresie uświadamiania wybranych aspektów włączania uczelni w realia życia naszego kraju. Niestety, najczęściej niekonsekwentnie, chaotycznie i często hasłowo bardziej, niż systemowo. Tymczasem przed nami punkt zwrotny w funkcjonowaniu nauki i szkolnictwa wyższego w naszym kraju. Warto sięgać myślą dalej niż koniec tego roku i zastanowić się, skąd ma płynąć impuls do zmian po epidemii? Zmian, które mają uelastycznić gospodarkę, wprowadzić ją jako niezbędny składnik innowacyjnej i swoją wiedzą silnej i unikalnej gospodarki europejskiej. Jeśli tego myślenia zabraknie, oddali się perspektywa przekształcenia Polski w część Europy chronioną współpracą i współzależnościami z najważniejszymi centrami kontynentu. To także moment na zrozumienie wagi kształcenia w kulturze dla otwartości i elastyczności całego społeczeństwa. Bez tego utopimy się w sztucznie generowanych przez polityków i ideologów konfliktach nawet, jeżeli będziemy zamożniejsi niż dziś. Bez najwyższej jakości kształcenia humanistycznego jako składnika każdej ścieżki edukacyjnej nie doczekamy się społeczeństwa obywatelskiego.

I na koniec – także uniwersytet to system, układ i sieć. Jego siłą jest synergia płynąca ze współpracy i wzajemnego wsparcia dla osiągnięcia celów strategicznych. Tu, w mikroskali, widać wszystkie zasadnicze wady, a jednocześnie krótkookresowe korzyści z separowania się, tworzenia odrębnych mikroukładów zwalczających się dla własnej korzyści. Nie wierzę w takie społeczeństwo i w taką wspólnotę, której siły wyczerpują się w sporach i złych emocjach. STEM nie istnieje bez humanities, a nauki humanistyczne nie zapewnią same impulsu do rozwoju innowacyjnej gospodarki. Jeśli mamy być – jak bywało dawniej – wzorem, źródłem inspiracji dla naszego otoczenia, to warto spojrzeć na nas samych także z tej perspektywy.

Czas się obudzić. Bez inwestowania w naukę i edukację nasz kraj zacznie w najbliższych latach odpływać na dalekie peryferia europejskiej cywilizacji i kultury. Żadna ideologia nie może tego usprawiedliwić.

Wracajmy jednak do naszych realiów. Zatem – sprawozdanie:

  • w poniedziałek podpisaliśmy umowę o współpracy z prezesem wrocławskiego MPK, Krzysztofem Balawejderem. Nie jest to  – i mam nadzieję nie będzie – ogólnikowe porozumienie, ale zestaw konkretnych projektów, które wpłynęły od pracowników i studentów Uniwersytetu. Bo jesteśmy częścią naszej lokalnej, wrocławskiej wspólnoty i o nią chcemy dbać;
  • we wtorek ogłosiliśmy podpisanie umowy z Centrum Helmholtza w Dreźnie. To z jednej strony potwierdzenie naszego wkładu w Center for Advanced Systems Understanding w Goerlitz, ale też znaczące rozszerzenie zakresu współpracy naukowej. Bardzo się z tego cieszę i liczę na dalsze rozszerzanie naszej współpracy z Saksonią;
  • w środę posiedzenie Senatu Uniwersytetu Wrocławskiego. Między innymi uchwaliliśmy poprawki do regulaminu studiów, ale też wybraliśmy naszego przedstawiciela do Rady Kuratorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich – prof. Krzysztofa Ruchniewicza. Pierwsza z tych uchwał cieszy szczególnie, bo zapadła po długotrwałej, wytężonej współpracy Senackiej Komisji Nauczania i samorządu studenckiego, zgodnie pracujących dla usprawnienia warunków studiowania na uczelni;
  • w czwartek z władzami i pracownikami Wydziału Nauk o Ziemi i Ochronie Środowiska dyskutowaliśmy o formalizowaniu naszego zaangażowania w badania polarne. Mamy w tym zakresie w ostatnich latach duże osiągnięcia, a że obejmują one współpracę specjalistów z różnych dyscyplin, tym większa jest szansa, że przyniosą unikalne, rozpoznawalne w świecie rezultaty;
  • spotkanie z Radą Archiwalną, w trakcie którego dużo miejsca poświęciliśmy dyskusji nad perspektywami polepszenia infrastruktury naszego Archiwum Uniwersyteckiego. Najważniejszym wyzwaniem pozostaje jednak budowa systemu przechowywania dokumentacji cyfrowej i to ona musi być w centrum uwagi wszystkich zainteresowanych;
  • w piątek spotkanie z rektorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, prof. Mirosławem Kalinowskim. Bo trzeba rozmawiać, mimo świadomości głębokich różnic, a nawet – właśnie ze względu na nie. I nawet, jeśli one nie znikną.

Z natury jestem optymistą. Więc zakończę tak – nic nie zostało jeszcze tak zupełnie stracone. Wiele zależy od nas i jakości współpracy, na jaką się zdecydujemy w kraju, ale zwłaszcza z ośrodkami poza naszymi granicami. Nie mam wątpliwości, że dobre badania przetrwają i polscy naukowcy będą się nimi cieszyć. Ale chciałbym bardzo, by mogli to robić w Polsce i wspierać nimi swoje lokalne społeczności.

Przyszłość, nie przeszłość Rzeczpospolitej

Koleżanka podesłała mi wczoraj link do wywiadu z prof. Włodzimierzem Bernackim, wiceministrem edukacji i nauki, pełnomocnikiem rządu ds. reformy nauki, politologiem zatrudnionym na Uniwersytecie Jagiellońskim. Niestety, przeczytałem go przed spaniem, za co dostałem – słusznie – burę od żony, bo nie mogłem potem zasnąć. Od razu powiem – z przygnębienia nie mogłem, nie z ekscytacji jakiejkolwiek. Nie zamierzam recenzować wypowiedzi pana Wiceministra Pełnomocnika. Nie potrafię przede wszystkim dlatego, że żyjemy w dwóch różnych porządkach wartości. Pan Wiceminister w swoim nie uznaje dialogu i współpracy, natomiast docenia stwórczą moc woli jednostki. Tej jednostki, która akurat jest przy władzy. No i dobrze, w końcu jest politykiem. Co jednak mnie uderzyło i o czym wspomnieć i pamiętać warto, to sens zmian, jakie zapowiada pan Wiceminister. Ich ideą przewodnią – poza tym, że Wola Ministra jest samouzasadniającym czynnikiem sprawczym – jest… No właśnie.

Wiele można powiedzieć o reformach p.p. ministrów Kudryckiej i Gowina, ale lepiej lub gorzej wskazywali oni wyraźnie, że ich celem ma być podniesienie znaczenia jakości badań naukowych, a w konsekwencji – dydaktyki akademickiej. Mimo wielu zastrzeżeń jakie mam do szczegółów, a zwłaszcza mierników (rankingi!) tych działań, uważam, że był to rzeczywiście krok zgodny z przemianami zachodzącymi wokół nas. W świecie antropocenu nie ma miejsca na repetycję wiedzy z XIX i pierwszej połowy XX w. Sprzężenie katastrofalnego zachwiania równowagi świata przyrody z samonapędzającymi się przemianami porządku społecznego na bazie rewolucji technologicznych (szybkość i bezpośredniość informacji, wartość wysoko zaawansowanych innowacji technologicznych, synteza technologii i biologii włącznie z ingerencją w ciało człowieka…) powoduje, że społeczeństwom rezygnującym z udziału w rozwoju wiedzy i odpowiednim zmienianiu polityk – gospodarczych, społecznych, kulturalnych, międzynarodowych – pozostaje rola biernych statystów kierowanych przez tych, którzy wiedzą i rozumieją więcej i szerzej. Owszem, można tupać, krzyczeć i grymasić. Ale to niczego nie zmieni. Czasami ktoś pogłaszcze po głowie, czasami nakrzyczy, od czasu do czasu może wystawić na mróz, ale podstawowy problem zostanie – marginalizacja pogłębiająca się w coraz większym tempie. Wspomniane reformy miały być krokiem, który pomoże Polsce wyrwać się z tej spirali, pchnąć ją w kierunku bardziej przystających do rzeczywistości strategii rozwojowych. Oczywiście, już poprzedni obóz polityczny wykazywał się krótkowzrocznością i dyletanctwem. Ale dawał przestrzeń do prób.

Zmiany, które dokonują się na naszych oczach w systemie nauki i szkolnictwa wyższego, też mają związek z rzeczywistością – tylko z inną jej warstwą. Z programu NPK wynika – o czym już pisałem – dążenie do tworzenia alternatywnej elity, którą ma nobilitować związek z celami Ministerstwa i szyld 'nauki', ale w oderwaniu od realnych osiągnięć naukowych. Celem ma być też popularyzacja nauki polskiej za granicą. Ale środki, jakie są w tym celu wskazywane, sugerują raczej dążenie do centralizacji i biurokratyzacji działań dających ujście kolejnemu strumieniowi środków państwowych. Natomiast z cytowanego wyżej wywiadu wynika, że Ministerstwo kieruje się lokalnym, ba! mikrolokalnym spojrzeniem na rolę systemu szkolnictwa tak wyższego, jak powszechnego. Sposób, w jaki widzi pan Minister kształcenie nauczycieli budzi we mnie nie tylko  skrajne zdumienie, ale przygnębienie, jakiego dawno już nie odczuwałem. Zacytujmy uzasadnienie powołania 'akademii praktycznych':

To jest powrót do rozwiązania, by wyższe szkoły zawodowe mogły prowadzić kształcenie nauczycieli bez zawierania porozumienia z uczelniami akademickimi. W sytuacji braku na rynku kandydatów na nauczycieli to ważna sprawa. Trzecia kwestia związana jest z możliwością wsparcia środowisk lokalnych, zwłaszcza w dawnych miastach wojewódzkich, które miały ambicje tworzenia środowisk intelektualnych. Nawiązanie wprost do pojęcia akademia w pewnym sensie będzie wzmacniało rolę tych szkół.

Przypomnijmy – obecnie, by kształcić nauczycieli, trzeba prowadzić odpowiedni kierunek studiów mając potwierdzony odpowiedni poziom badań naukowych w danej dyscyplinie lub zawierając porozumienie o opiece ze strony uczelni dysponującej takimi uprawnieniami. Myślą przewodnią było, by nauczyciele otrzymywali najwyższej jakości wykształcenie i mogli wprowadzać dzieci i młodzież w świat współczesny, w sposób najbliższy współczesnemu stanowi wiedzy. Ten system nawet nie zaczął odpowiednio działać, a już jest rozmontowywany. W świetle cytatu nauczycieli może kształcić jakakolwiek szkoła, bez względu na jakość wiedzy i dokonań nauczających, bo 'brak kandydatów na nauczycieli na rynku'. Należy kształcić dużo, nawet jeśli słabo. Dla przyszłości Rzeczpospolitej to przepis na katastrofę głęboką i permanentne niedostosowanie obywateli do świata współczesnego. Dalej, powstanie akademii – a więc nadanie tytułu – ma wspierać środowiska lokalne. Ale jak? Nazwą? Zaiste platońskie podejście do rzeczywistości, ale realnie oznacza to tyle, że zgadzamy się na dewaluację pojęcia i na mylne wskazywanie miejsca grup lokalnych w ekosystemie wiedzy i edukacji. Naprawdę sądzimy, że jeśli nazwiemy Pałacem Szeherezady hotel w Pcimiu, to owa instytucja stanie się powszechnie uznawanym cudem kultury współczesnej Europy? Naprawdę? Że to polepszy funkcjonowanie wspólnoty lokalnej? Czy Pcim nie zasługuje na porządny hotel. Taki, który będzie mógł się wyspecjalizować w obsłudze klientów, którzy potrzebują noclegu w trakcie biznesowej podróży, a nie udawania, że bawią na dworze sułtana?

Nie chcę narzekać, to nic nie zmienia. Ale nie chcę też biernie patrzeć, jak szkolnictwo i nauka stają się tylko elementem krótkowzrocznych działań wąskiego kręgu elit politycznych. Trzeba to wyraźnie i stale powtarzać – takie działania są szkodliwe dla Rzeczpospolitej, zabójcze dla przyszłości naszej wspólnoty obywatelskiej, naszego narodu. To nie jest kwestia interesu grup społecznych czy zawodowych – ale przyszłości Polski. To nie są słowa zbyt wielkie, bo jeśli w wielkim ciele obywatelskim intelekt zastąpimy jego ćwiartką, 1/8 lub 1/16, to może to nieźle wyglądać w telewizji. Ale odbiera przyszłość nam, naszym dzieciom i wnukom. Zostawcie, proszę, przyszłość tego kraju tym, którzy dla niej pracują. Jeśli potrzebujecie pieniędzy – weźcie je sobie. Twórzcie RzOPA w dowolnej ilości. Ale nie odbierajcie nam przyszłości.

To nie jest apel. Z cytowanego wywiadu i praktyki władzy wynika jasno, że na nic to by się zdało. My sami musimy szukać drogi do zapewniania przyszłości Rzeczpospolitej, obok działań wczorajszych elit politycznych. Nauka i edukacja muszą patrzeć w przyszłość, nasze środowisko musi mieć jasno sprecyzowany cel – dobro ludzkości, dążenie do prawdy, wsparcie najwyższej jakości edukacji. Cała reszta to proch i pył. Nic więcej.

I tradycyjnie sprawozdanie z minionego tygodnia:

  • w poniedziałek spotkanie Komisji Nauki KRASP – dyskutowaliśmy między innymi jak można zapewnić równe warunki instytutom PAN i jednostkom uniwersyteckim, jeśli ich wyniki w trakcie ewaluacji będą oceniane według tych samych kryteriów dla poszczególnych poziomów (A, B+, B, C). Propozycję sformułowano, jaki będzie tego rezultat – zobaczymy;
  • w ten sam dzień Dział ds Komunikacji przedstawił uwarunkowania naszej pozycji w czołowych rankingach uniwersytetów światowych. Trzeba mieć świadomość, że w obecnej sytuacji nie jesteśmy w stanie konkurować w górnym procentem uczelni światowych. Ale powinniśmy budować naszą pozycję w regionie Europy Środkowej. To jest cel realistyczny, a i tak bardzo ambitny;
  • wtorek – długie szkolenie z dyscypliny finansów publicznych. W skrócie – rektor odpowiada za wszystko własnym majątkiem. No cóż…
  • w środę kolejne konsultacje dotyczące sposobu realizowania zakupów na Uniwersytecie w świetle nowej ustawy Prawo o Zamówieniach Publicznych. Tak, mamy wiele opóźnień w tym zakresie i staramy się jak najszybciej je nadrabiać. Kuleje mocno komunikacja, informacje zatrzymują się na poziomie wydziałów i trzeba zrobić jak najwięcej, by docierały do wszystkich pracowników w zrozumiałej formie. Ale – idziemy do przodu;
  • w czwartek kolejna wizytacja Polskiej Komisji Akredytacyjnej, tym razem kierunek geografia;
  • rozmowa z dziekanem WPAE prof. Karolem Kiczką o uwarunkowaniach finansowych wydziału. Krok za krokiem zmierzamy do urealnienia kosztów prowadzenia studiów w skali budżetu Uniwersytetu;
  • w piątek spotkanie z Radą Uniwersytetu. Rozmawialiśmy o pracach nad poprawkami do statutu. Ponieważ Ministerstwo zwleka z ogłoszeniem poprawek do ustawy PoSzWiN powoli rozpoczynamy nasze działania. Ale tu nie będzie szybkich rezultatów, bo musimy wnikliwie przeanalizować zgłoszone propozycje i zapewnić stabilność działania Uniwersytetu. Ciągle zbieramy doświadczenia funkcjonowania obecnego Statutu. Mam jednak nadzieję, że Senat otrzyma kompletną propozycję poprawek we wrześniu tego roku i w rok 2022 wkroczymy już ze znowelizowanym Statutem.

Przyśpieszają konkursy w ramach IDUB. Trzymam kciuki za ogłoszenie kolejnych w tym tygodniu. Idziemy do przodu, bo nie mamy czasu na rozglądanie się na boki…

Przewrót kopernikański

Świat i lektury  kształcą. Spór o to, jaką rolę społeczną mają pełnić uniwersytety, nie jest polską specyfiką. Rząd australijski pragnie kształcenia studentów na kierunkach przygotowujących ich do podjęcia konkretnych zawodów. Stoi to w sprzeczności z tradycją liberalnego kształcenia na tamtejszych uczelniach. W Indiach i Pakistanie dominujący model uniwersytetu liberalnego jest kontestowany oddolnie ze względu na duża liczbę bezrobotnych absolwentów. Zwraca się uwagę na nieprzewidywalność rynku pracy, ale jednocześnie na potrzeby krajów rozwijających się, których przemysł domaga się kadr technicznych. Wreszcie w Chinach kolejny program wspierania elitarnych, 'światowych' uczelni wprowadził tamtejsze uniwersytety na szczyty rankingów. Ale jest też oskarżany o koncentrowane w nich najlepszych badaczy i – siłą rzeczy – degradację uczelni o niższym statusie. Nie mam cienia wątpliwości, że właśnie teraz powinniśmy wnikliwie i spokojnie spojrzeć na nasz, polski system kształcenia i badań na uniwersytetach.

W ciągu minionego roku rozwój edukacji zdalnej przyśpieszył to, co MOOC zapowiadały, ale co wydawało się nam tylko substytutem – uwypuklenie względnej wartości studiowania in situ. Względnej, bowiem jak nigdy wcześniej młodzi ludzie zobaczyli, że wiedzę mogą pozyskać będąc setki i tysiące kilometrów od uczelni. Tak przecież realizowano dziś nawet wymianę międzynarodową studentów. Przy dalszym rozwoju komunikacji oznacza to dla kierunków opartych na dyskusji i analizie zastanych dyskursów poważny problem. Co chcemy zaoferować najlepszym kandydatom na studia w naszym Uniwersytecie, we Wrocławiu, czego nie uzyskają bez wychodzenia z domu w lepszej jakości w innej uczelni w Polsce lub poza jej granicami? To pytanie staje się coraz ważniejsze także dla kierunków eksperymentalnych, także na uczelniach technicznych, skoro okazało się, że i tam można kształcić zdalnie. Dla mojego rozumienia roli uniwersytetu i studiowania w nim taka wizja uczelni – zdalnego dostarczyciela różnej jakości wiedzy – to nasza porażka. Nasza, w sensie społeczeństwa obywatelskiego, otwartego i ciekawego świata. Bo takie społeczeństwo funkcjonuje dzięki zaufaniu, wypracowywaniu porozumienia, sprawnemu komunikowaniu się w sytuacjach kryzysowych w oparciu o podzielane wartości. Uniwersytet nie tylko przekazuje najnowszą wiedzę, ale wprowadza studenta w świat różnorodności, w której trzeba się odnaleźć w milionach nowych sytuacji i kontekstów właśnie wykorzystując tę wiedzę do budowania relacji z innymi. To dla mnie kluczowa umiejętność w świecie, który nie tylko szybko się zmienia. Nasz gatunek wprowadził Ziemię w stan globalnej katastrofy ekologicznej. Dziś człowiek potrzebuje od ludzi nauki wręcz desperacko zarówno kreatywnych rozwiązań technologicznych, jak i umiejętności społecznych dających szansę na funkcjonowanie społeczności w oparciu o wzajemne zaufanie i merytoryczne kompetencje każdego z nas. Uniwersytet powinien przekłuwać bańki, niszczyć mury, wprowadzać ludzi w świat pełen zjawisk zaskakujących i… pięknych. Człowiek, który będzie żyć tylko w swojej jaskini, nawet jeśli będzie to jaskinia cyfrowa lub komórka partyjna, nie będzie gotowy ani na przyszłość, ani na innych ludzi wokół siebie. Szok przyszłości dla uniwersytetów to walka o wolność głoszenia wartości, które mogą być uznawane za przestarzałe i nieaktualne. Ale które wprowadzają człowieka w świat wspólny, dając mu siłę płynącą z racjonalnego oglądu swojej – jednostki i gatunku – sytuacji na Ziemi i wspólnotowego, wspierającego działania na rzecz przyszłości całej planety. Szok przyszłości to odwaga powiedzenia sobie, że w świecie globalnej komunikacji musimy zaoferować światu, naszym studentom i naszemu otoczeniu coś cennego, wyjątkowego, specyficzną dla nas wartość dodaną. Coś, co uzasadni czas, jaki nam poświęcają i te fragmenty ich życia, jakimi są pieniądze, którymi nas opłacają.

Czytaj dalejPrzewrót kopernikański