Różnorodność

Simon Baker w ostatnim numerze THE (s. 22-23) analizuje tendencję do zachowania różnorodności w uprawianych i doskonalonych dyscyplinach naukowych. Z kolei Leszek Pacholski w DGP (nr 146/2021, ostatni weekend) zadaje dramatyczne pytanie: 'Dostojeństwo czy użyteczność[?]' powracając do koncepcji pragmatyzmu amerykańskiego jako jednej z dróg, na które powinno wkroczyć polskie szkolnictwo wyższe. Oba te artykuły łączy przekonanie, że jak 'ecclesia semper reformanda', tak i uniwersytety stale powinny podlegać zmianie. Różnią się receptami, choć w przypadku Bakera to raczej relacja ze zmian zachodzących w dość elitarnym klubie niż klarowna wizja przyszłości.

Wśród największych graczy na rynku naukowym widoczne jest z jednej strony zróżnicowanie dyscyplin, które osiągają najwyższe wyniki w ramach ujęcia 'narodowego'. Z drugiej strony badacze uczestniczący w ich rozwoju w znacznej mierze uzyskują i utrzymują swoją pozycję poprzez współpracę ze środowiskami rozwijającymi badania w ich dyscyplinach, ale w innych krajach. Innymi słowy nakłady na poszczególne dyscypliny nie są koncentrowane w danym kraju, bowiem odpowiednia suma krytyczna dla rozwoju zbiera się w wyniku sumowania nakładów wspierających badania wszystkich uczestników. Nie jest to jednak strategia wyłączna i gwarantująca sukces mierzony liczbą cytowań, wskaźnikiem wpływu czy publikacji w najlepiej rankingowanych czasopismach. W niektórych przypadkach zróżnicowanie rozwoju dyscyplin powoduje po prostu uśrednienie ich poziomu w skali kraju i utrzymywanie przez wszystkie tego samego, przeciętnego lub niskiego miejsca w świecie. Dlatego USA i Wielka Brytania konsekwentnie dążą do specjalizacji i zamierzają koncentrować nakłady w ściśle określonych zakresach dziedzinowych (co zresztą już się dzieje, ale może jeszcze przyśpieszyć, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii przygotowującej się do wdrożenia ścisłego rachunku ekonomicznego w odniesieniu tak do badań, jak i dydaktyki). Baker zwraca uwagę na niebezpieczeństwo rozproszenia środków w przypadku środowisk narodowych o niskim wpływie na naukę światową, ale z drugiej strony podkreśla, że właśnie zróżnicowany rozwój dyscyplin daje nadzieję na adekwatną odpowiedź na zagrożenia, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Zdywersyfikowane środowisko naukowe jest w stanie 'zwinnie' odpowiadać na każde zagrożenie. Zmonopolizowane przez wybrane dziedziny – może tylko czekać na pomoc, jeśli kryzys zajdzie poza zakresem wypracowywanej doskonałości.

Z kolei Leszek Pacholski przytaczając historię Harvardu i przykład MIT apeluje po raz kolejny o zmianę paradygmatu rozwoju polskiego szkolnictwa wyższego. W największym skrócie – zamiast finansowania ośrodków rozwijających naukowe pasje badaczy, należy stworzyć przynajmniej jeden taki ośrodek, który będzie pracował ściśle na potrzeby gospodarki, rozwijający badania tylko w tym zakresie, w jakim znajdą one swoje zastosowanie w gospodarce. Cytując zakończenie 'Proponuję więc, zostawmy uczonym przywiązanym do tradycji ich wspólnoty, ale zbudujmy obok, może w ramach Polskiego Ładu, choć jeden uniwersytet skażony 'rynkowymi wyznacznikami'. Ktoś nas w końcu musi nakarmić'.

Nie ulega wątpliwości, że dziś Polska nie jest potęgą naukową w skali światowej. Czy powinna zatem inwestować długofalowo w rozwój zdywersyfikowanego zestawu dyscyplin, unikając koncentracji i wiodącej roli państwa? Czy może wybrać specjalności, zwłaszcza związane z przewidywanymi potrzebami rynku i tylko/głównie w nie inwestować w ścisłym związku z potrzebami biznesu oraz strategicznymi inwestycjami państwa? Wreszcie, czy uzupełnieniem dzisiejszego systemu nie powinny być jednostki biznesowe, pragmatycznie realizujące transfer badań do świata biznesu? Najłatwiejsza jest chyba odpowiedź na to ostatnie pytanie – w zasadzie taką funkcję ma pełnić sieć Łukasiewicz. Jednocześnie chyba wszystkie uczelnie starają się nawiązać jak najlepsze relacje z podmiotami gospodarki i prowadzić możliwie najżywsze działania wspomagające ich funkcjonowanie. Problemem jest efektywność tej współpracy. A ta nie jest wielka, bo 1) nasza gospodarka nie jest nastawiona na innowacje rozwijane w przyszłości w nowe technologie, a raczej na rozwiązywanie bieżących problemów, z czym świetnie radzą sobie politechniki; 2) a w rezultacie tak, jak uniwersytety muszą wychodzić do biznesu, tak i odwrotnie – biznes musi chcieć korzystać z wiedzy uczelni. Ta sytuacja z kolei rzutuje na postawione na wstępie pytania – zakleszczenie się nauki polskiej na średnim poziomie w skali świata wynika z braku wiary państwa, sektora biznesowego – ale i społeczeństwa w korzyści płynące z wspierania nauk i szkolnictwa wyższego. W Polsce powstało klasyczne błędne koło: brak spektakularnych, światowych sukcesów nauki – brak wiary w zwrot nakładów ze strony potencjalnych benefaktorów – niskie nakłady na naukę nie dające szansy na przełomowe badania – brak spektakularnych sukcesów nauki.

W tej sytuacji koncentracja wydaje się naturalną ścieżką – wesprzeć rozwój tam, gdzie są szanse na największy zwrot w związku bądź z potrzebami państwa (Polska Polityka Naukowa), bądź miejsce w światowej nauce. Taka rada wygląda jednak obiecująco tylko w modelu oderwania nauki w Polsce od jej światowego i społecznego kontekstu. Brak zróżnicowania oznacza uzależnienie w ogromnej przestrzeni technologii i kultury od produkcji zewnętrznej. A to uważam za groźne nie tylko ze względu na likwidację własnych ośrodków, które mogłyby tworzyć naukę na światowym poziomie. Przede wszystkim ze względu na pozbawienie społeczeństwa pośredników, którzy mogliby uczyć zwłaszcza młodych o tym, co się nowego dzieje w świecie i jak można to wykorzystać tu i teraz. Bez tego szczebla – nowoczesnej dydaktyki prowadzonej przez osoby nadążające za światową nauką – skazujemy nasze społeczeństwo na bezwład intelektualny, kulturalny – i technologiczny. Popchnięte – będzie się toczyć tam, gdzie będą je popychać wiedzący lepiej. Ponadto – nauka nie jest zamknięta w narodowych silosach. Wkład w rozwój nauki zależy od infrastruktury i kultury pracy badaczy z krajów najzamożniejszych, ale 1) to migracje badaczy tworzą w centrach nauki przełomowe idee i technologie; 2) pozostając w naszym pięknym, ale nie ceniącym inteligencji zanadto kraju nadal możemy poprzez współpracę inicjować kierunki nieoczywiste badań, wynikające z peryferyjności wymuszającej inne niż mainstreamowe podejście do problemów. Wreszcie, w przypadku kryzysów katastrofalne skutki ma brak zdywersyfikowanej edukacji, brak elit myślących szeroko, mających szacunek dla wartości humanistycznych, a jednocześnie racjonalnie oceniających procesy zachodzące wokół nas.

Brak wiary naszych elit władzy, że nauka może rozwijać nasze społeczeństwo, w tym gospodarkę, jest przygnębiający. Ale naszym zadaniem powinno być działanie poza tą krótką perspektywą. Zdywersyfikowana, międzynarodowa, otwarta na społeczeństwo – w tym biznes – nauka powinna być oczywistością. W naszym pięknym kraju płaczących wierzb pewnie nie stanie się to dziś. Ale wszystko wskazuje na to, że zarówno centralistyczne działania rządów, jak i niewidzialna ręka rynku nie pomogą nam wiele, jeśli nie przekonamy społeczeństwa do myślenia racjonalnie i szeroko. Kolejne kryzysy przed nami, w tym największe przewidywalne – klimatyczny i idący za nim ekologiczny. Bez nauki – także humanistyki i nauk społecznych kształtujących wartości i postawy – obudzimy się zdziwieni jako biorcy pomocy humanitarnej. Bo na kosztowną pracę fizyczną zapotrzebowania już wkrótce nie będzie.

A w związku z różnorodnością garść różnorodnych aktywności:

  • od poniedziałku długie rozmowy w sprawie przebiegu i ogłoszenia wyników konkursu IDUB na dodatki miesięczne dla 150 osób mających znaczące osiągnięcia w publikowaniu w przestrzeni międzynarodowej. Wyniki Komitet Sterujący IDUB ogłosił w piątek;
  • we wtorek spotkanie z Dyrektor Finansową i Główną Księgową w odniesieniu do przygotowywania modelu finansowania prac Uniwersytetu w bieżącej sytuacji. Tegoroczny budżet udało nam się zrównoważyć, to dobry punkt wyjścia do działań na rzecz jego polepszenia i bardziej projakościowego kształtu, który premiowałby troskę o cały Uniwersytet i innowacyjność kadry zarządzającej;
  • w czwartek spotkanie z Biurem Zamówień Publicznych – never ending story, ważne jednak, byśmy krok za krokiem szukali uproszczeń możliwych w bieżącej sytuacji, a jednocześnie tworzyli system współpracy na każdym szczeblu zarządzania, bez przerzucania się odpowiedzialnością. Uniwersytet ma jedną, wspólną administrację, która musi działać i troszczyć się o całą wspólnotę;
  • nigdy nie są miłe – sprawy dyscyplinarne. Nie jesteśmy aniołami, każdemu mogą zdarzyć się błędy. Cieszy szczególnie, gdy ich rozpoznanie jest akceptowane przez zaangażowane strony i kończy się znalezieniem działań w duch u sprawiedliwości naprawczej;
  • piątek – pracujemy nad prezentacją badań uniwersytetu w formie syntetycznej, akcentującej to, co najważniejsze w życiu całego uniwersytetu, ale istotne również dla poszczególnych wydziałów. Dobre spotkanie z Działem Komunikacji, może już niedługo zobaczymy efekty.

Za tydzień będę służbowo poza strefą Internetu (tak, są jeszcze na świecie takie miejsca), więc pewnie odezwę się dopiero za dwa tygodnie. Co nie zmienia fakty, że namawiam jak co tydzień – szczepmy się. Nie dlatego, że 'dohtory skazaly', ale dlatego, że to redukuje możliwość zakażenia, a niemal wyklucza ciężki przebieg w przypadku zakażenia. Szczepienia nie są eksperymentem, chronią i zaszczepionych i tych, którzy szczepienia nie mogą przyjąć. Szanujmy różnorodność – ale pamiętajmy, że możemy to robić tylko wtedy, gdy zachowamy nasze życie.

Miłych dwóch tygodni!

Ogórki sezonowe przed wyprawą na pustynię?

Sezon taki, że sam siebie muszę pytać: czy warto raz jeszcze pisać o ogórkach? Tematów nie brakuje. Mamy ogórek z papryczką, ostry i parzący, choć trącący klimatem marca raczej niż lipca, czyli hasła 'polskie uczelnie dla Polaków' i 'polska nauka dla Polski'. Mamy ogórek mocno zakiszony, a przecież wciąż dodający dreszczy, czyli manipulacje przez ewaluacji dyscyplin naukowych takie, że ani z niej będzie ewaluacja, ani jakości, ani tym bardziej badań, a na pewno nie naukowych. Mamy wreszcie ogórek dojrzewający powoli, ale gdy się w pełni rozwinie, może okazać się prawdziwą bombą biologiczną – tzw. pakiet wolnościowy, który doprowadzi do karania rektorów próbujących powstrzymać wzbierającą chęć zalania uczelni anytintelektualnymi, nieracjonalnymi i stojącymi w sprzeczności ze stanem badań, ale wynikającymi z przekonań religijnych i światopoglądowych.

Wszystko to są poważne kwestie nie tylko dla nas, akademików, ale dla całego społeczeństwa. Zagadnienia, które mogą przesądzić na dekadę, a może na dekady o kształcie edukacji w naszym kraju, o zaufaniu do nauki, wreszcie o aspiracjach i światopoglądzie młodych ludzi, którzy nam ufają podejmując studia na naszych uczelniach. Ale z drugiej strony ich medialność, głośność wznoszonych przy tej okazji okrzyków i niekompetencja w wyrażanych publicznie sądach nieprzystająca do powagi sytuacji, każą je lokować w kategorii 'niusów', medialnych jętek jednodniówek. Warto może raczej poskrobać głębiej, zapytać się – co kryje się za kolejna odsłoną ataków polskiej polityki na jakość szkolnictwa wyższego i nauki? Nie pierwszy to raz, bo przecież atakowano nas bezpardonowo przed reformami pani minister Kudryckiej. Tylko dlaczego teraz jest odpowiedni na to czas? I czy atakujący zdają sobie sprawę z konsekwencji i dlatego ogórkami przykrywają prawdziwe zamiary?

'(…) pandemia będzie finansowo krytyczna i ostatecznie dewastująca dla (…) publicznych uczelni (…) które cierpiały w skutek długich lat zaniedbania, złego zarządzania i braku odpowiedniego wsparcia finansowego i będą gwałtownie i jeszcze bardziej podupadać. Dotyczy to także głównych uniwersytetów (…) ponieważ nawet jeśli (…) doświadczy szybkiej i znaczącej odbudowy gospodarczej, jest bardzo mało prawdopodobne, że bieżący rząd przeznaczy swoje (…) zasoby na rzecz szkolnictwa wyższego w latach do 2024 – gdy będą miały miejsce następne wybory powszechne – ponieważ nie ma żadnych korzyści wyborczych w tym działaniu. Z tego samego powodu nie ma żadnych politycznych konsekwencji za zaniedbanie polepszenia dostępu do i jakości usług publicznych. (…) W zamian większość obywateli – nie tylko tych bogatych – polega na rozwiązaniach prywatnych.' To  nie jest opis sytuacji w Polsce, lecz w… Indiach (THE, 2483/2021, s. 26), ale czy brzmi jakkolwiek egzotycznie? Zaraz, zaraz – brak nauki w Krajowym Programie Odbudowy? Ręczne rozdawnictwo środków na inwestycje w szkolnictwie wyższym? Świadome i publiczne wskazywanie, że ewaluacja dyscyplin naukowych musi być sterowana przez ministra 'ze względów politycznych i społecznych'? Gdzie to było?

64% respondentów wskazuje, że na uczelniach doszło do zdominowania działalności wykładowców przez dydaktykę kosztem badań naukowych. 59% wskazuje, że uczelnie zrywają związek między badaniami i nauczaniem masowo zatrudniając pracowników na etatach dydaktycznych. 84% wykładowców wskazuje na rosnące w czasie pandemii obciążenie obowiązkami. 81% uważa, że pandemia bardzo  mocno zaburza możliwości rozwoju karier zawodowych młodych naukowców, w szczególności ze względu na wzrost zobowiązań dydaktycznych. Ankieta dotyczyła zdania 1099 akademików z Wielkiej Brytanii na temat wpływu epidemii na kondycję tamtejszego życia akademickiego (THE, 2483/2021, s. 11). U nas nie przeprowadzono takiego badania, ale czy odpowiedzi nie brzmią znajomo?  A dodajmy do tego, że dla uczelni na Wyspach za niezwykle groźny uważa się wyraźny odpływ najlepszych wykładowców zagranicznych zrażonych sytuacją epidemiczną, brexitem i brakiem stabilnych form zatrudniania. Wielka Brytania, jeden z filarów nauki światowej, uważa osłabienie internacjonalizacji swoich kadr akademickich za groźne dla swojej przyszłości! Może warto więc pochylić się nad tą sytuacją i u nas? Nie, nie nad odpływem czołowych badaczy zagranicznych, bo nie jest to raczej nasz problem, ale nad skutkami epidemii i skorelowanej działalności polityków dla przyszłości nauki i wysokiej jakości edukacji wyższej w Polsce.

Ostatni tydzień był wyjątkowo ciężki. Przygnębiająca jest świadomość bezsilności wobec zagrożenia dewastacją przyszłości naszej wspólnoty, nie tylko akademickiej, ale całego kraju. Ostatecznie jednak traktuję to jako wyzwanie i kryzys, który powinien mnie i wszystkich wierzących w racjonalny namysł nad światem wzmocnić. Nie muszę wierzyć w przyszłość, bo jako historyk wiem, że kłamstwo i nieracjonalność nigdy nie wytrzymały w dłuższym horyzoncie konfrontacji z rzeczywistością. Nie musze mieć nadziei, bo ważniejsze od niejasnej przyszłości jest dla mnie to, co zrobię tu i teraz dla mojej wspólnoty. Jedyne, co muszę ocalić, to miłość do prawdy i ludzi, którzy chcą ją poznawać i o niej komunikować. Nie zgadzam się zasadniczo z sądami, które miarą sukcesu szkolnictwa wyższego ustanawiają wysokość przychodów absolwentów lub zysków dla uczelni płynących z patentów i usług zewnętrznych. Tak mierzymy tylko pewne wycinki naszej działalności i to tylko pewnych typów uczelni. Miarą wielkości uniwersytetu jest wprowadzenie jego wychowanków, ale też całego swojego otoczenia w przyszłość jako wiernych prawdzie, otwartych, racjonalnych obywateli świata. Wsparcie uniwersytetu ma im dać siłę do zmierzenia się ze światem, którego nie znamy. Jeśli nie wyposażymy naszego otoczenia i naszych absolwentów w silną wolę szukania prawdy, w chęć porozumienia się ponad emocjami i wiarą, to choćby nie wiem jaki odnieśli oni sukces finansowy, będą tylko marionetkami w rękach zarządzających wielkim, narodowym – a może już kontynentalnym lub światowym – koncernem.

Dlatego apeluję – nawet latem nie dajmy się karmić ogórkami. Zadawajmy pytania niewygodne i szukajmy rozwiązań racjonalnych, dla przyszłości naszej i naszych dzieci. Nie ma nauki polskiej dla Polski. Jest ogólnoludzka wiedza i chęć poznania, która na bazie ogólnoświatowej współpracy może, poprzez pracę żyjących w Polsce naukowców, wprowadzić Polaków w przyszłość. Nie ma groźby zamachu na wolność słowa na uczelniach poza ingerencjami w życie akademii ze strony polityków. Jeśli chcemy dobrej edukacji i światowego poziomu nauki w Polsce nie możemy oceniać tych aktywności z perspektywy społecznej i politycznej. Bo inaczej zakończą się one podobnym sukcesem, jak podejmowane bez konsultacji z naukowcami działania na polu ożywienia wzrostu demograficznego Polski.

Oczywiście, #uniwroc nie śpi!

  • we wtorek podpisaliśmy  wraz z drem Andrzejem Dybczyńskim umowę o udziale w Szkole Doktorskiej Uniwersytetu doktorantów z kierowanego przez niego Łukasiewicz Port we Wrocławiu. Współpraca akademicka we Wrocławiu to dla mnie jeden z priorytetów i bardzo się cieszę, że na różnych polach możemy ją zacieśniać;
  • z przedstawicielami firmy Elsevier rozmawialiśmy o współpracy na rzecz ulepszenia dostępu badaczy z Uniwersytetu do światowych zasobów wiedzy, także poprzez publikowanie w wiodących czasopismach. Tak, nadal wierzymy, że nauka musi mieć wymiar światowy;
  • w środę omawiałem kolejne działania związane z Nagrodą im Haisiga. W październiku oficjalne ogłoszenie pierwszego laureata/tki, nie ma obaw – zdążymy na czas!
  • w czwartek tradycyjne spotkanie z kierownictwem Biura Zamówień Publicznych i never ending story czyli jak radzić sobie z nową ustawą. Mam nadzieję, że powoli udaje nam się wypracować lepsze, bardziej elastyczne zasady – ale lekko nie jest;
  • w piątek podpisywałem decyzje o przyznaniu środków na realizację programów, które komisja konkursowa uznała za zwycięskie w konkursie Inkubatorów Doskonałości Naukowej. Osiem projektów, każdy finansowany kwotą 4 mlnów złotych, trzy kierowane przez osoby spoza Uniwersytetu, pięć pod kierownictwem naszych koleżanek i kolegów mają wykreować nie tylko nowe przestrzenie badawcze, przyciągnąć granty międzynarodowe – ale też ożywić dyscypliny dotąd mające słabsze umiędzynarodowienie. Ale obok nich do konkursu zgłoszono kilkanaście innych, świetnych programów. Nie jesteśmy w stanie sfinansować ich w takim samym stopniu. Zrobimy wszystko, by wesprzeć ich kierowników w przygotowaniu ich do aplikowania o wsparcie zewnętrzne;
  • cały czas trwa składanie dokumentów przez przyszłych studentów I roku. Każdy kandydat i kandydatka są dla nas jednakowo cenni. Jesteśmy tu dla Was, jesteśmy po to, by Was wspierać w poszukiwaniu prawdy o świecie. Nigdy w to nie wątpcie!

Mimo wakacji praca wre. Zwłaszcza, że szykujemy się na kolejny, kryzysowy rok epidemiczny. Damy radę – jestem pewien. Od nas i tylko o nas zależy, w jakim stylu tę radę damy!

Nowe zmiany w ewaluacji dyscyplin naukowych

Na prośbę KRASP przygotowałem opinię dotyczącą nowych zmian zarządzenia ewaluacyjnego. Piszę w trakcie wakacji, więc przepraszam za formę. Ale nie potrafię milczeć, choć wiem, że te słowa niewiele już mogą.
Z zaskoczeniem przyjąłem zakres sugerowanych zmian. Jest on szerszy niż zapowiadany przez p. ministra Bernackiego w trakcie ostatniego spotkania KRASP. Absolutnie fałszywie zostały przedstawione w ogłoszonym dokumencie skutki tych regulacji dla przeprowadzenia ewaluacji. Nie jest prawdą, że podniesienie punktacji monografii z I poziomu względem monografii z II poziomu nie pozostanie bez istotnych skutków dla ewaluacji. Taka decyzja oznacza dalszą deprecjację ukierunkowania działań w zakresie nauk humanistycznych i społecznych na jakość i umiędzynarodowienie. Dotychczasowe zapisy jednoznacznie wskazywały, że powinno nam zależeć na publikowaniu w absolutnie topowych wydawnictwach, rozpoznawalnych globalnie jako najlepsze w zakresie w/w nauk. Owszem, pewien niepokój budził ich dobór, zwłaszcza po rozszerzeniu ich listy, ale kierunek był wyraźny. Obecnie różnica punktowa ulegnie zmniejszeniu, a biorąc pod uwagę jak wiele zupełnie przypadkowych podmiotów wydaje dziś książki 'naukowe' w Polsce i jak wiele z nich jest na liście I monografii MEiN, kolejny raz okaże się, że podejmowanie wysiłku wprowadzenia naszej nauki na nieco wyższy niż polski poziom jest zbędną fanaberią. Napisałem w życiu wiele monografii, wydawałem je w różnych wydawnictwach. Nakład pracy na wydanie publikacji w Brepols czy Cambridge University Press w porównaniu z tym, który trzeba wydatkować na wydanie w dowolnym polskim wydawnictwie, nawet najlepszym, jest nieporównywalny. Sugerowana zmiana raz jeszcze pokaże, że miejscem polskiej humanistyki i nauk społecznych jest obieg polski. Że światowa nauka nie powinna nas interesować. Jestem temu absolutnie przeciwny.
Patrząc na drugą istotną zmianę, redukującą rolę KEJN i rozszerzającą władcze uprawnienia Ministra, który będzie ustalał poziomy punktowe dla kategorii A+, A, B+ i B jedynie zapoznając się z propozycjami KEJN, mogę tylko powiedzieć, że jest to gwóźdź do trumny niezależnej i możliwie obiektywnej procedury oceny dyscyplin naukowych. Znamienne, że nawet nie próbowano uzasadnić i określić skutków tej regulacji. Jako zwolennik obiektywnych kryteriów oceny nie byłem i nie jestem szczególnym zwolennikiem dotychczas proponowanych rozwiązań. Jednak to rozwiązanie, które ma zostać wprowadzone idzie w kierunku, którego ludzie nauki nie powinni akceptować, nawet, jeśli jest to dla nich chwilowo korzystne – upolitycznienia całego systemu nauki. Jedynowładztwo ministerialne w przypadku tak delikatnego systemu jakim jest szkolnictwo wyższe, w którym inwestycje trwają dekady, a skutki są często widoczne jeszcze później (na przykład w tak banalnym i lekceważonym dziś zakresie jak otwartość na świat, umiejętność radzenia sobie z zagrożeniami nieoczywistymi, samodzielność i jednocześnie zdolność współdziałania z osobami spoza własnego kręgu kulturowego), jest groźne dla przyszłości Rzeczpospolitej liczonej nie w miesiącach, lecz dekadach. Ze smutkiem przyjmuję ten kierunek sugerowanych zmian. Nie potrafię się z nim pogodzić.
Z wyrazami szacunku,
Prof. dr hab. Przemysław Wiszewski

Stary, wciąż nowy Uniwersytet

Dużo się dzieje. Dla szkół wyższych, nauki i edukacji w Polsce na pierwszy rzut oka – niewiele dobrego. I jest to celowy eufemizm. Bo nie mogę przeboleć, że krok za krokiem Polska traci szansę na udział w budowaniu i ukierunkowywaniu cywilizacyjnej i kulturowej jedności wolnej wspólnoty człowieczej. Że wąskie i krótkie horyzonty decydującej większości elit politycznych i biznesowych powodują, że Polacy będą musieli zadowolić się rolą naśladowców i repetytorów, którzy będą mogli jedynie marzyć. I to cicho, bo głośne marzenia mogą zaboleć. Trudno mi się z tym pogodzić. Ale jestem przekonany, że to nie jest historyczna konieczność. Przeciwnie, że to aberracja. Nie trzeba być miłośnikiem Hegla, żeby stwierdzić, że wraz z rozwojem komunikowania się i podróżowania rośnie oddolny nacisk na autonomię jednostek i społeczeństw. A jednocześnie, w ścisłym związku z tym, rosnący dostęp do godnej zaufania, weryfikowanej przez rzeczywistość wiedzy wspiera współpracę i innowacyjność współuczestników życia społecznego skutkującą poczuciem ich bezpieczeństwa. Wreszcie, że otwartość i życzliwość wewnątrz społeczności to wartości uwalniające kreatywność, sprzyjające spójności społecznej. Działania autorytarne zjadają energię i czas, na krótki moment dają złudę trwałości, w rzeczywistości budując jedynie podstawy pod zniechęcenie, opór, kontestację. W każdym z tych scenariuszy rola dostępu do informacji, budowania lub negowania kultury wiedzy ma kluczowe znaczenie. Nie mam też wątpliwości, że uniwersytet  nadal jest i może stać się w jeszcze większym stopniu niż jest dziś kluczowym elementem rozwoju naszego społeczeństwa. Może, jeśli zachowa swoją odwagę i pewność swojej misji.

Czytaj dalejStary, wciąż nowy Uniwersytet

Pamięć. 80. rocznica kaźni na Wzgórzach Wuleckich

Wiele rzeczy wydarzyło się 4 lipca. Dla współczesnej, wrocławskiej społeczności akademickiej to dzień szczególny, odnoszący się do wydarzeń, które dla nas mają znaczenie fundamentalne. Ale pamięć o tych wydarzeniach powinna także wpływać na relacje między akademią i światem wokół nas. Większość polskich akademików pamięta o Sonderaktion Krakau, w trakcie której na rozkaz Heinricha Himmlera 6 listopada 1939 r. niemieckie oddziały specjalne aresztowały ponad 180 pracowników uczelni krakowskich, głównie Uniwersytetu Jagiellońskiego, których następnie osadzono w obozie Sachsenhausen. W drodze do niego uwięzieni przebywali przez kilkanaście dni w więzieniach na terenie Breslau. Nieliczni spośród ówczesnych profesorów Friederich-Wilhelms-Universitaet zu Breslau podjęli próbę kontaktu i pomocy kolegom z Krakowa. Dopiero dzięki szerokiej akcji świata akademickiego udało się doprowadzić do uwolnienia z obozu Sachsenhausen większości zatrzymanych w toku 1940 r. Z punktu widzenia władz hitlerowskich akcja nie była sukcesem. Wzbudziła ogólnoświatową aktywność i presję, której rząd Niemiec ostatecznie uległ. Nie oznaczało to jednak, że zrezygnowano z zasadniczej idei, jaką akcja ta wyrażała – ludzie nauki wraz z całą inteligencją społeczeństw podbitych powinni zniknąć, bo tylko jeden naród mógł zachować swoją tożsamość i przewagę nad innymi dzięki wiedzy. Po zajęciu Lwowa przez wojska hitlerowskie przygotowano i zrealizowano akcję wymierzoną w polskich profesorów Uniwersytetu Jana Kazimierza. Tym razem nie aresztowano całego grona profesorskiego. Już 2 lipca 1941 r. aresztowano prof. Kazimierza Bartla, byłego rektora Politechniki Lwowskiej i premiera Rzeczpospolitej. W noc z 3/4 lipca według nieznanego klucza aresztowano 49 osób, profesorów uczelni lwowskich, małżonki, ich dzieci i wnuki powyżej 18 roku życia, domowników i gości przypadkowo przebywających w mieszkaniach. Po przesłuchaniu zwolniono siedem osób. Jednego z aresztowanych zastrzelono podczas przesłuchania. Większość zamordowano nad ranem 4 lipca na Wzgórzach Wuleckich, pozostałych zabito 5, 11 i 12 lipca. Ostatnią ofiarą akcji był prof. Kazimierz Bartel, który został rozstrzelany 26 lipca.

Czytaj dalejPamięć. 80. rocznica kaźni na Wzgórzach Wuleckich

Koniec i początek – nie bójmy się przyszłości

Rok szkolny skończony, powoli na uczelniach kończymy sesję egzaminacyjną i obrony prac dyplomowych. A ja nie mogę przestać myśleć: dla kogo jest edukacja? I ta podstawowa i średnia, i ta wyższa. Z jednej strony chciałoby się powiedzieć – kontrkulturowo – dla dzieci i młodzieży, dla kształcących się, nie dla rodziców, mniej jeszcze dla polityków. I kiedyś podpisałbym się obiema rękami pod tym spojrzeniem. Ale dziś musiałbym dodać 'dla dzieci, dla kształcących się i dla otaczającego ich społeczeństwa'. I tylko dlatego także dla polityków i także dla rodziców. Mój, rodzica, lęk powoduje, że kształcenie chciałbym zamienić w przygotowanie moich dzieci do bezpiecznego życia w świecie, który dziś budzi nie raz moje przerażenie. Ale to złudzenie, które tylko je skrzywdzi. Bo one, tak jak ja, będą musiały ukształtować siebie przez swoje wybory i swoje doświadczenia. Skaleczą się i upadną, ale moim i edukacji zadaniem powinno być danie im siły, by mogły wstać, otrzepać się, rany zaleczyć i iść dalej – tam, gdzie ulokują cel swojego życia. Prawdziwym sukcesem byłoby, gdyby ten cel był zgodny z nadrzędnymi, złotymi wartościami humanistycznymi – troską o innych, otwartością, dążeniem do prawdy.

Czytaj dalejKoniec i początek – nie bójmy się przyszłości

We don’t need no education?

Ufffff gorąco. Wiele rzeczy mniej lub bardziej dziwnych dzieje się wokół nas. Ale dzisiaj chciałbym kilka słów skreślić o… ekosystemie. W zasadzie – o myśleniu rozszerzającym, sieciującym różne elementy tego, co staramy się analitycznie szatkować i traktować odrębnie. Obie aktywności – analiza i synteza – są ważne, ale mam wrażenie, że w sferze publicznej i niestety w edukacji zaczyna bezwzględnie dominować spojrzenie krótkookresowe, wysoko wartościujące wydzielanie sektorów i podsektorów i skupianie na nich działań bez refleksji nad całością. Toczy się właśnie rekrutacja na studia, a mnie gniecie refleksja i troska o to, jak wprowadzić nowych studentów w nowy sposób uczenia się. I jak przekonać całą naszą wspólnotę uniwersytecką, by zaczęła jeszcze aktywniej angażować się w kreatywny sposób myślenia o edukacji. Infosfera w której żyjemy, to morze informacji otaczające nas każdego dnia, przeszła radykalną przemianę w ciągu ostatnich dwóch dekad. Globalna sieć dała nam dostęp do informacji z całego świata na wyciągnięcie ręki, poprzez 'jeden klik'. Można poznawać najnowsze osiągnięcia ludzkości bez pośrednictwa kogokolwiek – jeśli jest się odpowiednio przygotowanym. Można poznawać świat, zjawiska społeczne i polityczne, bez pośrednictwa komentatorów. Jeśli zna się zasady krytyki komunikatów, umie się odsiewać ziarna od plew. Wreszcie, można kreować, tworzyć. Inwestując niewielkie środki można pokazywać całemu światu owoce swojego zaangażowania w pracę nad konkretnymi projektami. Rozwijać, popularyzować działania i myśli, które są dla nas ważne i którymi chcemy 'zarazić' innych. Rewolucja cyfrowa nie jest modnym pojęciem, lecz realnym zjawiskiem pobudzającym kreatywne, twórcze – ale czasami też destrukcyjne umiejętności człowieka. Epidemia w sposób nieprzewidywalny wzmocniła oddziaływanie wolnego dostępu do informacji na realne życie członków społeczności politycznych tu i teraz. Nie byliśmy na to przygotowani jako społeczeństwo, ale także jako akademia. Uczyliśmy się w biegu – ale czy rzeczy najważniejszych?

Czytaj dalejWe don’t need no education?

Szacunek dla nauki?

Paradoksy. Zjawiska na pierwszy rzut oka sprzeczne z logiką próbującą wywieść ich istnienie z otoczenia, z poprzedzającego je stanu. Niezrozumiałe, ale istniejące na przekór naszej wiedzy i oczekiwaniom. W weekendowym wydaniu względnie poczytnego, papierowego wydania jednego z ogólnopolskich dzienników pada pytanie: dlaczego ludzie deklarują zaufanie do naukowców i nauki, ale pomimo apeli badaczy nie ufają procesowi szczepień? Pomijając niewielką grupę tych, którzy negowali wartość szczepień przed epidemią, autor zwraca uwagę, że szczepień nie kojarzy się w pełni z nauką, ale coraz częściej przede wszystkim z wielkimi koncernami farmaceutycznymi czy z propagandą państwa, które – rzekomo – poprzez szczepienia chce także ograniczać naszą wolność. Od siebie dodałbym, że ogromnie szkodliwe są wypowiedzi osób, które teoretycznie mają wiedzę i stanowisko równe ekspertom – naukowcom i opierając się na dość ogólnych przesłankach, a czasami, niestety, braku wiedzy głoszą sądy sprzeczne z wynikami badań, czasami po prostu niczym niepotwierdzone. W rezultacie u odbiorcy nieprzygotowanego do krytycznej analizy komunikatów tworzy się wizja dwóch równych sobie, sprzecznych ze sobą narracji. A gdy dodatkowo spojrzymy na niski wskaźnik zakażeń, bezpieczniejsze wydaje się niepodjęcie akcji, niż narażanie się na szczepienia. Zwłaszcza, że te jednak wiążą się w większości przypadków z dyskomfortem, czasami dość znacznym (dzień – dwa podwyższona temperatura, w niektórych przypadkach wysoko, czasami mdłości i słabość). Teoretyczne i pryncypialne zaufanie do nauki nagle ustępuje przed zamętem informacyjnym, brakiem wiarygodności komunikacji publicznej, naturalnym odruchem szukania krótkookresowego zysku i niechęcią do odraczania nagrody. Czemu o tym piszę? Bo, po pierwsze, ten stan jest świetną diagnozą naszego, ludzi akademii, wpływu na społeczeństwo. Po drugie, z tej diagnozy powinny wypływać wnioski dotyczące naszych działań w tymże społeczeństwie. Po trzecie, te działania dotyczą także nas samych i nie mogą się ograniczać do kwestii pandemii.

Czytaj dalejSzacunek dla nauki?

Obywatelskość jako wartość i szansa dla uniwersytetu

Co roku 4 czerwca w Zakładzie Narodowym im Ossolińskich we Wrocławiu wręczana jest Nagroda Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Ustanowiona w 2004 r. przez Jana Nowaka-Jeziorańskiego oraz Kolegium Europy Wschodniej, miasto Wrocław, Uniwersytet Wrocławski i Zakład Narodowy im. Ossolińskich jest przyznawana tym, których działania promują i wspierają ideę państwa jako dobra wspólnego. Warto to mocno podkreślić –  nie jest to nagroda ukierunkowana politycznie w kontekście naszych, polskich sporów. Z założenia miała skupiać się na wartości, jaką jest obywatelskość, jej wspieraniu i szerzeniu w zróżnicowanych środowiskach. Nie przypadkiem w kuratorium nie ma czynnych polityków, są osoby wybrane przez Fundatora, a także reprezentujące podmioty samorządowy (miasto Wrocław), kulturalny (Ossolineum), naukowy (Uniwersytet Wrocławski) i prowadzący szeroko rozumianą działalność społeczno-edukacyjną (Instytut Europy Wschodniej). Tegoroczny wybór jako laureatek trzech działaczek o demokratyzację życia politycznego i społecznego Białorusi, Swiatłany Cichanouskiej, Maryji Kalesnikawej i Wołhy Kawalkowej dokonał się na długo przed ostatnimi działaniami prezydenta Białorusi. Nie był podyktowany bieżącymi interesami, lecz przekonaniem o wadze wartości, dla których laureatki poświęcają swoje życie. W swoich przemówieniach obecne we Wrocławiu – poza Maryją Kalesnikawą, która przebywa w więzieniu w Mińsku i była reprezentowana przez siostrę, Tatsianę Khomich – laureatki pokazały głęboko indywidualne podejście do swojej działalności. Swiatłana Cichanouska, przez wielu Białorusinów uważana za zwyciężczynię wyborów prezydenckich, podkreślała znaczenie działań międzynarodowych, w tym sankcji skierowanych przeciw rządowi Łukaszenki, dla wolności Białorusi. Tatsiana Khomich mówiła o wadze świadectw poszczególnych uwięzionych i znaczeniu, jakie dla nich  ma wsparcie otrzymywane od swoich rodaków, ale też całego świata. Wreszcie Wołha Kawalkowa zwracała uwagę, że dążenie do przywrócenia demokracji na Białorusi powinno być widziane w kontekście szerszym, zagrożenia dla wolności obywatelskich na całym świecie, także w Stanach Zjednoczonych i Europie.

Czytaj dalejObywatelskość jako wartość i szansa dla uniwersytetu

Nauka i szkolnictwo wyższe w Polsce – stan zadziwienia

W ubiegłą sobotę, 29 maja, miało miejsce pierwsze w tym roku posiedzenie plenarne Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP). To największa organizacja reprezentująca uczelnie wyższe w Polsce. Ze względu na liczbę członków zgromadzenie plenarne zbiera się rzadko, większość kwestii bieżących jest dyskutowana przez prezydium, które w imieniu KRASP wydaje odpowiednie stanowiska. Tym większe znaczenie symboliczne spotkania ogólnego, w trakcie którego mogą zostać uchwalone różnego rodzaju stanowiska, apele, uchwały. To głos już nie wąskiego grona reprezentantów, ale szerokiego środowiska całego sektora nauki w Polsce. A że czasy niespokojne dla nauki, z tym większą uwagą obserwowałem obrady. Znamienne, że nie pojawił się na nich minister edukacji i nauki. Pomimo, że w programie znalazł się punkt dotyczący proponowanych zmian w ustawie PoSzWiN, żaden reprezentant ministerstwa nie odniósł się do proponowanych i opiniowanych przez KRASP zmian. Ministerstwo reprezentował wiceminister – przed połączeniem ministerstw MNiSW oraz MEN minister nauki – Wojciech Murdzek, odpowiadający między innymi za inicjatywę IDUB. W krótkim wystąpieniu zapewnił o dobrej woli ministerstwa i możliwościach, jakie otworzą przed nami nowe środki w ramach Krajowego Programu Odbudowy i Nowego / Polskiego Ładu, zwłaszcza dla szkół medycznych i powiązanych z medycyną badań. Niestety, nie mógł nam powiedzieć, jak będzie wyglądało finansowanie nauki w bieżącym i kolejnym roku. Nie wspomniał o inicjatywie IDUB i nierównoprawnym potraktowaniu uczelni badawczych przy przyznawaniu subwencji. O perspektywach i możliwościach współpracy nauki z biznesem mówił też dr hab. Robert Tomanek, wiceminister w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii. Wskazywał na konieczność tworzenia ciał zapośredniczających taką współpracę, dostosowanie kształcenia do potrzeb gospodarki, rozwijania kształcenia zdalnego jako dającego możliwość kształcenia większej liczby studentów, w tym spoza Polski. W tych głosach – generalnie słusznych, ale przypominających wiele innych wystąpień z ubiegłych lat – boleśnie brakowało zapowiedzi konkretnych działań umiejscawiających naukę w wizji rozwoju Polski. Odpowiedź ogólna jest dobrze znana – nauka powinna brać udział w każdym z działań obecnych w zapowiedziach rządowych dotyczących naszej przyszłości. W praktyce jednak oznacza to, że udział nauki w życiu kraju w zasadzie zależy od przypadku, lobbingu, dobrego/złego humoru decydentów. Pisałem już o tym wcześniej i, niestety, te wypowiedzi tylko potwierdziły moje obawy: nauka nie jest postrzegana jako źródło zmian, koło napędowe modernizacji Polski, ale nawet nie jako istotny element wsparcia naszych modernizacyjnych ambicji. Nie chodzi nawet o to, że jest niechętnie postrzegana przez rząd. Jej po prostu nie ma w horyzoncie osób mających kształtować naszą przyszłość. W tej wizji nauka jest potrzebna do łatania potrzeb dziś (medycyna, nieokreślone innowacje, na które zapotrzebowanie zgłosi biznes), ale poza tym, co na chwilę bieżącą, w skrajnie pragmatycznym wydaniu – nie jest ani potrzebna, ani dostrzegana.

Czytaj dalejNauka i szkolnictwo wyższe w Polsce – stan zadziwienia