Kluczowy dokument dla przyszłości nauki i szkolnictwa wyższego. Pustka wieczysta

Konferencja prasowa Ministerstwa Nauki i podążające za briefem przekazanym dziennikarzom publikacje dotyczące Projektu Strategii Rozwoju Szkolnictwa Wyższego w Polsce do 2035 roku wywołały chwilowe zainteresowanie dokumentem w mediach społecznościowych. Dużo większe niż same konsultacje społeczne, które – jak to bywa już od lat – są mieszaniną fasadowych spotkań i lobbistycznych zabiegów. Dokument powoli zmierza do wersji końcowej. Nie sądzę, by konsultacje gruntownie go zmieniły. Doskonale wpasowuje się w trwającą od lat, dość zgodną narrację naszego światka akademickiego dotyczącą tego, czym jest szkolnictwo wyższe. To istotne, bowiem ten dokument ma określić podstawowe cele działań władzy państwowej dotyczącej naszego sektora. Powinien być punktem wyjścia dla działań krótko- i średniookresowych i dojścia dla działań długookresowych. Oczywiście byłoby tak, gdyby władze państwowe działały zgodnie z modelem zarządzania strategicznego. Dotąd żadne – jak sięgam pamięcią – tego nie robiły, ale kto wie, może coś się zmieni? Spójrzmy zatem, co proponuje nam zestaw dokumentów tworzących Projekt.

  1. Z przyjemnym zaskoczeniem stwierdzam, że od strony struktury dokumentacji nie można niczego zarzucić tajnemu zespołowi przygotowującemu Projekt. Mamy analizę stanu „jest”, mamy powiązaną z nim analizę SWOT, mamy wreszcie dokument pt. Wskaźniki realizacji celów strategicznych. W którym tytułowe wskaźniki podzielono na ilościowe, jakościowe, odsetkowe i finansowe. Czy to odpowiednia metodologia – to rzecz inna, powiązana z treścią samego Projektu. Jednak od strony formalnej mamy zestaw dobrze powiązanych ze sobą dokumentów. Brakuje w zasadzie jednego dokumentu – opisu punktu dojścia i powiązanej z nim analizy uwarunkowań. Zawsze jest to pewna futurologia, ale ten brak – choć nie ma charakteru zasadniczego błędu! – jest znaczący w kontekście treści dokumentów.

2. Opis stanu jest, czyli 'Diagnoza stanu obecnego’, czyli na 2025 r., ma kluczowe znaczenie, bo wskazuje obszary interwencji i obserwacji ważne dla twórców dokumentu. Te z kolei mają duże znaczenie dla poznania wizji naszego sektora, którą posiadają twórcy Projektu. Liczący 32 strony dokument opiera się głównie o dane ilościowe. Skupia się na analizie i przewidywaniu liczby studentów (s. 5-15), strukturze kadry prowadzącej kształcenie (s. 15-17), finansowaniu systemu edukacji wyższej (bez badań) (s. 17-19), internacjonalizacji rozumianej jako obecność studentów zagranicznych i wyjazdy studentów polskich (s. 19-21), cyfryzacji instytucji szkolnictwa wyższego (s. 21-24), bezpieczeństwo cyfrowe instytucji, w niewielkim stopniu także psychiczne studentów (s. 24-27), jakość kształcenia (s. 27-31). Rzuca się w oczy, co znajdzie potwierdzenie w analizie 'Projektu’ kompletne oderwanie zagadnień analizowanych w Strategii od badań naukowych, ale też – wbrew deklaracjom – od relacji z otoczeniem społecznym oraz uczestnictwa naszego sektora w kluczowych procesach i kryzysach zachodzących w kraju i w Europie. Niestety, przedstawiona analiza ma charakter formalny, opiera się o zestaw danych statystycznych, których dostępność wyznaczyła zakres refleksji zespołu analitycznego. I w tym zakresie istniały jednak możliwości, które kompletnie nie zostały wykorzystane. Uderza chociażby brak analizy danych z systemu ELA – okrutnie niekompletnego, ale mimo to dającego najbardziej przekrojowy obraz losów ekonomicznych absolwentów studiów z możliwym odniesieniem geograficznym analiz. Najważniejszym problemem tak prowadzonych analiz jest dla mnie ich wewnętrzne zapętlenie. Nie są one zwrócone ku najistotniejszym problemom dotyczącym naszego sektora, lecz ku najłatwiej uchwytnym poprzez dane statystyczne.

Autorzy opracowania agregowali dane trudne do porównania. Przykładowo zestawiając dane dotyczące kosztów kształcenia jednego studenta  w uczelniach publicznych i niepublicznych opatrują blisko czterokrotnie niższą wartość kształcenia w szkołach niepublicznych niż publicznych uwagą 'znacznie niższy koszt jednostkowy’ (rys. 13, s. 18). Tymczasem są to wartości nieporównywalne ze względu na specyfikę działalności edukacyjnej. Szkoły 'prywatne’ niemal nie prowadzą kształcenia w zakresie nauk eksperymentalnych, o życiu i ziemi, które są najbardziej kosztochłonne. Koncentrują się na kształceniu w zakresie nauk społecznych i humanistycznych. A w nich koszt kształcenia faktycznie jest 3-4 krotnie niższy. Brak określenia uwarunkowań zjawisk uniemożliwia określenie realnego stanu jest, to jest wydajności systemu kształcenia publicznego. Uderzająco niewłaściwe jest graficzne porównanie nakładów państwa na nasz system i kosztów kształcenia (rys. 14, s. 19). Te pierwsze rozciągnięte są na lata 2018-2025, te drugie na lata 2018-2023 i w konsekwencji wykresy obu trendów są zbliżone stwarzając złudzenie odpowiedniości nakładów do potrzeb finansowych edukacji. Tymczasem ograniczenie wykresu nakładów państwa do lat 2018-2023 ujawnia głębokie niedofinansowanie edukacji wyższej. Dobitnym podkreśleniem problemu finansowego jest refleksja nad wynagrodzeniem kadry. Między 2018 a 2024 r. spadek relacji wynagrodzenia profesora do płacy minimalnej wyniósł od 3,6 raza do 2,2 raza. Jest to stan już po 30% podwyżce uposażeń. W 2026 r. pensja zasadnicza profesora ma wynosić 9650 zł, pensja minimalna – 4806. Co oznacza dalszy, 10% spadek wartości wynagrodzenia kadry akademickiej – stosunek wynagrodzenia profesora do pensji minimalnej równa się 2,007 raza. I jest to chyba najistotniejszy predykator przyszłości dla kadry akademickiej.

Pominę część dotyczącą jakości kształcenia. Jest to typowa mieszanina ogólników (brak zgromadzenia odpowiednich danych), zaczerpniętych z innych dokumentów słusznych tez (rola relacji uczeń-mistrz, zmieniający się charakter kształcenia), powracającego wątku zwiększania kompetencji cyfrowych. Wszystko to jednak nijak ma się do realnego stanu jest kształcenia studentów, których wciąż najczęściej odpytuje się z przeczytanych lektur, sprawdza testowo znajomość teorii, wreszcie w ramach projektów bardzo często powtarza się te same zadania i problemy. Uciekając od realnej oceny jakości kształcenia na rzecz formalistycznych wskaźnik – ankiet, procedur, agencji, konwencji międzynarodowych – analiza brnie w sferę fikcji.

Podsumowując – mimo zebrania ciekawego materiału statystycznego trudno uznać 'Diagnozę’ za realistyczną, właściwą metodologicznie czy holistycznie opisującą sektor i jego miejsce w rzeczywistości społecznej, gospodarczej, kulturalnej kraju. Jest to powierzchowne ujęcie wychodzące od podstawowego niezrozumienia szkolnictwa wyższego – rozdzielenia edukacji i badań, fasadowego potraktowania udziału instytucji szkolnictwa wyższego w życiu społecznym na wszystkich poziomach. Te same problemu odnajdziemy w 'Analizie SWOT’, która mimo rozbudowanego formularza nie przynosi wiarygodnych sugestii – bowiem zbudowana jest na zasadach analitycznych 'Diagnozy’. Dodatkowo niektóre twierdzenia w Analizie są baaaardzo dyskusyjne. Czy rzeczywiście jest naszą mocną stroną w zakresie stanu kadry akademickiej 'Wysokie kwalifikacje formalne kadry akademickiej’? Czym niby mają one być? Liczba tytułów profesorskich i stopni doktora habilitowanego? Formalne kwalifikacje nie są ani atutem ani wadą, jeśli nie określi się odniesienia – do jakich standardów je porównujemy by uzyskać ich 'formalne potwierdzenie’. Czy jest silną stroną w zakresie kształcenia 'Wysoka jakość kształcenia w niektórych dyscyplinach i obszarach akademickich, tzw. wyspy doskonałości.’? Z jednej strony zwykła krzywa Gaussa mogłaby zawsze i wszędzie to udowodnić. Z drugiej strony – przecież to oznacza, że wszędzie poza wyspami jest tragicznie. To ma być silna strona systemu? Brak wysokiego poziomu dla wszystkich i akceptacja mierności uzasadniona wyspami doskonałości? To raczej słaba niż silna strona edukacji wyższej. Wreszcie silną stroną ma być 'Różnorodność typów uczelni i ich misji, umożliwiająca zróżnicowane formy realizacji zadań edukacyjnych, badawczych i społecznych’. Byłaby to prawda, gdyby była to prawda. Gdyby rzeczywiście uczelnie prowadziły zindywidualizowaną politykę edukacyjną i badawczą. Ale pod tym zdaniem kryje się akceptacja formalnej różnorodności i faktycznego rozproszenia instytucji konkurujących ze sobą na tych samych polach, bez jakiegokolwiek zróżnicowania faktycznych działań. Może więc lepiej szczerze zapisać, że mimo zróżnicowania formalnego brak mechanizmów wspierających faktyczną indywidualizację prowadzi do bratobójczych strategii niwelujących  możliwości dywersyfikacji działań? Ale to już nie wygląda tak optymistycznie. Znów – brak kontaktu z realiami powoduje, że analiza SWOT pogłębia oderwanie od stanu faktycznego, zamiast go wzmacniać.

3. Zasadniczy dokument 'Projektu’ liczy sobie 43 strony, ale spokojnie – zaczyna się po 9 stronach skrótów. Preambuła budzi niepokój. Z jednej strony akcentuje się fundamentalną wartość poszukiwania prawdy. Ale za chwilę dodaje się 'dostrzegając fundamentalną rolę szkolnictwa wyższego w kształtowaniu tożsamości narodowej, wspólnoty obywatelskiej i suwerenności intelektualnej’ (s. 11). Ale to są trzy trudne do pogodzenia jednym zdaniem wartości. Jeśli na planie pierwszym ma być tożsamość narodowa, to wspólnota obywatelska staje się problematyczna, bo dominować ma wspólnota narodowa. Dla mnie to katastrofalne, ideologiczne zaprzeczenie pierwszych zdań o wartości poszukiwania prawdy, która jako żywo nie zna kategorii narodowej prawdy i takiejże tożsamości. Czym zaś i kogo jest 'suwerenność intelektualna’? Narodu? Społeczności obywatelskiej? Jednostki? Szkolnictwo wyższe ma budować 'polską prawdę poprzez polską naukę’??? Wszystko to stoi w jakiejś dziwnej relacji do górnolotnych kolejnych słów i zdań o niezaprzeczalnie słusznym charakterze (demokratyzacja, związek ze społeczeństwem, odpowiedź na problemy współczesności). Za ciekawy mogę uznać cel sugerowanych przekształceń do 20235 r. (s. 11).

Polskie uczelnie będą:
• elastyczne i zróżnicowane w swoich misjach,
• globalnie połączone, a lokalnie zakorzenione,
• odporne na kryzysy i zdolne do przewidywania zmian,
• przyjazne dla studentów i kadry, rozwijające talenty, kompetencje przyszłości i etos pracy akademickiej,
• uczestnikami i liderami w procesach transformacji cyfrowej, ekologicznej, gospodarczej i społecznej. Będą współtworzyć wspólnotę wiedzy, innowacji i wartości – jako nowoczesne, demokratyczne i odpowiedzialne instytucje publiczne.

No i super, ale jak chcemy to osiągnąć? Kolejny raz kłania się problem analizy stanu jest. Bo czytamy, iż

Projekt strategii został opracowany w kontekście dynamicznych wyzwań w postaci zmian kulturowych i przemian społecznych i gospodarczych XXI wieku, takich jak:
 głęboka transformacja cyfrowa,
 internacjonalizacja wiedzy i mobilność akademicka,
 zmiany demograficzne i rosnące zróżnicowanie potrzeb edukacyjnych,
 rola nauki w przeciwdziałaniu kryzysom klimatycznym, zdrowotnym i społecznym,
 rola uczelni w aktywnym przeciwdziałaniu niepożądanych efektów wdrażania AI, przy równoczesnym tworzeniu warunków do bezpiecznego i produktywnego wykorzystania tej technologii w badaniach i dydaktyce,
 narastająca konkurencja międzynarodowa oraz potrzeba budowy trwałej przewagi intelektualnej i gospodarczej Polski

Wszystko to słuszne, ale w tych gładkich słowach brakuje kluczowych kryzysów, z którymi się zderzamy już dziś, a które będą się zaostrzać: konsekwencji przemian klimatycznych, przemian migracyjnych brutalnie wykorzystywanych przez polityków, narastających procesów dezinformacji i kreowania sztucznej informacji oderwanej od weryfikowalnych faktów, kreowania do celów politycznych polaryzacji społecznej; budowania strategii i celów poznawczych dla konsumentów przez organizacje polityczne i gospodarcze lekceważące konsekwencje długofalowe oderwania obywateli od realiów życia, w szczególności zaś odrzucenia prawdy jako podstawy aktywności politycznej i gospodarczej zastąpionej (nie zastępowanej, tylko już zastąpionej!) praktyką konfliktu i apoteozą dualizmu zwycięstwa/przegranej jako celu aktywności społecznej. Realne problemu uderzają w nas, piękne słowa ukrywają realia i uniemożliwiają zaplanowanie realistycznych działań.

Decydującym czynnikiem pogrążającym sens Strategii jest jej zawężony zakres (s. 14).

Projekt strategii koncentruje się świadomie na szkolnictwie wyższym – dydaktyce, jakości kształcenia oraz misji społecznej uczelni. Pozostałe obszary, takie jak nauka i badania, transfer technologii czy współpraca z otoczeniem społeczno-gospodarczym, uwzględniane są w zakresie, w  jakim bezpośrednio wspierają rozwój szkolnictwa wyższego.

To kolejne zerwanie z rzeczywistością. Nie ma autonomicznego, teleologicznego zjawiska jakim jest 'dydaktyka w systemie szkolnictwa wyższego’. Jest to element sieci zjawisk wpływających na siebie, które w ramach szkolnictwa wyższego są powiązane z funkcjonowaniem społecznym, kulturowym, gospodarczym pracowników, uczących się i absolwentów systemu szkolnictwa wyższego. Wypreparowanie kształcenia z tej sieci powoduje, że otrzymujemy sztuczną konstrukcję o małej przydatności analitycznej i katastrofalnie niskim potencjale użyteczności w zderzeniu z realiami funkcjonowania świata akademickiego i potencjału, jaki on w sobie zawiera. Właściwa 'Strategia’ zaczyna się od s. 23, po zamknięciu streszczenia Diagnozy i Analizy SWOT. I nie mam dobrych wiadomości. Składa się z wyliczenia formalistycznych działań i klasycznego wishfulthinking z elementami powtarzania tych samych zaklęć, które znamy od lat – nowoczesne metody, nowoczesne nauczanie, współpraca z otoczeniem lokalnym, zwłaszcza gospodarczym, a zwłaszcza jednolite procedury, standardy, starania o akredytacje, miejsce w rankingach. Ile razy można mielić ten sam zgrany materiał? Czy dał on wcześniej okazję do zagrania szlagieru, który powaliłby na kolana społeczności lokalną, regionalną, krajową lub światową? No jakoś nie pamiętam. Więc jak ma dać taki rezultat teraz?

Przyznaję, że płakać się chce z bezsilnej, bezradnej wściekłości czytając takie sformułowanie kierunkowe dla jednego z trzech kluczowych obszarów wyróżnionych przez autorów Projektu (s. 24):

Realizowane będą systemowe działania służące rozwijaniu etosu, kultury etycznej i odpowiedzialności akademickiej poprzez wdrażanie jednolitych standardów etycznych, przejrzystych mechanizmów nadzoru oraz skutecznych procedur przeciwdziałania nadużyciom. W szczególności  nacisk położony zostanie na tworzenie ram zapewniających uczelniom wysoką wiarygodność, a zarazem zdolność do budowania trwałego zaufania społecznego

I dalej nie jest lepiej. Piana, piana, piana po sufit z bakaliami słusznych tez bez jakiejkolwiek próby odniesienia do realnego stanu naszego sektora. Dziesiątki punktów i podpunktów malujących futurystyczny obraz raju edukacyjnego.

Ale jak to ma być zrealizowane? Czym? Kim?

4. No więc przyjrzyjmy się Wskaźnikom realizacji. Rzućmy okiem na obszar A, który przed chwilą przywołałem: Społeczna odpowiedzialność, etos i autorytet uczelni (s. 1-2)

• Wskaźniki odsetkowe – odsetek uczelni posiadających kodeksy etyki, wewnętrzne komisje etyczne, polityki równościowe, procedury bezpieczeństwa, strategie z komponentem odpowiedzialności społecznej, programy studiów z elementami CSR.
• Wskaźniki ilościowe – liczba projektów i partnerstw w obszarze etyki, odpowiedzialności społecznej i współpracy z otoczeniem, liczba inicjatyw promocyjnych polskiego dyplomu, liczba nieprawidłowości wykrywanych przez adzór [sic!].

Wskaźniki finansowe – wartość projektów społecznie odpowiedzialnych, udział przychodów z edukacji pozaformalnej w budżetach uczelni.
• Wskaźniki jakościowe i rankingowe – pozycje polskich uczelni w rankingach międzynarodowych, udział programów studiów z akredytacjami branżowymi i międzynarodowymi, oceny absolwentów wartości dyplomu.

Czy to sen, czy jawa? kodeksy, komisje, projekty i partnerstwa, pozycje w rankingach – to wszystko są wewnątrzsystemowe i wewnątrzsterowne elementy systemu. Nic tu nie wskazuje na jakiekolwiek realistyczne oddziaływanie i działanie w ramach sieciowego umiejscowienia jednostek systemu w świecie społecznym, gospodarczym czy kulturowym współcześnie. Z kodeksów etyki ma się narodzić nowy etos szkolnictwa wyższego??? Dobre sobie, Mamy kodeksy etyczne. Żeby działały, potrzebna byłaby realna zmiana kultury pracy w szkolnictwie wyższym. Wspieranie etycznych praktyk jednostek, zespołów, wspólnot. Formalistyczne podejście do opisy stanu jest, poprzez abstrakcyjne kreowanie wizji celów skutkuje sztucznymi wskaźnikami nie mającymi realnego przełożenia na osiągnięcie celów związanych z funkcjonowaniem szkolnictwa wyższego w Polsce.

45 stron słów i liter. 45 stron braku wskazań dla operacjonalizacji strategii, która miałaby przynieść efekty mierzalne w ramach przedstawionych wskaźników.

 

Od czytania przedstawionych dokumentów boli głowa. Skala oderwania od rzeczywistości, braku realnego przełożenia na relację problemy teraz – cele przyszłości zapośrednioczone narzędziami już i w bliskiej przyszłości, metodologiczne błędy i zaniedbania, retoryka urzędowych dokumentów świadomie pustych, zrywających związek z realiami…

Są pozytywy, oczywiście. Ale nie ma żadnej sugestii, byśmy w oparciu o te setki stron zapisanych maczkiem mogli zbudować nowoczesny system szkolnictwa wyższego wspierającego społeczeństwo w rozwiązaniu podstawowych problemów społecznych, politycznych, kulturowych czy choćby gospodarczych. To kolejny zestaw umacniających zamknięty charakter SYSTEMU.

Nie widzę nadziei dla nas przy takim podejściu do roli szkolnictwa wyższego i nauki w Polsce. Będziemy brnęli w słowa i pozorowane działania. W marnie finansowanym sektorze rosnąć będą patologie pozorowanej działalności. Jedyna nadzieja leży w kompletnej niewydolności tego systemu. Jeśli ktoś ma ochotę go lekceważyć i robić dobre rzeczy, to niech nie wychyla głowy od poziomu zauważalnego przez elity zarządcze, tylko robi swoje, kreuje dobre praktyki, wspiera relacje międzynarodowe, sieciuje w ramach odpowiedzi na kryzysy poprzez działania w  ważnych dla siebie społecznościach kształcenia i badań, które są silnie ze sobą powiązane.

Niech nie liczy na wsparcie instytucjonalne. Bo system instytucjonalny zerwał relacje z rzeczywistością. I nie ma żadnej ochoty ani impulsu, by do niej wrócić.

Ziemie Zachodnie i Północne, czyli jak demon niewiedzy i ideologizacji opętał kolejną elitę władzy

Autor w biblioetce CUL, North Front, piętro 5

No więc w Wałbrzychu odbyło się wielkie świętowanie 80-lecia powrotu Ziem Zachodnich i Północnych. Już w tym momencie czułem się nieswojo, potem było tylko gorzej. Ale jeśli ktoś się dziwił, czemu w Wałbrzychu – to nie, nie dlatego, że ten rząd nagle postawił  na decentralizację. Po prostu we Wrocławiu jest Jacek Sutryk, którego KO teraz mocno nie lubi. Jest też skonfliktowana ze soba lokalna organizacja partyjna. A najsilniejszym i najzdolniejszym działaczem KO na Dolnym Śląsku jest prezydent Wałbrzycha. I świetnie, że dzięki temu Wałbrzych miał okazję się promować. Moje serce jest z tamtejszymi wzgórzami, parkami, zielenią i faktyczną ciężką pracą mieszkańców.

Ale moje serce nie bije dla tromtadracji i nacjonalizmu wylewającego się z mównicy w trakcie tych obchodów.

Czytaj dalejZiemie Zachodnie i Północne, czyli jak demon niewiedzy i ideologizacji opętał kolejną elitę władzy

Nowa ewaluacja, czyli cała para w gwizdek!

Surykatka

Mój stosunek do ewaluacji jakości badań naukowych w formule obecnej deklarowałem wielokrotnie. Po manipulacjach kolejnych ministrów i kompromitacji procedury ostatniej oceny nadaje się tylko do skasowania. Ale Ministerstwo wie swoje. Powołało zespół, szybciutko przygotowano rekomendacje, pan Minister powiedział, że były szeroko konsultowano (zapewne chodziło o video spotkania z panią Wiceministrą) i… mamy rekomendacje. I nie chodzi o to, że są złe. One po prostu nie są. To jest groch z kapustą, tragiczna mieszanina ciekawych pomysłów, konserwatywnego zaparcia i kuriozalnych ukłonów w stronę kolejnych grup i grupek. A wszystko to firmuje jako przewodniczący zespołu były szef KEJN wspierany przez Ministra Czarnka, który przyklepywał ministra sugestie i dyscyplinował członków Komitetu w trakcie pożal się Boże ewaluacji. Naprawdę, to ma być kolejny sukces demokratycznego rządu?

Od jednego nie uciekniemy. Mierniki są po to, by 1) określić 'stan jest’ ze względu na jakąś cechę. Wtedy nie ma sensu uprzedzać kogokolwiek o charakterze mierników, bo zależy nam na określeniu stanu faktycznego, a nie dostosowania się do naszego narzędzia pomiarowego; 2) skierować osobę lub organizację za pożądany dla nas cel. Wtedy faktycznie wskazujemy na początku okresu pomiarowego sposób mierzenia tak skonstruowany, by jednoznacznie wprowadzał osobę lub instytucję na określone tory działania. Tak działać mają oceny w szkołach, tak powinna działać ocena pracownicza. Skoro kryteria oceny mają być znane przed lub na początku okresu oceny, to 'ewaluacja badań naukowych’ jak ma się teraz nazywać cała procedura (jakość przepadła) ma cały sektor na coś skierować.

Sprawdźmy więc, czy ewaluacja mówi nam, w jakim kierunku mamy pójść?

Czytaj dalejNowa ewaluacja, czyli cała para w gwizdek!

Czas na zmiany. Lepiej nie będzie

Kolejne artykuły prasowe donoszą o malejącym realnie finansowaniu nauki. Omawiając wywiad z Ministrem Kulaskiem pisałem już, że Ministerstwo nie ma żadnego planu, jak zmienić sytuację finansową sektora. I nie widzę żadnych przesłanek, by miało się to zmienić. Po dwóch latach rządów Ministerstwo nie zaproponowało żadnego, dosłownie: ŻADNEGO działania, które mogłoby jakkolwiek pomóc w racjonalnym gospodarowaniu środkami na naukę i szkolnictwo wyższe. Jedynym rozwiązaniem jest wywieranie presji na premiera, by zechciał wesprzeć – lub nacisnąć na Ministra, względnie jego koleżanki i kolegów – konkretny projekt zagrożony niedofinansowaniem. Nie ma jednak żadnych przesłanek, by sytuacja finansowa państwa miała w najbliższych latach ulec radykalnej zmianie. Bajką są opowieści o tym, że po zakończeniu wojny Rosji z Ukrainą (choć końca nie widać za bardzo) nagle wielkie pieniądze spłyną do nauki. Wszystko wskazuje, że zagrożenie militarne ze strony Rosji będzie się utrzymywać wiele lat. Rozbudowana armia będzie potrzebować dużych nakładów, by utrzymywać (a raczej: stale podnosić) zdolność bojową. No i nie zapominajmy, że jeśli cokolwiek się zwolni z budżetu państwa, to chętnych jest wielu.

A żaden rząd nie wykazywał dotąd zrozumienia dla rozwoju naszego społeczeństwa w oparciu o wiedzę. Nie widze też chętnych, by taką politykę prowadzić. Na pewno nie są nimi prawoskrętni populiści.

Czytaj dalejCzas na zmiany. Lepiej nie będzie

Rzewna ballada Ministra o tym, że będzie lepiej.

Zrobiłem to specjalnie dla Was, moi Czytelnicy. Z obawami, a następnie z rosnącym zniecierpliwieniem, wreszcie znużeniem przeczytałem wywiad z Ministrem Nauki i Szkolnictwa Wyższego, p. Marcinem Kulaskiem. Streszczając całość: jest kiepsko, ale nie najgorzej. Być może będzie lepiej. Albo i nie. Nie mamy pomysłów, więc będziemy kontynuować to, co robiliśmy do tej pory i co wychodzi nam najlepiej. Wspieramy naszą partię, no i byle do wyborów. A teraz w szczegółach:

  1. Finanse: nie jest dobrze, ale minister finansów zabrał nauce nauce procentowo najmniej (nie wiadomo za bardzo najmniej w odniesieniu do czego, bo na pewno nie w odniesieniu do wszystkich resortów). W przyszłym roku nakłady państwa na naukę to 102% bieżących. Przy obecnej 3% inflacji po bezprecedensowej inflacji lat ubiegłych, gdzie budżet na badania nie rósł w ogóle… Czyli to już nie jest stagnacja, to zwijanie dywanika. Jako remedium pan Minister wskazuje… zakończenie wojny w Ukrainie.

Wtedy będzie można przekierować na naukę część środków, które dziś przeznaczamy na modernizację armii. Polska nadal będzie inwestować w obronność, ale może w nieco mniejszym tempie, co pozwoli złapać oddech także nauce.

Czytaj dalejRzewna ballada Ministra o tym, że będzie lepiej.

Czy dobrze się kłamie w polityce historycznej? Instytut Pileckiego

Instytut Pileckiego w Warszawie uroczyście świętuje przeprowadzkę do nowej siedziby. Bardzo się cieszę, bo pracownicy całego Instytutu byli zaangażowani w przygotowanie tego święta. Bardzo kreatywnie układali jego przebieg i razem dostosowaliśmy plany do możliwości zespołu. Cieszę się również, że ukazały się broszura z popularną biografią rotmistrza Pileckiego i pierwszy odcinek serialu jemu poświęconego. Moją satysfakcję z realizacji prac, w których brałem udział, mąci jeden fakt – totalitarne w swojej naturze wymazywanie przeszłości przez niektórych pracowników pracujących pod kierownictwem p.o. dyrektora.

To przykre, ale być może symptomatyczne dla kontynuacji praktyk 'polityki historycznej’ poprzedniego rządu, którą tak ochoczo wspiera rząd obecny. Jeśli o tym dziś piszę, to ku przestrodze wszystkich, którzy chcą się zaangażować w życie publiczne – albo wejdziecie w nie w ramach sieci zależności partyjnych, najlepiej bez kompetencji i umiejętności, albo od razu załóżcie, że Wasza praca zostanie wymazana, gdy o tym zadecyduje ta lub inna Partia i jej ludzie. Ostatecznie Wasze nazwisko zostanie skłamane i obrzucone oszczerstwami, których skalą mocno się zdziwicie. I jeśli o tym zdecydowałem się pisać, to dlatego, że milczałem w trakcie takiego samego procederu, gdy minister Czarnek odwołał mnie z funkcji rektora Uniwersytetu Wrocławskiego. Moje uniwersyteckie środowisko zrobiło dokładnie to wobec mnie, co robią wybrani pracownicy p.o. dyrektora IP wobec prof. Ruchniewicza i wobec mnie. Wyrok sądu wskazujący na bezprawne działanie ministra Czarnka nie przywrócił mi dobrego imienia. Więc teraz, by błędu nie popełnić raz jeszcze, a przestrzec przyszłych chętnych do pracy w sferze publicznej, kilka słów sprostowania.

Czytaj dalejCzy dobrze się kłamie w polityce historycznej? Instytut Pileckiego

Polityka historyczna czyli bijące serce Partii

Autor w biblioetce CUL, North Front, piętro 5

„Więcej polityki historycznej!”, „Falą polityki historycznej zalejmy Polskę!”, „Bo hańbią imię Polski!”, „Folksdojcze niegodni bycia Polakami!”. Brzmi znajomo? Nie trzeba sięgać do hejterskich komentarzy w mediach społecznościowych, by tak streścić wypowiedzi krążące w przestrzeni publicznej. Politycy, dziennikarze i zwykli obywatele powszechnie pożądają „polityki historycznej” (w wersji soft „polityki pamięci”). Oczywiście słusznej i godnej. Jeśli jakiś historyk upomina się o zwykłą popularyzację historii, to mięczak i naiwniak lub wprost zdrajca. Rzeczownik dobiera się w zależności od temperamentu, opcji lub społecznej potrzeby odczuwanej przez polemistę.

Czytaj dalejPolityka historyczna czyli bijące serce Partii

Po Instytucie Pileckiego. Dużo dobrej roboty

Ciastka z oczkami

No i tak. Po pół roku pracy w Instytucie Pileckiego złożyłem rezygnację z funkcji wicedyrektora ds naukowych. Tchórzliwe i wbrew literze ustawy o Instytucie odwołanie dyrektora prof. Krzysztofa Ruchniewicza, który wspierał przekształcenie Pileckiego w instytut badawczy, nie pozostawiało pola manewru. Bowiem zgodnie z deklaracjami pani Ministry Cieńkowskiej Instytut ma się stać ponownie jednostką polityki historycznej lub polityki pamięci. Wychodzi na jedno – nauka miałaby służyć propagandzie. A Instytut partyjnej prawicy. Na to zgodzić się nie potrafię i nie muszę.

Ale przez pół roku wspólnie z całym zespołem dyrekcyjnym udało się dużo zrobić. Przygotowaliśmy w oparciu o oficjalne sprawozdanie i dokumenty Instytutu streszczenie wyników prac. Po krótkim – jednonocnym – pobycie na stronie Instytutu tekst został zdjęty. Zatem pozostaje mi go zamieścić tutaj. I raz jeszcze podziękować wszystkim, świetnym pracownikom Instytutu z którymi miałem okazję pracować i którzy wierzyli, że profesjonalizacja pracy i naukowy charakter ich jednostki są możliwe. Dziękuję!

Czytaj dalejPo Instytucie Pileckiego. Dużo dobrej roboty

Granty są ważne, ale społeczeństwo najważniejsze

Autor i pies na Ślęży

Sformowany pod kierownictwem prof. Marka Figlerowicza z Instytut Chemii Bioorganicznej PAN zespół, powołany przez prezesie PAN w styczniu tego roku w sposób tajny na tyle, że nie wiedzieli o nim przedstawiciele i władze uczelni wyższych, przedłożył Prezesowi Rady Ministrów projekt 'długoterminowej strategii rozwoju badań naukowych’ pt. ’Nauka dla przyszłości. Fundament silnej Polski’. Wbrew tytułowi dotyczy on bardzo wielu rzeczy, nie tylko rozwoju badań naukowych, ale też w znacznej mierze funkcjonowania uczelni wyższych. Nieco zgryźliwie można zauważyć, że choć autorzy uznali instytuty PAN za predestynowane do prowadzenia najwyższej jakości badań podstawowych – a więc stojące w centrum starań o polepszenie rozwoju badań naukowych w Polsce? – nie poświęcili równie dużo uwagi zmianom ich funkcjonowania. Ale jednocześnie uważam, że jest to bodaj najciekawszy od dłuższego czasu projekt, nawet jeśli ma wiele wad charakterystycznych dla funkcjonowania naszego środowiska akademickiego (chyba najbardziej razi formułowanie sądów dotyczących uczelni przy braku podstawowego doświadczenia zarządczego; brak jasnego określenia celu/celów funkcjonowania całego sektora przy posługiwaniu się ogólnikowymi zwrotami o doskonałej nauce, wspieraniu edukacji, rozwoju gospodarczego etc).

Czytaj dalejGranty są ważne, ale społeczeństwo najważniejsze

Pięć kroków w różową otchłań – założenia do nowej oceny jakości badań

Ciastka z oczkami

Nie tylko obciążenie pracą, ale też przekonanie o bezowocności komentowania rozwoju sytuacji w naszym sektorze zniechęca mnie do zabieranie głosu nawet na blogu. Tym razem sytuacja jest jednak na tyle kuriozalna, że postanowiłem się przełamać. Jakiś czas temu w dwóch turach Ministerstwo sformowało 'Zespół ds. opracowania założeń do nowego modelu ewaluacji jakości działalności naukowej’. Liczące ponad 30 osób ciało spotkało się na pierwszym merytorycznym posiedzeniu 6 maja i 'po ponad trzygodzinnych obradach’ uchwaliło kierunkowe wytyczne dla przygotowywanych zmian. Zwróćmy uwagę – jeśli ciało liczące kilkadziesiąt osób spotyka się po raz pierwszy, by dyskutować nad skomplikowanym i mocno dyskusyjnym zagadnieniem, i w ciągu trzech godzin przyjmuje konkretne postulaty, to oznacza, że ich nie wypracowało, lecz je zatwierdziło. Warto byłoby się dowiedzieć zatem, kto je zaproponował?

Czytaj dalejPięć kroków w różową otchłań – założenia do nowej oceny jakości badań