Konferencja prasowa Ministerstwa Nauki i podążające za briefem przekazanym dziennikarzom publikacje dotyczące Projektu Strategii Rozwoju Szkolnictwa Wyższego w Polsce do 2035 roku wywołały chwilowe zainteresowanie dokumentem w mediach społecznościowych. Dużo większe niż same konsultacje społeczne, które – jak to bywa już od lat – są mieszaniną fasadowych spotkań i lobbistycznych zabiegów. Dokument powoli zmierza do wersji końcowej. Nie sądzę, by konsultacje gruntownie go zmieniły. Doskonale wpasowuje się w trwającą od lat, dość zgodną narrację naszego światka akademickiego dotyczącą tego, czym jest szkolnictwo wyższe. To istotne, bowiem ten dokument ma określić podstawowe cele działań władzy państwowej dotyczącej naszego sektora. Powinien być punktem wyjścia dla działań krótko- i średniookresowych i dojścia dla działań długookresowych. Oczywiście byłoby tak, gdyby władze państwowe działały zgodnie z modelem zarządzania strategicznego. Dotąd żadne – jak sięgam pamięcią – tego nie robiły, ale kto wie, może coś się zmieni? Spójrzmy zatem, co proponuje nam zestaw dokumentów tworzących Projekt.
- Z przyjemnym zaskoczeniem stwierdzam, że od strony struktury dokumentacji nie można niczego zarzucić tajnemu zespołowi przygotowującemu Projekt. Mamy analizę stanu „jest”, mamy powiązaną z nim analizę SWOT, mamy wreszcie dokument pt. Wskaźniki realizacji celów strategicznych. W którym tytułowe wskaźniki podzielono na ilościowe, jakościowe, odsetkowe i finansowe. Czy to odpowiednia metodologia – to rzecz inna, powiązana z treścią samego Projektu. Jednak od strony formalnej mamy zestaw dobrze powiązanych ze sobą dokumentów. Brakuje w zasadzie jednego dokumentu – opisu punktu dojścia i powiązanej z nim analizy uwarunkowań. Zawsze jest to pewna futurologia, ale ten brak – choć nie ma charakteru zasadniczego błędu! – jest znaczący w kontekście treści dokumentów.
2. Opis stanu jest, czyli 'Diagnoza stanu obecnego’, czyli na 2025 r., ma kluczowe znaczenie, bo wskazuje obszary interwencji i obserwacji ważne dla twórców dokumentu. Te z kolei mają duże znaczenie dla poznania wizji naszego sektora, którą posiadają twórcy Projektu. Liczący 32 strony dokument opiera się głównie o dane ilościowe. Skupia się na analizie i przewidywaniu liczby studentów (s. 5-15), strukturze kadry prowadzącej kształcenie (s. 15-17), finansowaniu systemu edukacji wyższej (bez badań) (s. 17-19), internacjonalizacji rozumianej jako obecność studentów zagranicznych i wyjazdy studentów polskich (s. 19-21), cyfryzacji instytucji szkolnictwa wyższego (s. 21-24), bezpieczeństwo cyfrowe instytucji, w niewielkim stopniu także psychiczne studentów (s. 24-27), jakość kształcenia (s. 27-31). Rzuca się w oczy, co znajdzie potwierdzenie w analizie 'Projektu’ kompletne oderwanie zagadnień analizowanych w Strategii od badań naukowych, ale też – wbrew deklaracjom – od relacji z otoczeniem społecznym oraz uczestnictwa naszego sektora w kluczowych procesach i kryzysach zachodzących w kraju i w Europie. Niestety, przedstawiona analiza ma charakter formalny, opiera się o zestaw danych statystycznych, których dostępność wyznaczyła zakres refleksji zespołu analitycznego. I w tym zakresie istniały jednak możliwości, które kompletnie nie zostały wykorzystane. Uderza chociażby brak analizy danych z systemu ELA – okrutnie niekompletnego, ale mimo to dającego najbardziej przekrojowy obraz losów ekonomicznych absolwentów studiów z możliwym odniesieniem geograficznym analiz. Najważniejszym problemem tak prowadzonych analiz jest dla mnie ich wewnętrzne zapętlenie. Nie są one zwrócone ku najistotniejszym problemom dotyczącym naszego sektora, lecz ku najłatwiej uchwytnym poprzez dane statystyczne.
Autorzy opracowania agregowali dane trudne do porównania. Przykładowo zestawiając dane dotyczące kosztów kształcenia jednego studenta w uczelniach publicznych i niepublicznych opatrują blisko czterokrotnie niższą wartość kształcenia w szkołach niepublicznych niż publicznych uwagą 'znacznie niższy koszt jednostkowy’ (rys. 13, s. 18). Tymczasem są to wartości nieporównywalne ze względu na specyfikę działalności edukacyjnej. Szkoły 'prywatne’ niemal nie prowadzą kształcenia w zakresie nauk eksperymentalnych, o życiu i ziemi, które są najbardziej kosztochłonne. Koncentrują się na kształceniu w zakresie nauk społecznych i humanistycznych. A w nich koszt kształcenia faktycznie jest 3-4 krotnie niższy. Brak określenia uwarunkowań zjawisk uniemożliwia określenie realnego stanu jest, to jest wydajności systemu kształcenia publicznego. Uderzająco niewłaściwe jest graficzne porównanie nakładów państwa na nasz system i kosztów kształcenia (rys. 14, s. 19). Te pierwsze rozciągnięte są na lata 2018-2025, te drugie na lata 2018-2023 i w konsekwencji wykresy obu trendów są zbliżone stwarzając złudzenie odpowiedniości nakładów do potrzeb finansowych edukacji. Tymczasem ograniczenie wykresu nakładów państwa do lat 2018-2023 ujawnia głębokie niedofinansowanie edukacji wyższej. Dobitnym podkreśleniem problemu finansowego jest refleksja nad wynagrodzeniem kadry. Między 2018 a 2024 r. spadek relacji wynagrodzenia profesora do płacy minimalnej wyniósł od 3,6 raza do 2,2 raza. Jest to stan już po 30% podwyżce uposażeń. W 2026 r. pensja zasadnicza profesora ma wynosić 9650 zł, pensja minimalna – 4806. Co oznacza dalszy, 10% spadek wartości wynagrodzenia kadry akademickiej – stosunek wynagrodzenia profesora do pensji minimalnej równa się 2,007 raza. I jest to chyba najistotniejszy predykator przyszłości dla kadry akademickiej.
Pominę część dotyczącą jakości kształcenia. Jest to typowa mieszanina ogólników (brak zgromadzenia odpowiednich danych), zaczerpniętych z innych dokumentów słusznych tez (rola relacji uczeń-mistrz, zmieniający się charakter kształcenia), powracającego wątku zwiększania kompetencji cyfrowych. Wszystko to jednak nijak ma się do realnego stanu jest kształcenia studentów, których wciąż najczęściej odpytuje się z przeczytanych lektur, sprawdza testowo znajomość teorii, wreszcie w ramach projektów bardzo często powtarza się te same zadania i problemy. Uciekając od realnej oceny jakości kształcenia na rzecz formalistycznych wskaźnik – ankiet, procedur, agencji, konwencji międzynarodowych – analiza brnie w sferę fikcji.
Podsumowując – mimo zebrania ciekawego materiału statystycznego trudno uznać 'Diagnozę’ za realistyczną, właściwą metodologicznie czy holistycznie opisującą sektor i jego miejsce w rzeczywistości społecznej, gospodarczej, kulturalnej kraju. Jest to powierzchowne ujęcie wychodzące od podstawowego niezrozumienia szkolnictwa wyższego – rozdzielenia edukacji i badań, fasadowego potraktowania udziału instytucji szkolnictwa wyższego w życiu społecznym na wszystkich poziomach. Te same problemu odnajdziemy w 'Analizie SWOT’, która mimo rozbudowanego formularza nie przynosi wiarygodnych sugestii – bowiem zbudowana jest na zasadach analitycznych 'Diagnozy’. Dodatkowo niektóre twierdzenia w Analizie są baaaardzo dyskusyjne. Czy rzeczywiście jest naszą mocną stroną w zakresie stanu kadry akademickiej 'Wysokie kwalifikacje formalne kadry akademickiej’? Czym niby mają one być? Liczba tytułów profesorskich i stopni doktora habilitowanego? Formalne kwalifikacje nie są ani atutem ani wadą, jeśli nie określi się odniesienia – do jakich standardów je porównujemy by uzyskać ich 'formalne potwierdzenie’. Czy jest silną stroną w zakresie kształcenia 'Wysoka jakość kształcenia w niektórych dyscyplinach i obszarach akademickich, tzw. wyspy doskonałości.’? Z jednej strony zwykła krzywa Gaussa mogłaby zawsze i wszędzie to udowodnić. Z drugiej strony – przecież to oznacza, że wszędzie poza wyspami jest tragicznie. To ma być silna strona systemu? Brak wysokiego poziomu dla wszystkich i akceptacja mierności uzasadniona wyspami doskonałości? To raczej słaba niż silna strona edukacji wyższej. Wreszcie silną stroną ma być 'Różnorodność typów uczelni i ich misji, umożliwiająca zróżnicowane formy realizacji zadań edukacyjnych, badawczych i społecznych’. Byłaby to prawda, gdyby była to prawda. Gdyby rzeczywiście uczelnie prowadziły zindywidualizowaną politykę edukacyjną i badawczą. Ale pod tym zdaniem kryje się akceptacja formalnej różnorodności i faktycznego rozproszenia instytucji konkurujących ze sobą na tych samych polach, bez jakiegokolwiek zróżnicowania faktycznych działań. Może więc lepiej szczerze zapisać, że mimo zróżnicowania formalnego brak mechanizmów wspierających faktyczną indywidualizację prowadzi do bratobójczych strategii niwelujących możliwości dywersyfikacji działań? Ale to już nie wygląda tak optymistycznie. Znów – brak kontaktu z realiami powoduje, że analiza SWOT pogłębia oderwanie od stanu faktycznego, zamiast go wzmacniać.
3. Zasadniczy dokument 'Projektu’ liczy sobie 43 strony, ale spokojnie – zaczyna się po 9 stronach skrótów. Preambuła budzi niepokój. Z jednej strony akcentuje się fundamentalną wartość poszukiwania prawdy. Ale za chwilę dodaje się 'dostrzegając fundamentalną rolę szkolnictwa wyższego w kształtowaniu tożsamości narodowej, wspólnoty obywatelskiej i suwerenności intelektualnej’ (s. 11). Ale to są trzy trudne do pogodzenia jednym zdaniem wartości. Jeśli na planie pierwszym ma być tożsamość narodowa, to wspólnota obywatelska staje się problematyczna, bo dominować ma wspólnota narodowa. Dla mnie to katastrofalne, ideologiczne zaprzeczenie pierwszych zdań o wartości poszukiwania prawdy, która jako żywo nie zna kategorii narodowej prawdy i takiejże tożsamości. Czym zaś i kogo jest 'suwerenność intelektualna’? Narodu? Społeczności obywatelskiej? Jednostki? Szkolnictwo wyższe ma budować 'polską prawdę poprzez polską naukę’??? Wszystko to stoi w jakiejś dziwnej relacji do górnolotnych kolejnych słów i zdań o niezaprzeczalnie słusznym charakterze (demokratyzacja, związek ze społeczeństwem, odpowiedź na problemy współczesności). Za ciekawy mogę uznać cel sugerowanych przekształceń do 20235 r. (s. 11).
Polskie uczelnie będą:
• elastyczne i zróżnicowane w swoich misjach,
• globalnie połączone, a lokalnie zakorzenione,
• odporne na kryzysy i zdolne do przewidywania zmian,
• przyjazne dla studentów i kadry, rozwijające talenty, kompetencje przyszłości i etos pracy akademickiej,
• uczestnikami i liderami w procesach transformacji cyfrowej, ekologicznej, gospodarczej i społecznej. Będą współtworzyć wspólnotę wiedzy, innowacji i wartości – jako nowoczesne, demokratyczne i odpowiedzialne instytucje publiczne.
No i super, ale jak chcemy to osiągnąć? Kolejny raz kłania się problem analizy stanu jest. Bo czytamy, iż
Projekt strategii został opracowany w kontekście dynamicznych wyzwań w postaci zmian kulturowych i przemian społecznych i gospodarczych XXI wieku, takich jak:
głęboka transformacja cyfrowa,
internacjonalizacja wiedzy i mobilność akademicka,
zmiany demograficzne i rosnące zróżnicowanie potrzeb edukacyjnych,
rola nauki w przeciwdziałaniu kryzysom klimatycznym, zdrowotnym i społecznym,
rola uczelni w aktywnym przeciwdziałaniu niepożądanych efektów wdrażania AI, przy równoczesnym tworzeniu warunków do bezpiecznego i produktywnego wykorzystania tej technologii w badaniach i dydaktyce,
narastająca konkurencja międzynarodowa oraz potrzeba budowy trwałej przewagi intelektualnej i gospodarczej Polski
Wszystko to słuszne, ale w tych gładkich słowach brakuje kluczowych kryzysów, z którymi się zderzamy już dziś, a które będą się zaostrzać: konsekwencji przemian klimatycznych, przemian migracyjnych brutalnie wykorzystywanych przez polityków, narastających procesów dezinformacji i kreowania sztucznej informacji oderwanej od weryfikowalnych faktów, kreowania do celów politycznych polaryzacji społecznej; budowania strategii i celów poznawczych dla konsumentów przez organizacje polityczne i gospodarcze lekceważące konsekwencje długofalowe oderwania obywateli od realiów życia, w szczególności zaś odrzucenia prawdy jako podstawy aktywności politycznej i gospodarczej zastąpionej (nie zastępowanej, tylko już zastąpionej!) praktyką konfliktu i apoteozą dualizmu zwycięstwa/przegranej jako celu aktywności społecznej. Realne problemu uderzają w nas, piękne słowa ukrywają realia i uniemożliwiają zaplanowanie realistycznych działań.
Decydującym czynnikiem pogrążającym sens Strategii jest jej zawężony zakres (s. 14).
Projekt strategii koncentruje się świadomie na szkolnictwie wyższym – dydaktyce, jakości kształcenia oraz misji społecznej uczelni. Pozostałe obszary, takie jak nauka i badania, transfer technologii czy współpraca z otoczeniem społeczno-gospodarczym, uwzględniane są w zakresie, w jakim bezpośrednio wspierają rozwój szkolnictwa wyższego.
To kolejne zerwanie z rzeczywistością. Nie ma autonomicznego, teleologicznego zjawiska jakim jest 'dydaktyka w systemie szkolnictwa wyższego’. Jest to element sieci zjawisk wpływających na siebie, które w ramach szkolnictwa wyższego są powiązane z funkcjonowaniem społecznym, kulturowym, gospodarczym pracowników, uczących się i absolwentów systemu szkolnictwa wyższego. Wypreparowanie kształcenia z tej sieci powoduje, że otrzymujemy sztuczną konstrukcję o małej przydatności analitycznej i katastrofalnie niskim potencjale użyteczności w zderzeniu z realiami funkcjonowania świata akademickiego i potencjału, jaki on w sobie zawiera. Właściwa 'Strategia’ zaczyna się od s. 23, po zamknięciu streszczenia Diagnozy i Analizy SWOT. I nie mam dobrych wiadomości. Składa się z wyliczenia formalistycznych działań i klasycznego wishfulthinking z elementami powtarzania tych samych zaklęć, które znamy od lat – nowoczesne metody, nowoczesne nauczanie, współpraca z otoczeniem lokalnym, zwłaszcza gospodarczym, a zwłaszcza jednolite procedury, standardy, starania o akredytacje, miejsce w rankingach. Ile razy można mielić ten sam zgrany materiał? Czy dał on wcześniej okazję do zagrania szlagieru, który powaliłby na kolana społeczności lokalną, regionalną, krajową lub światową? No jakoś nie pamiętam. Więc jak ma dać taki rezultat teraz?
Przyznaję, że płakać się chce z bezsilnej, bezradnej wściekłości czytając takie sformułowanie kierunkowe dla jednego z trzech kluczowych obszarów wyróżnionych przez autorów Projektu (s. 24):
Realizowane będą systemowe działania służące rozwijaniu etosu, kultury etycznej i odpowiedzialności akademickiej poprzez wdrażanie jednolitych standardów etycznych, przejrzystych mechanizmów nadzoru oraz skutecznych procedur przeciwdziałania nadużyciom. W szczególności nacisk położony zostanie na tworzenie ram zapewniających uczelniom wysoką wiarygodność, a zarazem zdolność do budowania trwałego zaufania społecznego
I dalej nie jest lepiej. Piana, piana, piana po sufit z bakaliami słusznych tez bez jakiejkolwiek próby odniesienia do realnego stanu naszego sektora. Dziesiątki punktów i podpunktów malujących futurystyczny obraz raju edukacyjnego.
Ale jak to ma być zrealizowane? Czym? Kim?
4. No więc przyjrzyjmy się Wskaźnikom realizacji. Rzućmy okiem na obszar A, który przed chwilą przywołałem: Społeczna odpowiedzialność, etos i autorytet uczelni (s. 1-2)
• Wskaźniki odsetkowe – odsetek uczelni posiadających kodeksy etyki, wewnętrzne komisje etyczne, polityki równościowe, procedury bezpieczeństwa, strategie z komponentem odpowiedzialności społecznej, programy studiów z elementami CSR.
• Wskaźniki ilościowe – liczba projektów i partnerstw w obszarze etyki, odpowiedzialności społecznej i współpracy z otoczeniem, liczba inicjatyw promocyjnych polskiego dyplomu, liczba nieprawidłowości wykrywanych przez adzór [sic!].Wskaźniki finansowe – wartość projektów społecznie odpowiedzialnych, udział przychodów z edukacji pozaformalnej w budżetach uczelni.
• Wskaźniki jakościowe i rankingowe – pozycje polskich uczelni w rankingach międzynarodowych, udział programów studiów z akredytacjami branżowymi i międzynarodowymi, oceny absolwentów wartości dyplomu.
Czy to sen, czy jawa? kodeksy, komisje, projekty i partnerstwa, pozycje w rankingach – to wszystko są wewnątrzsystemowe i wewnątrzsterowne elementy systemu. Nic tu nie wskazuje na jakiekolwiek realistyczne oddziaływanie i działanie w ramach sieciowego umiejscowienia jednostek systemu w świecie społecznym, gospodarczym czy kulturowym współcześnie. Z kodeksów etyki ma się narodzić nowy etos szkolnictwa wyższego??? Dobre sobie, Mamy kodeksy etyczne. Żeby działały, potrzebna byłaby realna zmiana kultury pracy w szkolnictwie wyższym. Wspieranie etycznych praktyk jednostek, zespołów, wspólnot. Formalistyczne podejście do opisy stanu jest, poprzez abstrakcyjne kreowanie wizji celów skutkuje sztucznymi wskaźnikami nie mającymi realnego przełożenia na osiągnięcie celów związanych z funkcjonowaniem szkolnictwa wyższego w Polsce.
45 stron słów i liter. 45 stron braku wskazań dla operacjonalizacji strategii, która miałaby przynieść efekty mierzalne w ramach przedstawionych wskaźników.
Od czytania przedstawionych dokumentów boli głowa. Skala oderwania od rzeczywistości, braku realnego przełożenia na relację problemy teraz – cele przyszłości zapośrednioczone narzędziami już i w bliskiej przyszłości, metodologiczne błędy i zaniedbania, retoryka urzędowych dokumentów świadomie pustych, zrywających związek z realiami…
Są pozytywy, oczywiście. Ale nie ma żadnej sugestii, byśmy w oparciu o te setki stron zapisanych maczkiem mogli zbudować nowoczesny system szkolnictwa wyższego wspierającego społeczeństwo w rozwiązaniu podstawowych problemów społecznych, politycznych, kulturowych czy choćby gospodarczych. To kolejny zestaw umacniających zamknięty charakter SYSTEMU.
Nie widzę nadziei dla nas przy takim podejściu do roli szkolnictwa wyższego i nauki w Polsce. Będziemy brnęli w słowa i pozorowane działania. W marnie finansowanym sektorze rosnąć będą patologie pozorowanej działalności. Jedyna nadzieja leży w kompletnej niewydolności tego systemu. Jeśli ktoś ma ochotę go lekceważyć i robić dobre rzeczy, to niech nie wychyla głowy od poziomu zauważalnego przez elity zarządcze, tylko robi swoje, kreuje dobre praktyki, wspiera relacje międzynarodowe, sieciuje w ramach odpowiedzi na kryzysy poprzez działania w ważnych dla siebie społecznościach kształcenia i badań, które są silnie ze sobą powiązane.
Niech nie liczy na wsparcie instytucjonalne. Bo system instytucjonalny zerwał relacje z rzeczywistością. I nie ma żadnej ochoty ani impulsu, by do niej wrócić.