Chcieliście polityki historycznej? To ją macie – Nawrocki, Zełenski et consortes

Podjęta na użytek wewnętrznej polityki decyzja prezydenta Zełenskiego o nadaniu imienia Bohaterów UPA odbiła się w Polsce szerokim echem. Komentarze w zasadzie są jednoznacznie negatywne. Prezydent Nawrocki chce odebrać prezydentowi Zełenskiemu order, który nie był przeciez nadany za wspieranie badań historycznych nad tragedią wołyńską. Obciąża się Ukraińców zbiorową odpowiedzialnością za zbrodnię wołyńską i wskazuje – czasami używając bardzo mocnych epitetów – na prezydenta jako wspierającego antypolskie nastroje w Ukrainie. Nie jestem ekspertem od badań poglądów społecznych wśród Ukraińców. Moje relacje ze znanymi mi obywatelami Ukrainy są akurat bardzo zróżnicowane, ale nigdy nie spotkałem się z nienawiścią wobec Polaków. To nie wyklucza takich emocji wśród kilkudziesięciomilionowego narodu. Ba, skrajna prawica, nacjonalistyczna, antysemicka i ksenofobiczna to zjawisko obecne szeroki w Unii Europejskiej i trudno się dziwić, że wzmożenie nacjonalistyczne może pojawić się także w kraju umęczonym wieloletnią wojną z silniejszym przeciwnikiem. Zatem nie oceniam, jak wielu Ukraińców kocha Polaków, jest obojętnie do nich nastawiona lub ich nie lubi. Bardziej ciekawi mnie zaślepienie, z jakim niemal wszyscy dyskutanci przyjmują za pewnik, że historia „należy” do kogoś i obciąża moralnymi zobowiązaniami genetycznych bądź tożsamościowych potomków aktorów wydarzeń z przeszłości.

Czy prezydent Zełenski zna historię, to jest ustalenia historyków dotyczących działań odłamu UPA związanego z Banderą? Czy jest świadom, że elementem walki wskazywanym przez Banderę i realizowanym przez niektóre sotnie UPA była planowa eksterminacja nieukraińskiej ludności dawnych wschodnich ziem Rzeczpospolitej? Szczerze wątpię. Pewnie jego spin-doktorzy i doradcy przekazują mu zgodne z bieżącym interesem politycznym jego i jego ugrupowania wizję bohaterów walczących z okupantami o wolność Ukrainy. Wokół idei jednego narodu, jednej wolności i jednej kultury skupia się przecież najlepiej zagrożoną wspólnotę. Ba, najlepiej walczy się o głosy. To wiedzą doskonale i polscy politycy i polscy wyborcy głosujący na kolejnych mężów opatrznościowych. Prezydent Zełenski wykorzystał emocję do wsparcia swojej polityki w kraju śmiertelnie zagrożonym agresją Rosji. Sięgnął po politykę historyczną tak, jak sięgają politycy zwłaszcza w Polsce. Za nic mając historię, ale też lekceważąc skutki takiego działania dla przyszłości.

Do znudzenia bowiem powtarzał będę – polityka historyczna to świadome zakłamywanie historii w imię realizacji bieżących, politycznych interesów. To wprowadzanie w błąd opinii publicznej, by chciała ona popierać politykę autora tejże polityki. Nie zgadzam się fundamentalnie, że polityka historyczna to wynik 'nienegocjowalnych poglądów społecznych’, których prawda historyczna nie jest w stanie zmienić. Halbwachs i Assmanowie wskazywali na proces formowania się pamięci społecznej. Formowania przez narzędzia polityczne i gry życia codziennego. Nie ma nic 'nienegocjowalnego’ w pamięci społecznej. Jest dokładnie odwrotnie. Polityka historyczna wpływa na kształtowanie się, wzmacnianie i legitymizowanie konkretnych postaw wobec współczesności sugerując ich zasadność związkiem z obiektywną prawdą zdarzeń historycznych. Polityka historyczna to lukrowane kłamstwo mające skłonić ludzi do podejmowania konkretnych czynności zgodnie z interesem konkretnych polityków.

Powtórzę to: decyzja prezydenta Zełenskiego jest decyzja polityczną, sygnalizującą wykorzystanie polityki historycznej. I to jest zła decyzja. Tak samo zła, jak dziesiątki decyzji polskich polityków, dziennikarzy i influencerów kultury sugerujących, że przeszłość można zakłamywać dla wyższych celów. Oczywiście tych, którym oni sprzyjają. To tak, jakby wmawiać społeczeństwu zgodnie z polityką geograficzną, że mieszka w kraju o najlepszym klimacie na kuli ziemskiej i nikt nie powinien emigrować, bo wszędzie poza nim czają się potwory. Próbujcie, ale za chwilę kłamstwo wyjdzie na jaw. Jednak jego skutki będą krążyć przez lata osłabiając więź społeczeństwa z rzeczywistością.

Obciążanie Ukraińców winami zbrodniarzy, czy z sotni UPA, czy zwykłych Ukraińców, mordujących sąsiadów za to, że byli Polakami lub Żydami jest nielogiczne, sprzeczne też z polskim interesem politycznym. Nie odpowiadam za winy mojego ojca, dziada lub pradziada i nie zamierzam nikogo za te winy obwiniać. Tę biblijną ideę odpowiedzialności pokoleń niech rozwija ktoś, komu brak pomysłu na życie tu i teraz, we współpracy zamiast w wiecznym konflikcie. A jednocześnie mogę i chcę powtórzyć to i Ukraińcom i Polakom – kłamstwo szkodzi, manipulacja zabija, choćby nie wiem jak szlachetna idea temu przyświecała.

Bo historia jest dialogiem, dyskursem, mozolnym szukaniem prawdy. I może wpływać na kształt sentymentów społecznych. Dekady odbudowywania relacji niemiecko-polskich to potwierdzają. Ale to prawda, że sprytny polityk i jego dziennikarze mogą zrujnować wysiłek pokoleń pracujących na rzecz współpracy. Bo dziś nienawiść jest w cenie.

I głupio za tym trendem podążać.

Dodaj komentarz