Czy czeka nas historia tożsamościowa?

Trudno mi polubić twórczość prof. Wojciecha Roszkowskiego z ostatnich latach. Jego wypowiedzi medialne, ale też te zawarte w wydawanych publikacjach zawierają tak silnie akcentowany element wartościowania w odniesieniu do zdarzeń z przeszłości, że ciężko mi traktować je jako wypowiedzi naukowe. Pierwszy tom podręcznika autorstwa Profesora z tego też powodu wzbudził wiele kontrowersji, choć dla mnie nie było w nim już niczego, czego Autor nie powiedział wcześniej. Zła jakość edytorska i tragiczny poziom metodologiczny podręcznika wzbudziły mój niepokój o poziom zajęć, które w oparciu o ten podręcznik mogłyby być realizowane. Z dużą obawą sięgnąłem więc po drugi tom tego podręcznika. Uderzyło mnie przekonanie Autora, że nauka to kwestia tożsamościowa. Twierdzenie, które chyba samemu Autorowi wydałoby się obce – ale które sam wyraźnie podkreśla.

Otóż we wstępie (s. 7) stwierdza:

Aby zrozumieć historię trzeba podjąć trud wyboru faktów według ich znaczenia (podkr. P.W.), trud wyznaczenia ich roli i związków przyczynowo-skutkowych, a także trud wskazanie kryteriów oceny wydarzeń (podkr. P.W.). Brak takiego wyjaśnienia jest też interpretacją historii, tyle że pozostawia wrażenie chaosu i braku sensu. Interpretacje przedstawione w tej książce można oczywiście poddać analizie i temu powinny służyć lekcje historii w szkole, ale autor nadal uważa, iż bez wartościowania nauka historii niewiele daje (podkr. P.W.).

Ten fragment nie musi budzić niepokoju, bo może przekazywać dość banalną lekcję hermeneutyki źródła historycznego: autor kształtuje swój tekst zgodnie z przyjętymi  założeniami co do celu swojej wypowiedzi, łączy i komentuje realne (albo i nie) zdarzenia pod kątem tego, do czego chce przekonać czytelnika. I tu się zgadzam z Autorem, że to normalna procedura, bo nie da się powiedzieć w podręczniku wszystkiego, co się wie i/lub powiedzieć pragnie. Jednak kluczowe jest określenie – jakie kryteria decydują o selekcji, ocenie i stosownym komentarzu faktów historycznych?

Autor nie pisze tego wprost, co uważam za pierwszy i podstawowy grzech tego dzieła, które ukrywa przed czytelnikiem, czy jest podręcznikiem, literaturą zaangażowaną ideologicznie/politycznie czy elementem propagandy religijnej/politycznej/światopoglądowej.

Od podręcznika historycznego oczekiwałbym prostego stwierdzenia: jedynym kryterium wyboru i oceny faktów jest dążenie do zbliżenia się do prawdy o wydarzeniach z przeszłości: ukazanie ich powiązań, uwarunkowań, przyczyn i skutków, wreszcie opinii o nich tak współczesnych, jak i potomnych. Ważność faktu lub procesu określa przedmiot opowieści – te fakty/procesy warto przedstawić, które wyraźnie wpływają na kształt analizowanego zagadnienia. Wartościowanie może dotyczyć tylko określenia stopnia wpływu na analizowany problem.

Takiego kryterium jednak Autor nie określił i – chyba szczerze – nie przyjął jako podstawowego dla historyka. Podkreślam – prof. Roszkowski nie napisał wprost, jakie są jego kryteria oceny historii w tym podręczniku. Szkoda, bo to powoduje, że dzieło to niebezpiecznie zbliża się do propagandy, to jest literatury  manipulującej czytelnikiem poprzez odmówienie mu możliwości zapoznania się z pełnymi założeniami powstania dzieła.

Musimy zatem odczytywać autorskie założenia z kontekstu. Nie jest to jednak szczególnie skomplikowane. Mottem podręcznika są słowa papieża Jana Pawła II wskazującego, że bez Chrystusa nie da się zrozumieć polskiej historii. Z kolei we wspomnianym wstępie Autor jednoznacznie wskazuje, które podejście do wartości i wiedzy zdobywanej przez człowieka jest wartościowe według niego, które zaś nie.

[na pytanie „kim jestem?” i „co mi czynić wypada?”] Jednych rozważania te, oparte na uważnym wsłuchaniu się w świadectwa wiary, prowadzą do wewnętrznej harmonii. Inni szukają odpowiedzi na te pytania po omacku, wikłając się w iluzje o samowystarczalności człowieka, jeszcze inni są na tyle bezradni lub leniwi, że zagłuszają w sobie owe pytania (…)” (s. 7).

Trudno mieć wątpliwość, że dla Autora historia jest przedmiotem wartościowania z punktu widzenia zasad jego religii. Lektura książki ujawnia dalsze cele, z mocniejszym akcentem politycznym – ale zostawmy ten wątek, bo nie wniesie on już nic nowego. Główną konstatacją pozostaje, że nie jest to książka zgodna ze współczesną metodologią nauk historycznych. Nie powinna zostać w żadnym wypadku dopuszczona do nauczania w systemie szkolnictwa świeckiego i – ze względu na polityczną stronniczość – demokratycznego.

Skoro zaś została dopuszczona, to oznacza, że rezygnujemy z prymatu współczesnej nauki w nauczaniu naszych dzieci. Że zgadzamy się na oferowanie im wiedzy według kryterium tożsamościowego – każda grupa tożsamościowa, niezależnie, czy religijna czy polityczna czy światopoglądowa będzie miała pełne prawo pisać i nauczać swojej wizji historii i żądać wartościowania zgodnie z tą wizją nauczania historii, ale przecież też geografii, biologii, a nawet chemii i fizyki (stworzenie świata i podstawowe zasady fizyki). Edukacja w duchu tożsamościowym to zaprzeczenie wspólnoty ludzkiej opartej o racjonalność, o wiarę w uniwersalny charakter naszej wiedzy jako język komunikowania się i w rezultacie bezkonfliktowego rozwiązywania sporów.

To nie jest mój świat. Miejsce tej książki jest w salkach katechetycznych, ale nie w szkołach państwa świeckiego. Nawet tych wyznaniowych. Naszym zadaniem jako naukowców jest dbać o wspólny język, o racjonalność która buduje wspólnotę ludzką. Nie powinniśmy wspierać podziałów, które historia potrafi następnie świetnie wyjaśnić podając liczbę ofiar kolejnych prześladowań i wojen.

Dla własnego dobra – zostańmy po prostu przyzwoitymi naukowcami, propagandą zajmą się inni.

4 komentarze do “Czy czeka nas historia tożsamościowa?”

  1. Uwagi moje odnoszą sie tylko do tekstu wyżej; podrecznika nie czytałem. Dlatego też ograniczam sie ostroznie do znakow zapytania, nie ryzykując tez. Zastanawiam sie nad frazą „Od podręcznika historycznego oczekiwałbym prostego stwierdzenia: jedynym kryterium wyboru i oceny faktów jest dążenie do zbliżenia się do prawdy o wydarzeniach z przeszłości: ukazanie ich powiązań, uwarunkowań, przyczyn i skutków, wreszcie opinii o nich tak współczesnych, jak i potomnych.” Zasadniczo bardzo mi sie ona podoba, zastanawiam się jednak, czy nie pasuje ona raczej do prac należących do obiegu naukowego (chciałoby się, by wszystkich), niz podręczników. Naturalnie chcialoby się, żeby i podręczniki historii były tak pisane, ale nie przypominam sobie takiego. Skądinąd fraza ta nie jest polemiką z odmienną w wymowie deklaracją prof. Roszkowskiego, ale – jesli dobrze zrozumiałem – wynika z braku takowej w podręczniku. Że jej nie ma, w sumie się nie dziwię, gdyż 1) deklaracji precyzujacych kryteria doboru faktów w podrecznikach się nie umieszcza, 2) jestem przekonany, ze zawarty w książce przekaz prof. Roszkowski uważa za prawdziwy.
    Fraza o stworzeniu swiata i współczesnej wiedzy fizycznej to figura erystyczna: czy znany jest przyklad nauczania w duchu kreacjonistycznym, typu swiat powstał w ciągu 6 dni?
    Natomiast podpisuje sie obu rękami pod frazą: „zostańmy po prostu przyzwoitymi naukowcami, propagandą zajmą się inni”. Niech!

    • Dziękuję za komentarz, ale chyba nie znajdziemy porozumienia w tym zakresie. Owszem, takich deklaracji celu wprowadzania ocen w podręcznikach dotąd nie było, bo wszyscy – i autorzy i wydawcy i nauczyciele – zgadzali się, że celem podręcznika jest właśnie zbliżenie się do prawdy. Prof. Roszkowski zaproponował zdecydowanie inny model podręcznika, stąd w jego przypadku taka deklaracje by się przydała. No i nie zgadzam się, że jest istotna różnica między podręcznikiem szkolnym i pracą naukową / popularnonaukową. W każdym z tych przypadków historia jest albo nauką, a więc autor powinien dążyć do prawdy, albo nie jest – a wtedy warto postawić pytanie o wartość takiego komunikatu dla edukacji i życia obywatelskiego. Co do nauczania kreacjonistycznego – oj, tu by się Pan zdziwił 🙂 Pomijam, że w USA nauczanie teorii ewolucji było prawnie zakazane w wielu stanach jeszcze po II wojnie światowej. Do dziś toczą się spory sądowe o zakaz nauczania tej teorii i wprowadzenie ewolucjonistycznego przekazu. Na szczęście stowarzyszenia edukacyjne nie wspierają kreacjonistów. Zob. nawet https://en.wikipedia.org/wiki/Creation_and_evolution_in_public_education_in_the_United_States

      • „takich deklaracji celu wprowadzania ocen w podręcznikach dotąd nie było, bo wszyscy – i autorzy i wydawcy i nauczyciele – zgadzali się, że celem podręcznika jest właśnie zbliżenie się do prawdy” – hmm, dobrze by to było… Wiele podręczników widziałem, a lista odstępstw od prawdy, czy ściślej stanu wiedzy zgodnego ze współczesna wiedzą naukową, gdyby ja w postaci uwag szczegółowych zsumować, miałby kilkaset stron. Powszechna praktyka było przepisywanie calych partii ze starszych podrecznikow, co oznaczało powielanie ujęć nie zawsze ideologicznie neutralnych. Tyle że przed podręcznikiem Roszkowskiego oraz polsko-niemieckim wszystko odbywalo się w ciszy, gdyż wojna polsko-polska dopiero ostatnio dotarła do strefy podręczników.
        Za przesłany link dziękuję, pouczający. Myslałem że czasy małpiego procesu minęły, ale znając casus prof. Macieja Giertycha powinienem byc ostrozniejszy. Mea culpa. Pozdrawiam

        • I tu się zgadzamy – cały szereg podręczników do historii jest po prostu złych, przestarzałych, nijak mając się do bieżącego stanu wiedzy. Ale to jednak coś innego niż manipulacja, to zwykłe lenistwo i bieda umysłowa, przed którą powinien chronić proces recenzyjny. Ale to już inna dyskusja 🙂

Możliwość komentowania została wyłączona.