1 października – papierek lakmusowy?

Mam problem z odczytaniem sensu, z jakim uczelnie wyższe zostały wprowadzone do dyskursu publicznego 30 września/1 października. Pierwsza, banalna konstatacja – w ogóle nie zostały wprowadzone do dyskursu bieżącego. Owszem, kilka artykułów w tygodnikach lub dodatków weekendowych wspominało szkolnictwo wyższe. Ale w jakże charakterystyczny sposób – w odniesieniu do polityczno-ideologicznych deklaracji Ministra EiN. Faktycznego spojrzenia na sektor i jego miejsce w naszym społeczeństwie zabrakło. Druga, mnie mocno niepokojąca konstatacja – liturgiczne relacje o początkach roku akademickiego w zasadzie nie przebiły się w dyskursie codziennym, większość mediów jedynie marginalnie,  o ile w ogóle odnotowywała ten fakt. Owszem, emocje dziennikarzy wzbudzały konteksty polityczne inauguracji, jednak i tu głównie te, w których można było podkreślać emocje bardzo luźno związane z nauką i edukacją w szkołach wyższych. Uderzające jest, że tego dnia władze ministerstwa pojawiały się i działały w szczególny sposób. To, że Minister Przemysław Czarnek otwiera rok akademicki w Lublinie, w tamtejszym Uniwersytecie Medycznym, nie budzi mojego zdumienia. Jest to jego miasto i to normalne, że chce być w kręgu swoich przyjaciół. Ale już fakt, że przekazuje ministerialne wsparcie dla tej uczelni – drobne 1,4 mln zł – i niejako w zamian dostaje od niej order zasłużonego dla tej uczelni, wprawia mnie w pewne zdumienie w zakresie formy. Można oczekiwać, że jego zastępcy pojawią się w tym czasie na wiodących uczelniach krajowych. Minister Bernacki pojawia się w Krakowie, w katolickiej Akademii Ignatianum, gdzie przekazuje 5 mln zł na bliżej nieokreślony, zamawiany przez MEiN projekt wydania 20 tomów słowników (sic!) w serii Słowników Społecznych. Jednocześnie minister Murdzek otwiera rok w Collegium Intermarium – uczelni powstałej obok ustawy PoSzWiN, o mocno wątpliwych podstawach akademickich, za to z wielkim poparciem elity władzy. I mówi ’Collegium Intermarium jest niezwykle cennym punktem w krajobrazie polskich uczelni. To odpowiedź na oczekiwania Polski, przyjaznych nam państw i na trudne wyzwania, z jakimi musimy się dziś mierzyć’. I ja wiem, że pan minister Wojciech Murdzek był również na otwarciu roku w Uniwersytecie Warszawskim. Ale z serwisu MEiN nikt się o tym nie dowie

Przyszedł taki czas, że jak przed pół wieku sowietolodzy odczytywali przyszłość bloku państw socjalistycznych ze zmarszczonych brwi na trybunach, tak nam wypada odczytywać naszą przyszłość ze znaków, fusów i śladów na nadmorskiej plaży. Dla mnie rezultaty wróżb sugerują dążenie do dalszego upolitycznienia systemu szkolnictwa wyższego i rozwoju transakcyjnego charakteru zarządzania nim. Co to może oznaczać dla ewaluacji dyscyplin naukowych – Bóg jeden raczy wiedzieć. Ale przecież wiemy, że ten system przestał być już, a po ogłoszeniu nowej listy czasopism ten trend się pogłębi, w jakikolwiek sposób związany z mierzeniem miejsca dyscyplin w odniesieniu do ich udziału w dyskursie naukowym. Bo ten ostatni nie ma i nie będzie miał wymiaru krajowego czy narodowego. Jeśli o te wymiary tak MEiN dba, to tylko ze względów politycznych. I w to świetnie wpisują się gesty MEiN w trakcie inauguracji. Gorzej jednak, że skutki tego nikogo w przestrzeni publicznej już to nie interesują. Gorzej nie dla nas, ale dla przyszłości nas wszystkich. Nie wiem, ile razy trzeba powtarzać, że tworzenie kolejnych montowni w kraju między Odrą i Bugiem, choćbyśmy nie wiem jak wiele razy powtarzali, że są to montownie narodowe, nie zmieni faktu, że będziemy krajem uzależnionym od eksportu surowca – ludzkiego czasu i ludzkiej siły fizycznej. Oba te zasoby będą tanieć na rynku wraz z zastępowaniem przez automatyzację już nie tylko siły fizycznej, ale też prostych operacji umysłowych. I gdy obudzimy się w przestrzeni zdominowanej przez amerykańsko-chiński przemysł kreatywności, z próbującymi dobić do nich przemysłami zachodnioeuropejskimi, co chcemy zaoferować światu, by pozyskać od niego środki na te nowe technologie, które sąsiadom będą realnie polepszać życie? Wydłużać je. Ratować je. Jaki mamy plan na najbliższą dekadę, jeśli lekceważymy jako państwo i jako społeczeństwo naukę i edukację? I ta konstatacje nie dotyczy tylko elit obecnie sprawujących władzę, ale też moderatorów opinii publicznej, polityków opozycji, działaczy politycznych na poziomie regionalnym i lokalnym. Uprzedmiotowienie, wasalizacja i prezentystyczna transakcyjność w relacjach ośrodków władzy – politycznej, medialnej, gospodarczej – z uczelniami i ośrodkami naukowymi radykalnie obniżą i tak już niełatwe warunki dla tych wszystkich, którzy chcą uprawiać prawdziwą, współczesną naukę w poczuciu odpowiedzialności za przyszłość świata i swojego najbliższego otoczenia.

Jeśli 1 października jest papierkiem lakmusowym roli, jaką ma odgrywać nasz sektor dla naszego społeczeństwa, to list Pana Ministra wystosowany z tej okazji i akcentujący znaczenie prawdy jako osi przewodniej działalności szkół wyższych brzmi jak ironia. Bo to przecież echo dawnych zaklęć przywołane przez odpowiedniego urzędnika, który go stworzył. Ale echo z przeszłości bez wsparcia dziś czynem pozostaje kocim uśmiechem zwodniczo zawieszonym w powietrzu. Cóż, ja nie zmieniam zdania – naszą misją jest działanie wbrew tak ustawionym, orwellowsko-postmodernistycznym warunkom. Bo wszelkie władze i królestwa przemijają, Babilon w proch się obrócił a i faraonowie odeszli w niesławie. Po nich została jednak kultura i nauka, uniwersalne ścieżki wspierające rozwój dobrostanu człowieka w oparciu o racjonalne ziarna w nich zawarte. Nawet, jeśli te ziarna trudno było współczesnym dostrzec, nawet, jeśli nie one miały dla nich największą wartość – to dzięki nim cokolwiek wiemy o ludziach z przeszłości i poprzez nie, iskry ludzkiego geniuszu współtworzymy naszą ludzką rodzinę. Ratio longa, regnum breve. Warto o tym pamiętać, także 1 października.

Krótkie sprawozdanie:

  • we wtorek przedstawienie referatu dotyczącego przekształceń tożsamości mieszkańców obszarów nie-metropolitalnych na Dolnym Śląsku po 1945 r. Bo bez nauki nie da się żyć…;
  • w środę spotkanie z przedstawicielami firmy Unit4 dotyczące przyszłości naszej współpracy w wymiarze dydaktycznym;
  • w tym samym dniu wspólnie z prof. Tomaszem Kaliszem, prorektorem ds studenckich, rozmawialiśmy z przedstawicielami kół naukowych o nowej organizacji współpracy kół z władzami uniwersytetu. Bardzo liczymy na szybka reaktywację kół i wsparcie z ich strony dla ożywienia ruchu studenckiego;
  • w czwartek udział w obradach Kapituły Nagrody Rzecznika Praw Obywatelskich, którą nagradzane są osoby wspierające współobywateli z niepełnosprawnościami;
  • tego samego dnia otwarcie nowej wystawy w nasyzm Muzeum Uniwersyteckim (Magiczny świat zabytkowego wizytownika kieszonkowego), z wzruszającym udziałem naszych dawnych absolwentów i ludzi kultury Wrocławia, zorganizowanej dzięki aktywności dyrektora Muzeum, prof. Jana Harasimowicza
  • udział w inauguracji środowiskowej, bogatej w wydarzenia. Pro memoria jedynie – nie byliśmy jej organizatorami, uniwersytet jedynie zwyczajowo gościł tę uroczystość organizowaną przez Kolegium Rektorów Uczelni Wrocławia i Opola;
  • piątek wypełniła nasza, uniwersytecka inauguracja roku akademickiego, z wręczeniem Nagrody Heisiga (tak, tu też był czek, ale nie z Ministerstwa) profesorowi Janowi Potempie za badania, które wkrótce mogą doprowadzić do masowej produkcji leku przeciw chorobie Alzheimera, przyznaniem tytułu doktora honoris causa światowej sławie fizykowi, profesorowi Klausowi Wandeltowi, a także z ważkim przemówieniem profesora Adama Bodnara, laureata Nagrody Księżnej Jadwigi Śląskiej.

 

Czas biegnie nieubłaganie. Warto więc myśleć o rzeczach ważnych, nie dać się pochłonąć miałkim piaskom. No i – trzeba pamiętać o szczepieniach!!!