RzOPA plus czyli to nie jest gra o punkty

W piątek 19 lutego, w Dzień Nauki, MEiN ogłosiło zmianę do zmiany wykazu czasopism naukowych. Po raz kolejny podniesiono wartości czasopism wydawanych w polskich ośrodkach naukowych, kolejny raz wbrew obowiązującemu prawu (bez konsultacji KEN, bez odniesienia do siły oddziaływania naukowego). Niektóre z tych zmian są po prostu szokujące. Wartość artykułu zamieszczonego w Białostockich Studiach Prawniczych podniesiono z 20 punktów do 100 punktów. Wartość artykułu w Biblical Annals, piśmie KUL, podniesiono z 70 punktów do 100 punktów. Na liście znalazło się także nowe czasopismo, w którym za publikację autor otrzyma 40 punktów. To Glaukopis, pismo historyków odrzucających poprawność polityczną i metodologiczną, dla prześledzenia zawartości chętnych zapraszam do zajrzenia na stronę czasopisma. Ciekawych w skrócie profilu tego narodowego z treści czasopisma zachęcam do zajrzenia tutaj. Zmiany dotknęły także – choć w mniejszym zakresie – biologów, informatyków, geografów… Wszystko to po licznych głosach protestu, czasami zbyt słabych i zniuansowanych, ze strony naszego środowiska. Tak, jak pisałem w ubiegłym tygodniu – lista czasopism straciła wartość merytorycznego miernika jakości publikowanych artykułów. Dzieje się to ze szkodą dla tych redakcji, które faktycznie dbały o jakość swoich czasopism, rozwijały praktyki wydawnicze i dążyły do zbudowania solidnych marek swoich pism. Zapewne niedługo zostanie też ogłoszona nowa lista wydawnictw i mam przeczucie graniczące z pewnością, że zobaczymy na niej zmiany, które mogą nas zadziwić co najmniej w równym stopniu. Minister zapowiedział także zmiany w Narodowym Programie Rozwoju Humanistyki. Już od jakiegoś czasu program coraz mniej rozwijał innowacyjność w humanistyce, nastawiając się na wspieranie tłumaczeń i prac dokumentacyjnych. Teraz zmiana się pogłębi – ma finansować badania odkrywające prawdę o Polsce i Polakach. Pozwolę sobie zacytować pana Ministra

Nam brakuje poważnych projektów historycznych, które odkrywałyby prawdę o Polsce, o Polakach, o tym, ilu Polaków i za jaką cenę uratowało Żydów w czasie II wojny światowej, że najwięcej Polaków jest wśród Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, o tym jaki miał wpływ Kościół katolicki w okresie 123 lat zaborów na utrzymanie polskości, o tym, jak to się stało, że po ’89 r. Polska najwolniej wychodziła z komunizmu i stała się krajem postkomunistycznym na wiele lat, co było ze szkodą dla naszego państwa – powiedział.

Pisałem o tym w zeszłym tygodniu – nauki nie da się zadekretować. Dla tego, kto poznał smak prawdziwych badań, radości dyskutowania w skali globalnej z najważniejszymi i najbardziej błyskotliwymi umysłami świata nauki te decyzje, oświadczenia są niezrozumiałe. Wywodzą się z innej hierarchii wartości, w której prawda jest pojęciem czysto instrumentalnym. Obecne działania MEiN są ucieleśnieniem relatywizmu (prawdą jest to, co wspiera nasze cele polityczne) i pragmatyzmu (korzystając z prestiżu nauki budujemy system wspierający naszą opcję polityczną). Jeśli – czego się obawiam – zmiany będą dalej szły w tym samym kierunku, zamiast systemu nauki i szkolnictwa wyższego będziemy mieli system Rządowych Ośrodków Prestiżu Akademickiego plus (bo ten znak obecne władze bardzo cenią). Przedsmakiem może być powołanie rządowego instytutu zajmującego się wydawaniem publikacji naukowych – Instytutu De Republica. Taka działalność jest szkodliwa nie tylko dla nauki i edukacji, jest zabójcza dla przyszłości Rzeczpospolitej. Chyba najlepszą ilustracją jej skutków może być zmiana przekazu dotyczącego zaangażowania Polski w walce z epidemią. Po krótkim okresie wspierania realnych badań mikrobiologów i biotechnologów mieliśmy artykuły zapowiadające produkcję taniej szczepionki o polskich korzeniach, ale zaangażowanie państwa w ten proces – kosztowny i długotrwały – nie jest znane. Stworzenie nowego leku, jego przetestowanie i wprowadzenie na rynek przerasta – obawiam się – możliwości rządów państw innych, niż totalitarne. Dlatego zajmują się tym międzynarodowe konsorcja i korporacje. Dziś rząd chwali się już tylko rozmowami w sprawie budowania rozlewni szczepionek. Ale i tu nie mamy pewności, czy podołamy finansowo, by utrzymać odpowiednio zaawansowane linie produkcyjne. Nauka wymaga międzynarodowego ekosystemu, sieci powiązań, w których pozycja opiera się na znaczeniu intelektualnym i możliwościach finansowo-infrastrukturalnych ośrodków w skali świata. Lokalne działania, bez klarownej wizji cywilizacyjnych priorytetów nie przyniosą wiele więcej, niż kolejną linię rozlewni.

Co tracimy w toku zachodzących zmian? Krytycy poprzednich reform z pewną Schadenfreude wskazują, że przecież listy czasopism i wydawnictw były niedoskonałe, że proces ewaluacji nauk humanistycznych był oderwany od ich specyfiki, że zaniedbano kulturotwórczą rolę szkolnictwa wyższego. I jest to prawda i wina poprzedniej ekipy, że lekceważyła wiele problemów wierząc, że prezentowana przez nią wizja zmian zwycięży bez szansy na powrót do przeszłości. Który dziś obserwujemy. Ale to trzeba sobie uświadomić – co stracimy, do czego wrócimy? Kto jeszcze pamięta programy resortowe PRL-u, które 'załatwiało się' przy pomocy 'wejść' w ministerstwach i strukturach Partii? Kto pamięta brak środków na projekty badawcze i dzielenie niemal wszystkich środków 'po uważaniu', ze względu na osobiste sympatie lub polityczne kalkulacje lokalnych graczy akademickich i ministerialnych? Ba, czy zapomnieliśmy rozstrzygnięcia KBNu w pierwszych staraniach o granty? Kompletnie nietransparentne, często osadzone na prywatnych relacjach i oderwane od merytorycznej wartości aplikacji? Czy naprawdę już zapomnieliśmy, że pieniądze na utrzymanie uczelni można dzielić wyłącznie przez pryzmat liczby studentów? A ocenę jednostek prowadzić w oparciu o liczbę publikacji? Przez ostatnie kilkanaście lat ogromnym wysiłkiem i z zaangażowaniem wielu osób – nie bez błędów i wypaczeń, bo rękami człowieka – próbowano zmienić kulturę pracy akademickiej. Wszyscy razem staraliśmy się modernizować nasze spojrzenie na obowiązki akademików, podnieść prestiż jakości pracy i zaangażowania na rzecz budowania i umacniania miejsca polskich naukowców i ich badań w świecie. Krok za krokiem, mimo niedofinansowania i stałej niepewności budowaliśmy prestiż Rzeczpospolitej w przestrzeni skrajnie wysokiej konkurencji. Agencje grantowe, szczególnie NCN, wypracowywały standardy oceny wniosków pozwalające mieć nadzieję, że środki wesprą projekty i badaczy dających szansę na rozwój nauki światowej i włączanie jej przekazu do kultury współczesnej Polski. Raz jeszcze – przy wszystkich błędach – celem była wartość merytoryczna, niezależność nauki, budowanie nowoczesnego, silnego i dumnego społeczeństwa zakorzenionego w światowym kontekście przemian cywilizacyjnych i kulturowych.

O to wszystko dziś toczy się gra. Nie o punkty i nawet nie o to, kto i jakie kategorie dostanie – choć jest to istotny element układanki finansowej. Dziś gra idzie o pryncypia i o przyszłość – nie nauki w Polsce, ale Polski i jej miejsca w świecie.

Działamy dalej, nie zmieniamy naszej drogi. Uniwersytet Wrocławski tworzy naukę, nie punkty, jej wartość będzie przekazywał studentom i doktorantom, jej znaczenie będziemy komunikować naszemu otoczeniu.

  • w poniedziałek rozmawialiśmy oczywiście o procesie rejestracji osób na szczepienia (także w ramach KRUWiO), ale w zespole rektorskim także o przyśpieszeniu prac – mocno już zaawansowanych – nad wytycznymi dotyczącymi warunków awansu zawodowego w trzech ścieżkach: badawczej, badawczo-dydaktycznej i dydaktycznej. Chcielibyśmy możliwie szybko uporządkować i odblokować zasady awansu w tych kategoriach przy założeniu, że podstawową formą zatrudnienia na Uniwersytecie będzie etat badawczo-dydaktyczny. Uniwersytet jest bowiem jednostką odpowiedzialną za prowadzenie badań i jednoczesne kształcenie w zakresie rezultatów tych badań elit zawodowych i intelektualnych
  • we wtorek z drem Helmutem Schoepsem, prezesem Polsko-Niemieckiego Towarzystwa Uniwersytetu Wrocławskiego rozmawiałem o możliwości spotkania członków Towarzystwa we Wrocławiu. Raczej nie szybko, ale mam nadzieję, że w tym roku uda nam się spotkać. Uniwersytet potrzebuje silnego zakorzenienia w środowisku absolwentów;
  • w środę miało miejsce posiedzenie Konwentu rozpatrującego wnioski o skierowanie do procedowania postępowań o tytuł doktora honoris causa naszego Uniwersytetu. Mam nadzieję, że wkrótce ich grono powiększy się o kolejne, ważne dla nauki i kultury osoby;
  • w trakcie posiedzenia kolegium rektorsko-dziekańskiego rozmawialiśmy między innymi o procedurze i finansowych uwarunkowaniach oceny śródokresowej w Szkole Doktorskiej. Niedługo powinniśmy mieć przygotowany przez stosowany zespół pracujący pod opieką p. prorektor prof. Gabrieli Bugli-Płoskońskiej projekt regulacji w tym zakresie;
  • w piątek rozmawiałem z p. dr hab. Lucyną Harc, zastępcą dyrektora Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych o konsekwencjach ewentualnego przejścia Uniwersytetu na obieg elektroniczny dokumentów jako podstawowy dla nas. W naszym przypadku wiąże się to z bardzo kosztownymi inwestycjami sprzętowymi i musimy ten krok dobrze przemyśleć i zabezpieczyć finansowo;
  • zakończenie procesu rejestracji na szczepienia – nie bez zaskoczenia. W trakcie posiedzenia ministerialnego zespołu podniesiono, że Uniwersytet Wrocławski chce zarejestrować laborantów wspierających prowadzenie zajęć. Zostaliśmy za to zganieni i poinformowani, że mamy zaprzestać takich prób, bo łamiemy w ten sposób prawo. W rezultacie zgodnie z prawem zarejestrowaliśmy pracowników kontraktowych, którzy zdalnie prowadzili zajęcia w semestrze zimowym, nie zarejestrowaliśmy natomiast naszych pracowników etatowych, którzy w semestrze zimowym przygotowywali i pomagali w kontakcie ze studentami prowadzić zajęcia eksperymentalne. I będą to robić w semestrze letnim. Jest mi z tego powodu bardzo przykro, bo logika tego zakazu, wywołanego interwencją przedstawicieli innych uczelni, jest mi kompletnie obca. Rzekome łamanie prawa miałoby dotyczyć… 60 pracowników. A zgodnie z tym prawem zarejestrowaliśmy 1940 osób.

 

Przed nami długa droga. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, byśmy z niej nie zboczyli, by Uniwersytet Wrocławski był synonimem merytoryczności i odpowiedzialności. Wiem, co możemy utracić. Tym mocniej będę zachęcał – współpracujmy, trzymajmy się razem, bo nikt, choćby nie wiem jak silnym się czuł, nie jest w stanie sam utrzymać wartość swojej złotej monety w starciu z zalewem podrabianych miedziaków. Jeśli zaczniemy akceptować fałszywe monety, damy się podzielić i skłócić, nasz przyszłość będzie niepewna. W duchu naszych czasów: 'I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać' (Mk 3,25).

 

1 komentarz do wpisu “RzOPA plus czyli to nie jest gra o punkty”

Możliwość komentowania jest wyłączona.