Nie słowa, a czyny

Dziś tylko krótko, bo przecież czyny znaczą więcej niż słowa. Senat Uniwersytetu Wrocławskiego na posiedzeniu 24 lutego przyjął uchwałę wspierającą stanowisko KRASP w sprawie unieważnienia nowej listy ministerialnej czasopism, apelując do ministra Przemysława Czarnka o podjęcie tej decyzji. W tym samym dniu podobną uchwałę podjął Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wiem, że do dyskusji przygotowują się także senaty innych, kluczowych uniwersytetów. Wiem także, że władze i senaty niektórych dużych uczelni wycofały się z wystąpienia w tej sprawie. To źle, bo ta gra nie toczy się o punkty. To nie jest – jak usłyszałem – 'zmartwienie humanistów'. To kwestia odpowiedzialności, uczciwości i zdefiniowania roli nauki dla społeczeństwa, dla Rzeczpospolitej. Stąd – nie słowa, a czyny. Nie chowanie się za kimś, a głośne zdanie własne. I tyle.

Najbardziej cieszy mnie rozpoczęcie szczepień. Mam nadzieję, że w ciągu przyszłego tygodnia uda się zaszczepić wszystkich chętnych nauczycieli i doktorantów naszego Uniwersytetu. Ale nadal czekam na decyzję o szczepieniu pracowników administracji. To oni są od początku epidemii na pierwszej linii. To oni zapewniają funkcjonowanie Uniwersytetu pracując stacjonarnie. To oni będą się stykać ze studentami od początku września. Będziemy cały czas o to prosić naszego Ministra i Ministerstwo Zdrowia – bez zaszczepienia administracji nie ma szans na przywrócenie stabilnej pracy stacjonarnej ze studentami.

Czytaj dalejNie słowa, a czyny

RzOPA plus czyli to nie jest gra o punkty

W piątek 19 lutego, w Dzień Nauki, MEiN ogłosiło zmianę do zmiany wykazu czasopism naukowych. Po raz kolejny podniesiono wartości czasopism wydawanych w polskich ośrodkach naukowych, kolejny raz wbrew obowiązującemu prawu (bez konsultacji KEN, bez odniesienia do siły oddziaływania naukowego). Niektóre z tych zmian są po prostu szokujące. Wartość artykułu zamieszczonego w Białostockich Studiach Prawniczych podniesiono z 20 punktów do 100 punktów. Wartość artykułu w Biblical Annals, piśmie KUL, podniesiono z 70 punktów do 100 punktów. Na liście znalazło się także nowe czasopismo, w którym za publikację autor otrzyma 40 punktów. To Glaukopis, pismo historyków odrzucających poprawność polityczną i metodologiczną, dla prześledzenia zawartości chętnych zapraszam do zajrzenia na stronę czasopisma. Ciekawych w skrócie profilu tego narodowego z treści czasopisma zachęcam do zajrzenia tutaj. Zmiany dotknęły także – choć w mniejszym zakresie – biologów, informatyków, geografów… Wszystko to po licznych głosach protestu, czasami zbyt słabych i zniuansowanych, ze strony naszego środowiska. Tak, jak pisałem w ubiegłym tygodniu – lista czasopism straciła wartość merytorycznego miernika jakości publikowanych artykułów. Dzieje się to ze szkodą dla tych redakcji, które faktycznie dbały o jakość swoich czasopism, rozwijały praktyki wydawnicze i dążyły do zbudowania solidnych marek swoich pism. Zapewne niedługo zostanie też ogłoszona nowa lista wydawnictw i mam przeczucie graniczące z pewnością, że zobaczymy na niej zmiany, które mogą nas zadziwić co najmniej w równym stopniu. Minister zapowiedział także zmiany w Narodowym Programie Rozwoju Humanistyki. Już od jakiegoś czasu program coraz mniej rozwijał innowacyjność w humanistyce, nastawiając się na wspieranie tłumaczeń i prac dokumentacyjnych. Teraz zmiana się pogłębi – ma finansować badania odkrywające prawdę o Polsce i Polakach. Pozwolę sobie zacytować pana Ministra

Nam brakuje poważnych projektów historycznych, które odkrywałyby prawdę o Polsce, o Polakach, o tym, ilu Polaków i za jaką cenę uratowało Żydów w czasie II wojny światowej, że najwięcej Polaków jest wśród Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, o tym jaki miał wpływ Kościół katolicki w okresie 123 lat zaborów na utrzymanie polskości, o tym, jak to się stało, że po ’89 r. Polska najwolniej wychodziła z komunizmu i stała się krajem postkomunistycznym na wiele lat, co było ze szkodą dla naszego państwa – powiedział.

Pisałem o tym w zeszłym tygodniu – nauki nie da się zadekretować. Dla tego, kto poznał smak prawdziwych badań, radości dyskutowania w skali globalnej z najważniejszymi i najbardziej błyskotliwymi umysłami świata nauki te decyzje, oświadczenia są niezrozumiałe. Wywodzą się z innej hierarchii wartości, w której prawda jest pojęciem czysto instrumentalnym. Obecne działania MEiN są ucieleśnieniem relatywizmu (prawdą jest to, co wspiera nasze cele polityczne) i pragmatyzmu (korzystając z prestiżu nauki budujemy system wspierający naszą opcję polityczną). Jeśli – czego się obawiam – zmiany będą dalej szły w tym samym kierunku, zamiast systemu nauki i szkolnictwa wyższego będziemy mieli system Rządowych Ośrodków Prestiżu Akademickiego plus (bo ten znak obecne władze bardzo cenią). Przedsmakiem może być powołanie rządowego instytutu zajmującego się wydawaniem publikacji naukowych – Instytutu De Republica. Taka działalność jest szkodliwa nie tylko dla nauki i edukacji, jest zabójcza dla przyszłości Rzeczpospolitej. Chyba najlepszą ilustracją jej skutków może być zmiana przekazu dotyczącego zaangażowania Polski w walce z epidemią. Po krótkim okresie wspierania realnych badań mikrobiologów i biotechnologów mieliśmy artykuły zapowiadające produkcję taniej szczepionki o polskich korzeniach, ale zaangażowanie państwa w ten proces – kosztowny i długotrwały – nie jest znane. Stworzenie nowego leku, jego przetestowanie i wprowadzenie na rynek przerasta – obawiam się – możliwości rządów państw innych, niż totalitarne. Dlatego zajmują się tym międzynarodowe konsorcja i korporacje. Dziś rząd chwali się już tylko rozmowami w sprawie budowania rozlewni szczepionek. Ale i tu nie mamy pewności, czy podołamy finansowo, by utrzymać odpowiednio zaawansowane linie produkcyjne. Nauka wymaga międzynarodowego ekosystemu, sieci powiązań, w których pozycja opiera się na znaczeniu intelektualnym i możliwościach finansowo-infrastrukturalnych ośrodków w skali świata. Lokalne działania, bez klarownej wizji cywilizacyjnych priorytetów nie przyniosą wiele więcej, niż kolejną linię rozlewni.

Co tracimy w toku zachodzących zmian? Krytycy poprzednich reform z pewną Schadenfreude wskazują, że przecież listy czasopism i wydawnictw były niedoskonałe, że proces ewaluacji nauk humanistycznych był oderwany od ich specyfiki, że zaniedbano kulturotwórczą rolę szkolnictwa wyższego. I jest to prawda i wina poprzedniej ekipy, że lekceważyła wiele problemów wierząc, że prezentowana przez nią wizja zmian zwycięży bez szansy na powrót do przeszłości. Który dziś obserwujemy. Ale to trzeba sobie uświadomić – co stracimy, do czego wrócimy? Kto jeszcze pamięta programy resortowe PRL-u, które 'załatwiało się' przy pomocy 'wejść' w ministerstwach i strukturach Partii? Kto pamięta brak środków na projekty badawcze i dzielenie niemal wszystkich środków 'po uważaniu', ze względu na osobiste sympatie lub polityczne kalkulacje lokalnych graczy akademickich i ministerialnych? Ba, czy zapomnieliśmy rozstrzygnięcia KBNu w pierwszych staraniach o granty? Kompletnie nietransparentne, często osadzone na prywatnych relacjach i oderwane od merytorycznej wartości aplikacji? Czy naprawdę już zapomnieliśmy, że pieniądze na utrzymanie uczelni można dzielić wyłącznie przez pryzmat liczby studentów? A ocenę jednostek prowadzić w oparciu o liczbę publikacji? Przez ostatnie kilkanaście lat ogromnym wysiłkiem i z zaangażowaniem wielu osób – nie bez błędów i wypaczeń, bo rękami człowieka – próbowano zmienić kulturę pracy akademickiej. Wszyscy razem staraliśmy się modernizować nasze spojrzenie na obowiązki akademików, podnieść prestiż jakości pracy i zaangażowania na rzecz budowania i umacniania miejsca polskich naukowców i ich badań w świecie. Krok za krokiem, mimo niedofinansowania i stałej niepewności budowaliśmy prestiż Rzeczpospolitej w przestrzeni skrajnie wysokiej konkurencji. Agencje grantowe, szczególnie NCN, wypracowywały standardy oceny wniosków pozwalające mieć nadzieję, że środki wesprą projekty i badaczy dających szansę na rozwój nauki światowej i włączanie jej przekazu do kultury współczesnej Polski. Raz jeszcze – przy wszystkich błędach – celem była wartość merytoryczna, niezależność nauki, budowanie nowoczesnego, silnego i dumnego społeczeństwa zakorzenionego w światowym kontekście przemian cywilizacyjnych i kulturowych.

O to wszystko dziś toczy się gra. Nie o punkty i nawet nie o to, kto i jakie kategorie dostanie – choć jest to istotny element układanki finansowej. Dziś gra idzie o pryncypia i o przyszłość – nie nauki w Polsce, ale Polski i jej miejsca w świecie.

Działamy dalej, nie zmieniamy naszej drogi. Uniwersytet Wrocławski tworzy naukę, nie punkty, jej wartość będzie przekazywał studentom i doktorantom, jej znaczenie będziemy komunikować naszemu otoczeniu.

  • w poniedziałek rozmawialiśmy oczywiście o procesie rejestracji osób na szczepienia (także w ramach KRUWiO), ale w zespole rektorskim także o przyśpieszeniu prac – mocno już zaawansowanych – nad wytycznymi dotyczącymi warunków awansu zawodowego w trzech ścieżkach: badawczej, badawczo-dydaktycznej i dydaktycznej. Chcielibyśmy możliwie szybko uporządkować i odblokować zasady awansu w tych kategoriach przy założeniu, że podstawową formą zatrudnienia na Uniwersytecie będzie etat badawczo-dydaktyczny. Uniwersytet jest bowiem jednostką odpowiedzialną za prowadzenie badań i jednoczesne kształcenie w zakresie rezultatów tych badań elit zawodowych i intelektualnych
  • we wtorek z drem Helmutem Schoepsem, prezesem Polsko-Niemieckiego Towarzystwa Uniwersytetu Wrocławskiego rozmawiałem o możliwości spotkania członków Towarzystwa we Wrocławiu. Raczej nie szybko, ale mam nadzieję, że w tym roku uda nam się spotkać. Uniwersytet potrzebuje silnego zakorzenienia w środowisku absolwentów;
  • w środę miało miejsce posiedzenie Konwentu rozpatrującego wnioski o skierowanie do procedowania postępowań o tytuł doktora honoris causa naszego Uniwersytetu. Mam nadzieję, że wkrótce ich grono powiększy się o kolejne, ważne dla nauki i kultury osoby;
  • w trakcie posiedzenia kolegium rektorsko-dziekańskiego rozmawialiśmy między innymi o procedurze i finansowych uwarunkowaniach oceny śródokresowej w Szkole Doktorskiej. Niedługo powinniśmy mieć przygotowany przez stosowany zespół pracujący pod opieką p. prorektor prof. Gabrieli Bugli-Płoskońskiej projekt regulacji w tym zakresie;
  • w piątek rozmawiałem z p. dr hab. Lucyną Harc, zastępcą dyrektora Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych o konsekwencjach ewentualnego przejścia Uniwersytetu na obieg elektroniczny dokumentów jako podstawowy dla nas. W naszym przypadku wiąże się to z bardzo kosztownymi inwestycjami sprzętowymi i musimy ten krok dobrze przemyśleć i zabezpieczyć finansowo;
  • zakończenie procesu rejestracji na szczepienia – nie bez zaskoczenia. W trakcie posiedzenia ministerialnego zespołu podniesiono, że Uniwersytet Wrocławski chce zarejestrować laborantów wspierających prowadzenie zajęć. Zostaliśmy za to zganieni i poinformowani, że mamy zaprzestać takich prób, bo łamiemy w ten sposób prawo. W rezultacie zgodnie z prawem zarejestrowaliśmy pracowników kontraktowych, którzy zdalnie prowadzili zajęcia w semestrze zimowym, nie zarejestrowaliśmy natomiast naszych pracowników etatowych, którzy w semestrze zimowym przygotowywali i pomagali w kontakcie ze studentami prowadzić zajęcia eksperymentalne. I będą to robić w semestrze letnim. Jest mi z tego powodu bardzo przykro, bo logika tego zakazu, wywołanego interwencją przedstawicieli innych uczelni, jest mi kompletnie obca. Rzekome łamanie prawa miałoby dotyczyć… 60 pracowników. A zgodnie z tym prawem zarejestrowaliśmy 1940 osób.

 

Przed nami długa droga. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, byśmy z niej nie zboczyli, by Uniwersytet Wrocławski był synonimem merytoryczności i odpowiedzialności. Wiem, co możemy utracić. Tym mocniej będę zachęcał – współpracujmy, trzymajmy się razem, bo nikt, choćby nie wiem jak silnym się czuł, nie jest w stanie sam utrzymać wartość swojej złotej monety w starciu z zalewem podrabianych miedziaków. Jeśli zaczniemy akceptować fałszywe monety, damy się podzielić i skłócić, nasz przyszłość będzie niepewna. W duchu naszych czasów: 'I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać' (Mk 3,25).

 

Troska o rozum, troska o wartości

Klasyk mojej młodości, dziś już kultowy zespół Dezerter, w jednej z piosenek na wydanej w tym roku płycie stwierdza – przegrywamy bitwę o rozum. Nie jestem takim pesymistą, ale to prawda, że miniony tydzień dał nam wiele powodów by wyrażać lęki i frustrację spowodowane bezsilnością wobec działań nie mieszczących się w świecie wartości akademickich. Od razu też powiem – jakakolwiek lista i jakiekolwiek punkty nie zostałyby przez kogokolwiek opublikowane i nadane, nie zmieniam zdania wyrażonego w tym miejscu w ubiegłym tygodniu: nasz Uniwersytet musi być miejscem doskonałości naukowej o wymiarze ponadnarodowym, gdzie tylko to możliwe – światowym. Z niej musimy czerpać inspirację do działań dydaktycznych i wspierających otoczenie. To jest nasza droga, droga rozumu, dla którego polityczne granice są tylko zjawiskiem historycznym, bo naszą wspólnotę definiuje wielka rodzina człowieczeństwa.

W trakcie ostatniego lajfu padło jednak bardzo ważne pytanie – wobec zmian w punktacji listy czasopism, jak mają się zachowywać badacze z nauk humanistycznych i społecznych? To pytanie ważkie, bo nowa lista ministerialna czasopism 'punktowanych' w chwili obecnej dla tych dwóch dziedzin nauki straciła jasny związek między przyznawanymi punktami a jakością czasopism i ich oddziaływaniem na świat nauki. Dziś wyraża raczej bardzo niejasną mieszankę bliżej nieokreślonych kryteriów jakościowych i woli urzędników Ministerstwa. Jako w chwili obecnej pełniącemu urząd rektora powinno mi zależeć przede wszystkim na punktach uzyskiwanych przez pracowników za ich publikacje. Bo tak, to prawda, że one będą wyznaczać w nieodległej przyszłości kategorie naukowe naszych dyscyplin, a to – poziom dofinansowania Uniwersytetu i uprawnienia do nadawania stopni naukowych. Po pierwsze jednak, jeśli MEiN nie zmieni ustawy i rozporządzenia ewaluacyjnego, to ważność listy ogranicza się do roku, w którym została ona ogłoszona. To ogranicza nieco szkodliwość całego przedsięwzięcia. Po drugie jednak – a to jest najważniejsze – nauka to drive, to pragnienie i radość analizowania i kreowania, to nieustanne pragnienia przekraczania horyzontów, to poczucie pokory i energii płynących z obcowania z największymi umysłami ludzkości. Naprawdę, lista? Jeśli chcemy budować Uniwersytet naszych marzeń dla naszego otoczenia, dla naszych dzieci, wnuków, przyszłych pokoleń – a na co innego mielibyśmy tracić nasze życie, krótkie i wątle w chaosie tego świata? – to chwilowe wahnięcia polityk lokalnych nie mogą nas zniechęcać.

Co jest bowiem sednem wartości kierujących naszym działaniem? Przecież nie przekonanie, że ten czy inny rząd jest najlepszy na świecie i jego decyzje są nieomylne. Kierujemy się wiarą, czasami nieuświadomioną, że istnieje wąski zbiór stanów nas samych wobec świata i w relacjach społecznych, które nie wymagają uzasadnień, bowiem tworzą najwyższą jakość osiągalną tu i teraz przez człowieka. Uczciwość, prawość, otwartość, a w nawiązaniu do dzisiejszego dnia – miłość – nie wymagają pieczęci zgodności ze standardami tej czy innej władzy. Są lub ich nie ma w nas i w naszych relacjach z innymi. Dla świata nauki taką wartością jest bezwzględne dążenie do prawdy i otwartość, a jednocześnie świadomość odpowiedzialności za nasze otoczenie wynikające ze wsparcia, jakie nam ono udzieliło w naszej drodze do prawdy. To z nich wynikają wszystkie standardy zachowania naukowego. Lista? Jest i przeminie. Musimy sprostać wymogom naszych benefaktorów, ale to, co stabilne – to prowadzenie najwyższej jakości badań i publikowanie ich tam, gdzie wzbudzą one najwyższej jakości dyskusję. To buduje nasz autorytet – niezależność od zmiennych wiatrów i pewność, że właśnie tu, na Uniwersytecie można się znaleźć najbliżej wartości. Najbliżej prawdy.

Zatem – jak publikować? Czy pracując ciężko dla prawdy nie stajemy się 'frajerami' – nawiązując do opinii głośnio już wyrażanych – w świecie tych, którzy ciężko pracują w otoczeniu polityków? No cóż, różnorodność świata oznacza, że dla wielu możemy nimi być. Ale ważne jest to, jak my się postrzegamy w relacji do naszych wartości? Ja sam udzieliłem sobie dawno temu na to odpowiedzi. Jestem pewien, że mój Uniwersytet także. I choćby nie wiem jak się Babilon nadął – jest tylko chwilą, jest tylko pyłem, który rozwieje wiatr.

A poza tym

  • w poniedziałek rozmawialiśmy o Biurze Obsługi Projektów, mapowaniu procesów i przyszłej ich optymalizacji. Krok za krokiem zmierzamy ku uproszczeniom;
  • w środę spotkanie z prof. dr hab. Marcinem Cieńskim w sprawie zadań i terminów zespołu rektorskiego ds podziału subwencji między wydziały. Temat gorący, ale w bieżącej sytuacji Uniwersytetu margines na zmiany zasad przedstawionych w prowizorium jest niezbyt duży. Warto dyskutować, ale zawsze w ścisłym związku z realiami ekonomicznymi i dążeniem do wsparcia rozwoju całego Uniwersytetu;
  • spotkanie z interdyscyplinarnym zespołem, którego celem jest zaproponowanie kluczowych, bardzo praktycznych działań w ramach 'zielonej polityki' Uniwersytetu. Działamy razem i mam nadzieję, że niedługo będziemy mogli omawiać zarówno ogólne założenia, jak i szczegóły działań;
  • w czwartek spotkanie z p. Marcinem Makowskim, kierownikiem Biura Zamówień Publicznych w sprawie uproszczeń w procedurach zakupowych. Ciężki temat, bo nowa ustawa Prawo o Zamówieniach Publicznych nie dość, że centralizuje całość procesów zakupowych w stopniu, który uniemożliwia działanie Uniwersytetu, to dodatkowo wprowadza nowe procedury i obowiązek korzystania z nowych narzędzi przy przygotowywaniu zamówień. Pomimo to musimy zrobić w krótkim czasie jak najwięcej, by wymogi prawa jeśli już nam nie ułatwiają życia, to przynajmniej nie doprowadziły do zatrzymania badań i dydaktyki. Damy radę, choć nie mam wątpliwości, że wcześniej czeka nas dużo rozmów. Pamiętajmy, że spełnianie – lub nie – warunków poprawności zamówień publicznych to stały elementy kontroli naszych finansów i potencjalne źródło dotkliwych kar. Stąd musimy działać ostrożnie, ale zawsze z myślą o nadrzędnym interesie społecznym – rozwoju Uniwersytetu;
  • a w południe Minister ogłosił, że i owszem, wbrew powtarzanym wcześniej deklaracjom ministerialnym, rektorzy mają zebrać deklaracje pracownicze i zgłaszać nauczycieli akademickich i doktorantów prowadzących zajęcia, a liczących sobie do 65 lat do szczepień przeciw COVID-19. Szczegóły procesu mają wyjaśnić się jutro. Na razie udało nam się w piątek uruchomić rejestrację chętnych – serdecznie zachęcam – a w poniedziałek czeka nas weryfikacja listy i rozpoczęcie zgłaszania. Ufff;
  • piątek, poza organizowaniem procesu rejestracji i przygotowaniem do zgłaszania chętnych, rozmawialiśmy między innymi o trudnej sytuacji Fundacji dla Uniwersytetu Wrocławskiego. Jej sytuacja materialna jest ciężka, a Uniwersytet nie jest jej założycielem i nie ma narzędzi dla jej wsparcia. Szukamy rozwiązania tej sytuacji;
  • no i lista czasopism punktowanych ogłoszona przez MEiN. Gratuluję wszystkim redakcjom z Uniwersytetu, w pismach których autorzy publikując będą otrzymywać więcej punktów, niż miało to miejsce dotychczas. Szkoda, że tą radość mącą wątpliwości co do profesjonalnego i zgodnego z prawem podejścia do jej układania. Ale mam nadzieję, że te problemy rozwiążą się w kierunku transparencji i wartościowania czasopism wyłącznie w kontekście ich jakości i miejsca w nauce – światowej.

Życzę nam wszystkim, by kolejny tydzień był przede wszystkim pełen spokoju i radości z prowadzenia badań i przygotowania nowych prac naukowych. A dla studentów – spokojnego składania kolejnych egzaminów. Zawsze powtarzam, że podczas dobrego egzaminu można się wiele nauczyć – także o sobie. I tak traktuję ostatnie miesiące – to bardzo ciekawy egzamin!

I w kryzysie – nie damysię!

Coraz częściej słychać, że nasze Ministerstwo szykuje zmianę podejścia do działalności szkolnictwa wyższego w Polsce. Że ścierają się frakcje, zwolennicy działań poprzedniego Ministra starają się utrzymać projakościowy kształt zarządzania systemem, przeciwnicy dążą do głębokich korekt. Dotyczy to przede wszystkim podejścia do celów funkcjonowania szkolnictwa wyższego i nauki jako systemu. Nowa narracja ma podkreślać znaczenie uczelni w mniejszych ośrodkach kosztem uczelni  metropolitalnych, negować rolę konkursowego rozdzielania środków według kryteriów jakościowych na rzecz centralnego podziału zgodnie z celami określanymi przez Ministra, wreszcie wyraźnie rozdzielone mają być cele nauk humanistycznych i społecznych oraz ścisłych oraz o życiu i ziemi. Te pierwsze mają służyć budowaniu przede wszystkim polskiej kultury i przez ten pryzmat, według kryteriów określanych przez władze mają być wspierane i oceniane. Te drugie mogą w większym zakresie pozostać w łączności ze światem zewnętrznym, ale przede wszystkim po to, by wspierać polską gospodarkę – według kryteriów określanych przez władze państwowe. Patrzę na to ze spokojem, bo przecież nie pierwszy to zwrot, który w zarządzaniu systemem mielibyśmy przeżyć. Tak, te idee są mi obce i uważam je w tym kształcie za szkodliwe dla naszej nauki, kultury i rozwoju społeczeństwa. Z pewnością stoją w sprzeczności z budowaniem społeczeństwa nowoczesnego, nie lękającego się przyszłości, lecz śmiało włączającego się w jego budowanie. Bezpiecznego dzięki zakorzenieniu we wspólnocie wiedzy – bo kontrybuującego w rozwiązywanie kluczowych problemów współczesności na skalę globalną. Takim chciałbym widzieć nasz Uniwersytet, o taki się staram – otwarty, elastyczny, wspierający, skupiony na przyszłości i dla niej budujący teraźniejszość.

Cóż więc zrobimy, jeśli nasz Minister będzie chciał innego Uniwersytetu? Jeśli będzie odmawiał nam środków na inwestycje, zamrozi wysokość subwencji, zmniejszy środki na finansowanie badań? A co, jeśli ponownie większość środków będzie zależna od liczby studentów, a zmniejszone zostaną znaczenie jakości badań, umiędzynarodowienia, środków pozyskiwanych w konkursach? Czy widząc taką możliwość na horyzoncie warto inwestować w uniwersytet badawczy? Otóż zdecydowanie – tak! Warto, bo im silniejsi jesteśmy naukowo w skali międzynarodowej, im więcej mamy silnych relacji, w których odgrywamy rolę współtwórców trudnych do zastąpienia, im więcej mamy zagranicznych środków projektowych, współprac i wymian badawczych i dydaktycznych, tym szerszy jest nasz margines wolności, autonomii. Tym silniejsza nasza pozycja negocjacyjna i tym większa szansa na uszanowanie naszej wolności, naszego wyboru poszukiwania prawdy. Dlatego musimy udoskonalać nasze umiejętności współpracy międzynarodowej i pozyskiwania grantów. W tym celu konstruujemy Biuro Obsługi Projektów, które oprócz ułatwień dla grantobiorców projektów krajowych ma się skoncentrować na zwiększeniu liczby pozyskiwanych przez nas grantów międzynarodowych. Mimo pandemii staramy się rozwijać kontakty z akademickimi ośrodkami niemieckimi, zwłaszcza z sąsiedniej Saksonii. To nasi naturalni partnerzy. Nie zaniedbujemy partnerów naszych starań w konkursie na uniwersytet europejski i realizujemy z nimi już dwa nowe projekty dydaktyczne. Wykorzystujemy czas, by rozbudowywać dostęp pracowników i studentów do najnowszej literatury światowej. Szykujemy jakościowe zmiany w organizacji Szkoły Doktorskiej i w procesie kształcenia studentów. Co uda nam się zbudować teraz – będzie naszym kapitałem także w trudnych czasach.

Jednocześnie – co oczywiste – musimy zachować elastyczność organizacyjną i dbać o długofalową stabilność naszej sytuacji materialnej. Do znudzenia będę powtarzał – nie możemy powtarzać błędów, nie możemy uzależniać stabilności budżetu od sprzedaży nieruchomości uniwersyteckich. Musimy przywrócić równowagę w budżecie uczelni. Bez tego nie mamy szans nie tylko na rozwój, ale na utrzymanie tego marginesu wolności, jaki budujemy jakością naszej dydaktyki i naszych badań. Mając stabilny, zrównoważony budżet będziemy mogli myśleć o zmianach taktycznych – zwiększać lub zmniejszać liczbę studentów, ale zawsze z myślą o wartościach niezależnych od krótkookresowych celów. Musimy też starać się przesuwać środki na inwestycje jakościowo zmieniające warunki pracy naukowej i dydaktycznej. Bez tego nie sprostamy konkurencji w obu obszarach – i w nauce i w dydaktyce. Bo zmian pewnie przed nami jeszcze wiele, ale dopóki jasno widzimy i wspólnie deklarujemy, że chcemy Uniwersytetu opartego o międzynarodowe, wysokiej jakości badania i taką samą dydaktykę, ściśle związaną z badaniami – nic nam nie grozi. Dopóki działamy razem, dopóki nie damy się podzielić walcząc o krótkotrwałe, partykularne korzyści – dopóty mamy realną możliwość stale się rozwijać w wybranym przez nas, a nie przez chwilowych zarządców, kierunku. Wiem, że nasz potencjał znacząco przekracza sposób, w jaki był dotychczas wykorzystywany. Dlatego musimy głośno mówić – my, Uniwersytet, działamy razem dla całego otoczenia. Studenci i pracownicy, zawsze razem. Bez nas nie byłoby i nie będzie tego energetycznego, pełnego radości i energii Wrocławia. Nie będzie też miejsca dla spotkań z przyszłością i dla otwarcia na świat – cały, bez wyjątków. Jest o co walczyć.

Tydzień minął szybko. Jak zawsze – za szybko

  • poniedziałek wśród spraw różnych przede wszystkim zabezpieczenie ewaluacji i elastyczności w obliczu możliwych zmian jej zasad, ale też kwestia przygotowania dokumentów kończących proces zmian w systemie wynagradzania (nowe zarządzenia dotyczące nagród i premii projektowych, do konsultacji ze związkami zawodowymi);
  • wtorek, spotkanie z prof. Krzysztofem Stefaniakiem, dziekanem WNB, dr hab. Marcinem Kadejem, prof. UWr i Tomaszem Sikorą w sprawie możliwego zaangażowania w inicjatywy popularnonaukowe wzdłuż Odry… bo działamy nie tylko na Dolnym Śląsku!;
  • rozmowa z dziekanem WFil, prof. Arkadiuszem Lewickim o budżecie wydziału. Bardzo skomplikowana sytuacja, ale razem na pewno uda nam się poprawić sytuację i przede wszystkim zabezpieczyć przyszłość badań i dydaktyki prowadzonych na wydziale;
  • rozmowa z Dyrektor Finansową, Anetą Kędzierską i Główną Księgową, Anną Wieczorkowską w sprawie możliwości inwestycyjnych. Jest oczywiste, że dziś nie stać nas na samodzielne inwestycje w skali, która jest nam niezbędna. Ale walczymy o zabezpieczenie wkładu własnego. Nie wygląda to najlepiej – ale walczymy;
  • udział w wystawie plenerowej projektu studentów z kierunku Historia w przestrzeni publicznej / Public history. Corocznie, dzięki współpracy Instytutu Historycznego i Centrum Historii Zajezdnia studenci sami, pod kierunkiem dra hab. Wojciecha Kucharskiego przygotowują wystawy, które są prezentowane następnie na Rynku. Tym razem – o katastrofach we Wrocławiu…;
  • środa – spotkanie z prof. Marcinem Marszałem i dr Katarzyną Uczkiewicz w sprawie rozwijania naszej współpracy z Uniwersytetem Iwana Franki we Lwowie. To nie tylko nasze historyczne związki, ale też realne korzyści naukowe i dydaktyczne. Wreszcie, to nasze zobowiązanie do bycia pomostem między kulturami dla wszystkich zaangażowanych stron;
  • rozmowa z Dyrektor Generalną Barbarą Starnawską o planie remontów i inwestycji – cały czas przycinamy i dopasowujemy do potrzeb i możliwości. Nie jest lekko;
  • otwarcie wystawy dokumentującej życie patrona naszego Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im Willy Brandta. Wspaniała postać, człowiek wierzący w możliwość porozumienia ponad różnicami, wartość rozmowy i kompromisu. Polecam zapoznanie się z wystawą w Centrum;
  • czwartek spotkanie z dziekanem WPAiE Karolem Kiczką w sprawie budżetu Wydziału i możliwości jego równoważenia bez strat dla pracowników. Krok za krokiem, choć tu nie ma prostych i szybkich rozwiązań;
  • Komisja Nauki KRUP – przede wszystkim o ministerialnym projekcie oceny szkół doktorskich. Bardzo wyraźnie z niego wynika, jak głębokiej różnicy w stosunku do studiów doktoranckich oczekuje od nas Ministerstwo. To tylko zachęca nas do podążania w kierunku dalszego wspierania wzrostu jakości badań naszych doktorantów;
  • piątek – spotkanie robocze dotyczące kolejnego etapu przygotowań do wdrożenia Biura Obsługi Projektów – ma być prościej przede wszystkim dla kierowników projektów. To oznaczać może ich większą odpowiedzialność, ale w zamian należy ich wesprzeć w sprawach administracyjnych. Musi być szybciej, sprawniej, z mniejszą liczbą pieczątek, większym wsparciem Uniwersytetu.
  • publikacja ogłoszenia o konkursie na operatora naszych Pracowniczych Planów Kapitałowych. Już niedługo ruszy akcja informacyjna w tej sprawie;
  • otwarcie konkursu na Inkubatory Doskonałości Naukowej w ramach projektu IDUB. To bardzo ważny konkurs, bo jego zadaniem jest wyłonienie zespołów, które wesprą umiędzynarodowienie badań i zwiększą aktywność w pozyskiwaniu dofinansowania projektów z środków zewnętrznych w dyscyplinach, które mają z tym pewne kłopoty. Bo musimy rozwijać się razem, w sposób zrównoważony.

Wiele różnych działań cały czas się kłębi gdzieś tuż, tuż. To dobrze, bo mimo pandemii czuć energię i chęć do działania. Razem damy radę. Dlatego dziś odwiedziłem rodzinnie zaprzyjaźnione Centrum Historii Zajezdnia. Trzeba wspierać muzea, pokazywać nasz nierozerwalny związek z szerzeniem kultury, dla mnie tej szczególnie ważnej – historycznej. Ale zachęcam wszystkich: wspierajmy kulturę, chodźmy do muzeów, do teatrów – póki można i zawsze ostrożnie. Bez człowieka uczestniczącego kultura więdnie i kostnieje. A my mamy energię, by ją rozwijać!