RzOPA plus czyli to nie jest gra o punkty

W piątek 19 lutego, w Dzień Nauki, MEiN ogłosiło zmianę do zmiany wykazu czasopism naukowych. Po raz kolejny podniesiono wartości czasopism wydawanych w polskich ośrodkach naukowych, kolejny raz wbrew obowiązującemu prawu (bez konsultacji KEN, bez odniesienia do siły oddziaływania naukowego). Niektóre z tych zmian są po prostu szokujące. Wartość artykułu zamieszczonego w Białostockich Studiach Prawniczych podniesiono z 20 punktów do 100 punktów. Wartość artykułu w Biblical Annals, piśmie KUL, podniesiono z 70 punktów do 100 punktów. Na liście znalazło się także nowe czasopismo, w którym za publikację autor otrzyma 40 punktów. To Glaukopis, pismo historyków odrzucających poprawność polityczną i metodologiczną, dla prześledzenia zawartości chętnych zapraszam do zajrzenia na stronę czasopisma. Ciekawych w skrócie profilu tego narodowego z treści czasopisma zachęcam do zajrzenia tutaj. Zmiany dotknęły także – choć w mniejszym zakresie – biologów, informatyków, geografów… Wszystko to po licznych głosach protestu, czasami zbyt słabych i zniuansowanych, ze strony naszego środowiska. Tak, jak pisałem w ubiegłym tygodniu – lista czasopism straciła wartość merytorycznego miernika jakości publikowanych artykułów. Dzieje się to ze szkodą dla tych redakcji, które faktycznie dbały o jakość swoich czasopism, rozwijały praktyki wydawnicze i dążyły do zbudowania solidnych marek swoich pism. Zapewne niedługo zostanie też ogłoszona nowa lista wydawnictw i mam przeczucie graniczące z pewnością, że zobaczymy na niej zmiany, które mogą nas zadziwić co najmniej w równym stopniu. Minister zapowiedział także zmiany w Narodowym Programie Rozwoju Humanistyki. Już od jakiegoś czasu program coraz mniej rozwijał innowacyjność w humanistyce, nastawiając się na wspieranie tłumaczeń i prac dokumentacyjnych. Teraz zmiana się pogłębi – ma finansować badania odkrywające prawdę o Polsce i Polakach. Pozwolę sobie zacytować pana Ministra

Nam brakuje poważnych projektów historycznych, które odkrywałyby prawdę o Polsce, o Polakach, o tym, ilu Polaków i za jaką cenę uratowało Żydów w czasie II wojny światowej, że najwięcej Polaków jest wśród Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, o tym jaki miał wpływ Kościół katolicki w okresie 123 lat zaborów na utrzymanie polskości, o tym, jak to się stało, że po ’89 r. Polska najwolniej wychodziła z komunizmu i stała się krajem postkomunistycznym na wiele lat, co było ze szkodą dla naszego państwa – powiedział.

Pisałem o tym w zeszłym tygodniu – nauki nie da się zadekretować. Dla tego, kto poznał smak prawdziwych badań, radości dyskutowania w skali globalnej z najważniejszymi i najbardziej błyskotliwymi umysłami świata nauki te decyzje, oświadczenia są niezrozumiałe. Wywodzą się z innej hierarchii wartości, w której prawda jest pojęciem czysto instrumentalnym. Obecne działania MEiN są ucieleśnieniem relatywizmu (prawdą jest to, co wspiera nasze cele polityczne) i pragmatyzmu (korzystając z prestiżu nauki budujemy system wspierający naszą opcję polityczną). Jeśli – czego się obawiam – zmiany będą dalej szły w tym samym kierunku, zamiast systemu nauki i szkolnictwa wyższego będziemy mieli system Rządowych Ośrodków Prestiżu Akademickiego plus (bo ten znak obecne władze bardzo cenią). Przedsmakiem może być powołanie rządowego instytutu zajmującego się wydawaniem publikacji naukowych – Instytutu De Republica. Taka działalność jest szkodliwa nie tylko dla nauki i edukacji, jest zabójcza dla przyszłości Rzeczpospolitej. Chyba najlepszą ilustracją jej skutków może być zmiana przekazu dotyczącego zaangażowania Polski w walce z epidemią. Po krótkim okresie wspierania realnych badań mikrobiologów i biotechnologów mieliśmy artykuły zapowiadające produkcję taniej szczepionki o polskich korzeniach, ale zaangażowanie państwa w ten proces – kosztowny i długotrwały – nie jest znane. Stworzenie nowego leku, jego przetestowanie i wprowadzenie na rynek przerasta – obawiam się – możliwości rządów państw innych, niż totalitarne. Dlatego zajmują się tym międzynarodowe konsorcja i korporacje. Dziś rząd chwali się już tylko rozmowami w sprawie budowania rozlewni szczepionek. Ale i tu nie mamy pewności, czy podołamy finansowo, by utrzymać odpowiednio zaawansowane linie produkcyjne. Nauka wymaga międzynarodowego ekosystemu, sieci powiązań, w których pozycja opiera się na znaczeniu intelektualnym i możliwościach finansowo-infrastrukturalnych ośrodków w skali świata. Lokalne działania, bez klarownej wizji cywilizacyjnych priorytetów nie przyniosą wiele więcej, niż kolejną linię rozlewni.

Co tracimy w toku zachodzących zmian? Krytycy poprzednich reform z pewną Schadenfreude wskazują, że przecież listy czasopism i wydawnictw były niedoskonałe, że proces ewaluacji nauk humanistycznych był oderwany od ich specyfiki, że zaniedbano kulturotwórczą rolę szkolnictwa wyższego. I jest to prawda i wina poprzedniej ekipy, że lekceważyła wiele problemów wierząc, że prezentowana przez nią wizja zmian zwycięży bez szansy na powrót do przeszłości. Który dziś obserwujemy. Ale to trzeba sobie uświadomić – co stracimy, do czego wrócimy? Kto jeszcze pamięta programy resortowe PRL-u, które 'załatwiało się' przy pomocy 'wejść' w ministerstwach i strukturach Partii? Kto pamięta brak środków na projekty badawcze i dzielenie niemal wszystkich środków 'po uważaniu', ze względu na osobiste sympatie lub polityczne kalkulacje lokalnych graczy akademickich i ministerialnych? Ba, czy zapomnieliśmy rozstrzygnięcia KBNu w pierwszych staraniach o granty? Kompletnie nietransparentne, często osadzone na prywatnych relacjach i oderwane od merytorycznej wartości aplikacji? Czy naprawdę już zapomnieliśmy, że pieniądze na utrzymanie uczelni można dzielić wyłącznie przez pryzmat liczby studentów? A ocenę jednostek prowadzić w oparciu o liczbę publikacji? Przez ostatnie kilkanaście lat ogromnym wysiłkiem i z zaangażowaniem wielu osób – nie bez błędów i wypaczeń, bo rękami człowieka – próbowano zmienić kulturę pracy akademickiej. Wszyscy razem staraliśmy się modernizować nasze spojrzenie na obowiązki akademików, podnieść prestiż jakości pracy i zaangażowania na rzecz budowania i umacniania miejsca polskich naukowców i ich badań w świecie. Krok za krokiem, mimo niedofinansowania i stałej niepewności budowaliśmy prestiż Rzeczpospolitej w przestrzeni skrajnie wysokiej konkurencji. Agencje grantowe, szczególnie NCN, wypracowywały standardy oceny wniosków pozwalające mieć nadzieję, że środki wesprą projekty i badaczy dających szansę na rozwój nauki światowej i włączanie jej przekazu do kultury współczesnej Polski. Raz jeszcze – przy wszystkich błędach – celem była wartość merytoryczna, niezależność nauki, budowanie nowoczesnego, silnego i dumnego społeczeństwa zakorzenionego w światowym kontekście przemian cywilizacyjnych i kulturowych.

O to wszystko dziś toczy się gra. Nie o punkty i nawet nie o to, kto i jakie kategorie dostanie – choć jest to istotny element układanki finansowej. Dziś gra idzie o pryncypia i o przyszłość – nie nauki w Polsce, ale Polski i jej miejsca w świecie.

Działamy dalej, nie zmieniamy naszej drogi. Uniwersytet Wrocławski tworzy naukę, nie punkty, jej wartość będzie przekazywał studentom i doktorantom, jej znaczenie będziemy komunikować naszemu otoczeniu.

  • w poniedziałek rozmawialiśmy oczywiście o procesie rejestracji osób na szczepienia (także w ramach KRUWiO), ale w zespole rektorskim także o przyśpieszeniu prac – mocno już zaawansowanych – nad wytycznymi dotyczącymi warunków awansu zawodowego w trzech ścieżkach: badawczej, badawczo-dydaktycznej i dydaktycznej. Chcielibyśmy możliwie szybko uporządkować i odblokować zasady awansu w tych kategoriach przy założeniu, że podstawową formą zatrudnienia na Uniwersytecie będzie etat badawczo-dydaktyczny. Uniwersytet jest bowiem jednostką odpowiedzialną za prowadzenie badań i jednoczesne kształcenie w zakresie rezultatów tych badań elit zawodowych i intelektualnych
  • we wtorek z drem Helmutem Schoepsem, prezesem Polsko-Niemieckiego Towarzystwa Uniwersytetu Wrocławskiego rozmawiałem o możliwości spotkania członków Towarzystwa we Wrocławiu. Raczej nie szybko, ale mam nadzieję, że w tym roku uda nam się spotkać. Uniwersytet potrzebuje silnego zakorzenienia w środowisku absolwentów;
  • w środę miało miejsce posiedzenie Konwentu rozpatrującego wnioski o skierowanie do procedowania postępowań o tytuł doktora honoris causa naszego Uniwersytetu. Mam nadzieję, że wkrótce ich grono powiększy się o kolejne, ważne dla nauki i kultury osoby;
  • w trakcie posiedzenia kolegium rektorsko-dziekańskiego rozmawialiśmy między innymi o procedurze i finansowych uwarunkowaniach oceny śródokresowej w Szkole Doktorskiej. Niedługo powinniśmy mieć przygotowany przez stosowany zespół pracujący pod opieką p. prorektor prof. Gabrieli Bugli-Płoskońskiej projekt regulacji w tym zakresie;
  • w piątek rozmawiałem z p. dr hab. Lucyną Harc, zastępcą dyrektora Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych o konsekwencjach ewentualnego przejścia Uniwersytetu na obieg elektroniczny dokumentów jako podstawowy dla nas. W naszym przypadku wiąże się to z bardzo kosztownymi inwestycjami sprzętowymi i musimy ten krok dobrze przemyśleć i zabezpieczyć finansowo;
  • zakończenie procesu rejestracji na szczepienia – nie bez zaskoczenia. W trakcie posiedzenia ministerialnego zespołu podniesiono, że Uniwersytet Wrocławski chce zarejestrować laborantów wspierających prowadzenie zajęć. Zostaliśmy za to zganieni i poinformowani, że mamy zaprzestać takich prób, bo łamiemy w ten sposób prawo. W rezultacie zgodnie z prawem zarejestrowaliśmy pracowników kontraktowych, którzy zdalnie prowadzili zajęcia w semestrze zimowym, nie zarejestrowaliśmy natomiast naszych pracowników etatowych, którzy w semestrze zimowym przygotowywali i pomagali w kontakcie ze studentami prowadzić zajęcia eksperymentalne. I będą to robić w semestrze letnim. Jest mi z tego powodu bardzo przykro, bo logika tego zakazu, wywołanego interwencją przedstawicieli innych uczelni, jest mi kompletnie obca. Rzekome łamanie prawa miałoby dotyczyć… 60 pracowników. A zgodnie z tym prawem zarejestrowaliśmy 1940 osób.

 

Przed nami długa droga. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, byśmy z niej nie zboczyli, by Uniwersytet Wrocławski był synonimem merytoryczności i odpowiedzialności. Wiem, co możemy utracić. Tym mocniej będę zachęcał – współpracujmy, trzymajmy się razem, bo nikt, choćby nie wiem jak silnym się czuł, nie jest w stanie sam utrzymać wartość swojej złotej monety w starciu z zalewem podrabianych miedziaków. Jeśli zaczniemy akceptować fałszywe monety, damy się podzielić i skłócić, nasz przyszłość będzie niepewna. W duchu naszych czasów: 'I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać' (Mk 3,25).

 

Troska o rozum, troska o wartości

Klasyk mojej młodości, dziś już kultowy zespół Dezerter, w jednej z piosenek na wydanej w tym roku płycie stwierdza – przegrywamy bitwę o rozum. Nie jestem takim pesymistą, ale to prawda, że miniony tydzień dał nam wiele powodów by wyrażać lęki i frustrację spowodowane bezsilnością wobec działań nie mieszczących się w świecie wartości akademickich. Od razu też powiem – jakakolwiek lista i jakiekolwiek punkty nie zostałyby przez kogokolwiek opublikowane i nadane, nie zmieniam zdania wyrażonego w tym miejscu w ubiegłym tygodniu: nasz Uniwersytet musi być miejscem doskonałości naukowej o wymiarze ponadnarodowym, gdzie tylko to możliwe – światowym. Z niej musimy czerpać inspirację do działań dydaktycznych i wspierających otoczenie. To jest nasza droga, droga rozumu, dla którego polityczne granice są tylko zjawiskiem historycznym, bo naszą wspólnotę definiuje wielka rodzina człowieczeństwa.

W trakcie ostatniego lajfu padło jednak bardzo ważne pytanie – wobec zmian w punktacji listy czasopism, jak mają się zachowywać badacze z nauk humanistycznych i społecznych? To pytanie ważkie, bo nowa lista ministerialna czasopism 'punktowanych' w chwili obecnej dla tych dwóch dziedzin nauki straciła jasny związek między przyznawanymi punktami a jakością czasopism i ich oddziaływaniem na świat nauki. Dziś wyraża raczej bardzo niejasną mieszankę bliżej nieokreślonych kryteriów jakościowych i woli urzędników Ministerstwa. Jako w chwili obecnej pełniącemu urząd rektora powinno mi zależeć przede wszystkim na punktach uzyskiwanych przez pracowników za ich publikacje. Bo tak, to prawda, że one będą wyznaczać w nieodległej przyszłości kategorie naukowe naszych dyscyplin, a to – poziom dofinansowania Uniwersytetu i uprawnienia do nadawania stopni naukowych. Po pierwsze jednak, jeśli MEiN nie zmieni ustawy i rozporządzenia ewaluacyjnego, to ważność listy ogranicza się do roku, w którym została ona ogłoszona. To ogranicza nieco szkodliwość całego przedsięwzięcia. Po drugie jednak – a to jest najważniejsze – nauka to drive, to pragnienie i radość analizowania i kreowania, to nieustanne pragnienia przekraczania horyzontów, to poczucie pokory i energii płynących z obcowania z największymi umysłami ludzkości. Naprawdę, lista? Jeśli chcemy budować Uniwersytet naszych marzeń dla naszego otoczenia, dla naszych dzieci, wnuków, przyszłych pokoleń – a na co innego mielibyśmy tracić nasze życie, krótkie i wątle w chaosie tego świata? – to chwilowe wahnięcia polityk lokalnych nie mogą nas zniechęcać.

Co jest bowiem sednem wartości kierujących naszym działaniem? Przecież nie przekonanie, że ten czy inny rząd jest najlepszy na świecie i jego decyzje są nieomylne. Kierujemy się wiarą, czasami nieuświadomioną, że istnieje wąski zbiór stanów nas samych wobec świata i w relacjach społecznych, które nie wymagają uzasadnień, bowiem tworzą najwyższą jakość osiągalną tu i teraz przez człowieka. Uczciwość, prawość, otwartość, a w nawiązaniu do dzisiejszego dnia – miłość – nie wymagają pieczęci zgodności ze standardami tej czy innej władzy. Są lub ich nie ma w nas i w naszych relacjach z innymi. Dla świata nauki taką wartością jest bezwzględne dążenie do prawdy i otwartość, a jednocześnie świadomość odpowiedzialności za nasze otoczenie wynikające ze wsparcia, jakie nam ono udzieliło w naszej drodze do prawdy. To z nich wynikają wszystkie standardy zachowania naukowego. Lista? Jest i przeminie. Musimy sprostać wymogom naszych benefaktorów, ale to, co stabilne – to prowadzenie najwyższej jakości badań i publikowanie ich tam, gdzie wzbudzą one najwyższej jakości dyskusję. To buduje nasz autorytet – niezależność od zmiennych wiatrów i pewność, że właśnie tu, na Uniwersytecie można się znaleźć najbliżej wartości. Najbliżej prawdy.

Zatem – jak publikować? Czy pracując ciężko dla prawdy nie stajemy się 'frajerami' – nawiązując do opinii głośnio już wyrażanych – w świecie tych, którzy ciężko pracują w otoczeniu polityków? No cóż, różnorodność świata oznacza, że dla wielu możemy nimi być. Ale ważne jest to, jak my się postrzegamy w relacji do naszych wartości? Ja sam udzieliłem sobie dawno temu na to odpowiedzi. Jestem pewien, że mój Uniwersytet także. I choćby nie wiem jak się Babilon nadął – jest tylko chwilą, jest tylko pyłem, który rozwieje wiatr.

A poza tym

  • w poniedziałek rozmawialiśmy o Biurze Obsługi Projektów, mapowaniu procesów i przyszłej ich optymalizacji. Krok za krokiem zmierzamy ku uproszczeniom;
  • w środę spotkanie z prof. dr hab. Marcinem Cieńskim w sprawie zadań i terminów zespołu rektorskiego ds podziału subwencji między wydziały. Temat gorący, ale w bieżącej sytuacji Uniwersytetu margines na zmiany zasad przedstawionych w prowizorium jest niezbyt duży. Warto dyskutować, ale zawsze w ścisłym związku z realiami ekonomicznymi i dążeniem do wsparcia rozwoju całego Uniwersytetu;
  • spotkanie z interdyscyplinarnym zespołem, którego celem jest zaproponowanie kluczowych, bardzo praktycznych działań w ramach 'zielonej polityki' Uniwersytetu. Działamy razem i mam nadzieję, że niedługo będziemy mogli omawiać zarówno ogólne założenia, jak i szczegóły działań;
  • w czwartek spotkanie z p. Marcinem Makowskim, kierownikiem Biura Zamówień Publicznych w sprawie uproszczeń w procedurach zakupowych. Ciężki temat, bo nowa ustawa Prawo o Zamówieniach Publicznych nie dość, że centralizuje całość procesów zakupowych w stopniu, który uniemożliwia działanie Uniwersytetu, to dodatkowo wprowadza nowe procedury i obowiązek korzystania z nowych narzędzi przy przygotowywaniu zamówień. Pomimo to musimy zrobić w krótkim czasie jak najwięcej, by wymogi prawa jeśli już nam nie ułatwiają życia, to przynajmniej nie doprowadziły do zatrzymania badań i dydaktyki. Damy radę, choć nie mam wątpliwości, że wcześniej czeka nas dużo rozmów. Pamiętajmy, że spełnianie – lub nie – warunków poprawności zamówień publicznych to stały elementy kontroli naszych finansów i potencjalne źródło dotkliwych kar. Stąd musimy działać ostrożnie, ale zawsze z myślą o nadrzędnym interesie społecznym – rozwoju Uniwersytetu;
  • a w południe Minister ogłosił, że i owszem, wbrew powtarzanym wcześniej deklaracjom ministerialnym, rektorzy mają zebrać deklaracje pracownicze i zgłaszać nauczycieli akademickich i doktorantów prowadzących zajęcia, a liczących sobie do 65 lat do szczepień przeciw COVID-19. Szczegóły procesu mają wyjaśnić się jutro. Na razie udało nam się w piątek uruchomić rejestrację chętnych – serdecznie zachęcam – a w poniedziałek czeka nas weryfikacja listy i rozpoczęcie zgłaszania. Ufff;
  • piątek, poza organizowaniem procesu rejestracji i przygotowaniem do zgłaszania chętnych, rozmawialiśmy między innymi o trudnej sytuacji Fundacji dla Uniwersytetu Wrocławskiego. Jej sytuacja materialna jest ciężka, a Uniwersytet nie jest jej założycielem i nie ma narzędzi dla jej wsparcia. Szukamy rozwiązania tej sytuacji;
  • no i lista czasopism punktowanych ogłoszona przez MEiN. Gratuluję wszystkim redakcjom z Uniwersytetu, w pismach których autorzy publikując będą otrzymywać więcej punktów, niż miało to miejsce dotychczas. Szkoda, że tą radość mącą wątpliwości co do profesjonalnego i zgodnego z prawem podejścia do jej układania. Ale mam nadzieję, że te problemy rozwiążą się w kierunku transparencji i wartościowania czasopism wyłącznie w kontekście ich jakości i miejsca w nauce – światowej.

Życzę nam wszystkim, by kolejny tydzień był przede wszystkim pełen spokoju i radości z prowadzenia badań i przygotowania nowych prac naukowych. A dla studentów – spokojnego składania kolejnych egzaminów. Zawsze powtarzam, że podczas dobrego egzaminu można się wiele nauczyć – także o sobie. I tak traktuję ostatnie miesiące – to bardzo ciekawy egzamin!

I w kryzysie – nie damysię!

Coraz częściej słychać, że nasze Ministerstwo szykuje zmianę podejścia do działalności szkolnictwa wyższego w Polsce. Że ścierają się frakcje, zwolennicy działań poprzedniego Ministra starają się utrzymać projakościowy kształt zarządzania systemem, przeciwnicy dążą do głębokich korekt. Dotyczy to przede wszystkim podejścia do celów funkcjonowania szkolnictwa wyższego i nauki jako systemu. Nowa narracja ma podkreślać znaczenie uczelni w mniejszych ośrodkach kosztem uczelni  metropolitalnych, negować rolę konkursowego rozdzielania środków według kryteriów jakościowych na rzecz centralnego podziału zgodnie z celami określanymi przez Ministra, wreszcie wyraźnie rozdzielone mają być cele nauk humanistycznych i społecznych oraz ścisłych oraz o życiu i ziemi. Te pierwsze mają służyć budowaniu przede wszystkim polskiej kultury i przez ten pryzmat, według kryteriów określanych przez władze mają być wspierane i oceniane. Te drugie mogą w większym zakresie pozostać w łączności ze światem zewnętrznym, ale przede wszystkim po to, by wspierać polską gospodarkę – według kryteriów określanych przez władze państwowe. Patrzę na to ze spokojem, bo przecież nie pierwszy to zwrot, który w zarządzaniu systemem mielibyśmy przeżyć. Tak, te idee są mi obce i uważam je w tym kształcie za szkodliwe dla naszej nauki, kultury i rozwoju społeczeństwa. Z pewnością stoją w sprzeczności z budowaniem społeczeństwa nowoczesnego, nie lękającego się przyszłości, lecz śmiało włączającego się w jego budowanie. Bezpiecznego dzięki zakorzenieniu we wspólnocie wiedzy – bo kontrybuującego w rozwiązywanie kluczowych problemów współczesności na skalę globalną. Takim chciałbym widzieć nasz Uniwersytet, o taki się staram – otwarty, elastyczny, wspierający, skupiony na przyszłości i dla niej budujący teraźniejszość.

Cóż więc zrobimy, jeśli nasz Minister będzie chciał innego Uniwersytetu? Jeśli będzie odmawiał nam środków na inwestycje, zamrozi wysokość subwencji, zmniejszy środki na finansowanie badań? A co, jeśli ponownie większość środków będzie zależna od liczby studentów, a zmniejszone zostaną znaczenie jakości badań, umiędzynarodowienia, środków pozyskiwanych w konkursach? Czy widząc taką możliwość na horyzoncie warto inwestować w uniwersytet badawczy? Otóż zdecydowanie – tak! Warto, bo im silniejsi jesteśmy naukowo w skali międzynarodowej, im więcej mamy silnych relacji, w których odgrywamy rolę współtwórców trudnych do zastąpienia, im więcej mamy zagranicznych środków projektowych, współprac i wymian badawczych i dydaktycznych, tym szerszy jest nasz margines wolności, autonomii. Tym silniejsza nasza pozycja negocjacyjna i tym większa szansa na uszanowanie naszej wolności, naszego wyboru poszukiwania prawdy. Dlatego musimy udoskonalać nasze umiejętności współpracy międzynarodowej i pozyskiwania grantów. W tym celu konstruujemy Biuro Obsługi Projektów, które oprócz ułatwień dla grantobiorców projektów krajowych ma się skoncentrować na zwiększeniu liczby pozyskiwanych przez nas grantów międzynarodowych. Mimo pandemii staramy się rozwijać kontakty z akademickimi ośrodkami niemieckimi, zwłaszcza z sąsiedniej Saksonii. To nasi naturalni partnerzy. Nie zaniedbujemy partnerów naszych starań w konkursie na uniwersytet europejski i realizujemy z nimi już dwa nowe projekty dydaktyczne. Wykorzystujemy czas, by rozbudowywać dostęp pracowników i studentów do najnowszej literatury światowej. Szykujemy jakościowe zmiany w organizacji Szkoły Doktorskiej i w procesie kształcenia studentów. Co uda nam się zbudować teraz – będzie naszym kapitałem także w trudnych czasach.

Jednocześnie – co oczywiste – musimy zachować elastyczność organizacyjną i dbać o długofalową stabilność naszej sytuacji materialnej. Do znudzenia będę powtarzał – nie możemy powtarzać błędów, nie możemy uzależniać stabilności budżetu od sprzedaży nieruchomości uniwersyteckich. Musimy przywrócić równowagę w budżecie uczelni. Bez tego nie mamy szans nie tylko na rozwój, ale na utrzymanie tego marginesu wolności, jaki budujemy jakością naszej dydaktyki i naszych badań. Mając stabilny, zrównoważony budżet będziemy mogli myśleć o zmianach taktycznych – zwiększać lub zmniejszać liczbę studentów, ale zawsze z myślą o wartościach niezależnych od krótkookresowych celów. Musimy też starać się przesuwać środki na inwestycje jakościowo zmieniające warunki pracy naukowej i dydaktycznej. Bez tego nie sprostamy konkurencji w obu obszarach – i w nauce i w dydaktyce. Bo zmian pewnie przed nami jeszcze wiele, ale dopóki jasno widzimy i wspólnie deklarujemy, że chcemy Uniwersytetu opartego o międzynarodowe, wysokiej jakości badania i taką samą dydaktykę, ściśle związaną z badaniami – nic nam nie grozi. Dopóki działamy razem, dopóki nie damy się podzielić walcząc o krótkotrwałe, partykularne korzyści – dopóty mamy realną możliwość stale się rozwijać w wybranym przez nas, a nie przez chwilowych zarządców, kierunku. Wiem, że nasz potencjał znacząco przekracza sposób, w jaki był dotychczas wykorzystywany. Dlatego musimy głośno mówić – my, Uniwersytet, działamy razem dla całego otoczenia. Studenci i pracownicy, zawsze razem. Bez nas nie byłoby i nie będzie tego energetycznego, pełnego radości i energii Wrocławia. Nie będzie też miejsca dla spotkań z przyszłością i dla otwarcia na świat – cały, bez wyjątków. Jest o co walczyć.

Tydzień minął szybko. Jak zawsze – za szybko

  • poniedziałek wśród spraw różnych przede wszystkim zabezpieczenie ewaluacji i elastyczności w obliczu możliwych zmian jej zasad, ale też kwestia przygotowania dokumentów kończących proces zmian w systemie wynagradzania (nowe zarządzenia dotyczące nagród i premii projektowych, do konsultacji ze związkami zawodowymi);
  • wtorek, spotkanie z prof. Krzysztofem Stefaniakiem, dziekanem WNB, dr hab. Marcinem Kadejem, prof. UWr i Tomaszem Sikorą w sprawie możliwego zaangażowania w inicjatywy popularnonaukowe wzdłuż Odry… bo działamy nie tylko na Dolnym Śląsku!;
  • rozmowa z dziekanem WFil, prof. Arkadiuszem Lewickim o budżecie wydziału. Bardzo skomplikowana sytuacja, ale razem na pewno uda nam się poprawić sytuację i przede wszystkim zabezpieczyć przyszłość badań i dydaktyki prowadzonych na wydziale;
  • rozmowa z Dyrektor Finansową, Anetą Kędzierską i Główną Księgową, Anną Wieczorkowską w sprawie możliwości inwestycyjnych. Jest oczywiste, że dziś nie stać nas na samodzielne inwestycje w skali, która jest nam niezbędna. Ale walczymy o zabezpieczenie wkładu własnego. Nie wygląda to najlepiej – ale walczymy;
  • udział w wystawie plenerowej projektu studentów z kierunku Historia w przestrzeni publicznej / Public history. Corocznie, dzięki współpracy Instytutu Historycznego i Centrum Historii Zajezdnia studenci sami, pod kierunkiem dra hab. Wojciecha Kucharskiego przygotowują wystawy, które są prezentowane następnie na Rynku. Tym razem – o katastrofach we Wrocławiu…;
  • środa – spotkanie z prof. Marcinem Marszałem i dr Katarzyną Uczkiewicz w sprawie rozwijania naszej współpracy z Uniwersytetem Iwana Franki we Lwowie. To nie tylko nasze historyczne związki, ale też realne korzyści naukowe i dydaktyczne. Wreszcie, to nasze zobowiązanie do bycia pomostem między kulturami dla wszystkich zaangażowanych stron;
  • rozmowa z Dyrektor Generalną Barbarą Starnawską o planie remontów i inwestycji – cały czas przycinamy i dopasowujemy do potrzeb i możliwości. Nie jest lekko;
  • otwarcie wystawy dokumentującej życie patrona naszego Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im Willy Brandta. Wspaniała postać, człowiek wierzący w możliwość porozumienia ponad różnicami, wartość rozmowy i kompromisu. Polecam zapoznanie się z wystawą w Centrum;
  • czwartek spotkanie z dziekanem WPAiE Karolem Kiczką w sprawie budżetu Wydziału i możliwości jego równoważenia bez strat dla pracowników. Krok za krokiem, choć tu nie ma prostych i szybkich rozwiązań;
  • Komisja Nauki KRUP – przede wszystkim o ministerialnym projekcie oceny szkół doktorskich. Bardzo wyraźnie z niego wynika, jak głębokiej różnicy w stosunku do studiów doktoranckich oczekuje od nas Ministerstwo. To tylko zachęca nas do podążania w kierunku dalszego wspierania wzrostu jakości badań naszych doktorantów;
  • piątek – spotkanie robocze dotyczące kolejnego etapu przygotowań do wdrożenia Biura Obsługi Projektów – ma być prościej przede wszystkim dla kierowników projektów. To oznaczać może ich większą odpowiedzialność, ale w zamian należy ich wesprzeć w sprawach administracyjnych. Musi być szybciej, sprawniej, z mniejszą liczbą pieczątek, większym wsparciem Uniwersytetu.
  • publikacja ogłoszenia o konkursie na operatora naszych Pracowniczych Planów Kapitałowych. Już niedługo ruszy akcja informacyjna w tej sprawie;
  • otwarcie konkursu na Inkubatory Doskonałości Naukowej w ramach projektu IDUB. To bardzo ważny konkurs, bo jego zadaniem jest wyłonienie zespołów, które wesprą umiędzynarodowienie badań i zwiększą aktywność w pozyskiwaniu dofinansowania projektów z środków zewnętrznych w dyscyplinach, które mają z tym pewne kłopoty. Bo musimy rozwijać się razem, w sposób zrównoważony.

Wiele różnych działań cały czas się kłębi gdzieś tuż, tuż. To dobrze, bo mimo pandemii czuć energię i chęć do działania. Razem damy radę. Dlatego dziś odwiedziłem rodzinnie zaprzyjaźnione Centrum Historii Zajezdnia. Trzeba wspierać muzea, pokazywać nasz nierozerwalny związek z szerzeniem kultury, dla mnie tej szczególnie ważnej – historycznej. Ale zachęcam wszystkich: wspierajmy kulturę, chodźmy do muzeów, do teatrów – póki można i zawsze ostrożnie. Bez człowieka uczestniczącego kultura więdnie i kostnieje. A my mamy energię, by ją rozwijać!