O odwadze i nauce

Odwaga to z definicji cecha rzadka, objawiająca się w szczególnych momentach. Gdyby było inaczej, nie tylko nie traktowalibyśmy jej jako cnoty, ale wręcz byłaby niezauważalna wchodząc do zestawu cech standardowego zachowania ludzkiego. Skoro jest cechą rzadką, dlaczego upieram się, że powinna być stale obecna nie tylko w działalności uczonych, ale też w zachowaniu całych instytucji naszego sektora, to jest poszczególnych uczelni? Doprecyzujmy, że nie chodzi mi o odwagę rozumianą jako skłonność do agresywnego narzucania innym swojego punktu widzenia – co istotne, bo nie chodzi o wiedzę oparta o logiczne argumenty, lecz odczucia i poglądy – na każdy istotny dla osoby temat. Za odwagę uznaję podejmowanie działań, których rezultat może być niekorzystny, wręcz szkodliwy dla działającego, lecz które wynikają z przyjętych przez niego wartości. W przypadku nauki i szkolnictwa wyższego wartością centralna pozostaje – wciąż mam taką nadzieję – dążenie do prawdy i jej nauczanie w zakresie dostępnym racjonalnemu oglądowi człowieka.

Czytaj dalejO odwadze i nauce

Już tylko krzyk

Jak w klasycznej piosence, chyli się dzień do kresu. Przyznaję, że ja też coraz bardziej się pochylam nad zagadnieniem kresu, czy może raczej pewnej ściany, do której docieram myśląc o zarządzaniu instytucją szkolnictwa wyższego w Polsce w czasach pandemii. Wszędzie rośnie liczba zakażonych studentów i pracowników. Nie mam wątpliwości, że szczepienia wyhamowały znacznie tempo zakażeń i pozwoliły nam dotąd prowadzić w miarę normalne zajęcia. Ale jednocześnie obserwuję szybko rosnącą liczbę przypadków zakażeń wśród pracowników i studentów i… jestem bezradny. Nie mogę przesunąć niezaszczepionych do prac bez kontaktu ze studentami, nie mogę studentów niezaszczepionych odseparować od zaszczepionych i od pracowników, żeby spowolnić lub wyeliminować transmisję wirusa. Nie mogę działać aktywnie, przewidywać i zarządzać kryzysem, a mogę jedynie reagować na jego skutki. Ja nie domagam się, żeby polityce mieli odwagę podjąć niepopularne decyzje podnoszące bezpieczeństwo Polaków i dające szanse na w miarę normalne funkcjonowanie. Politycy mają swoje cele i agendy, nie będę wnikał i komentował. Dla mnie istotne jest funkcjonowanie i bezpieczeństwo mojej uczelni. Ja potrzebuję móc podjąć niepopularne decyzje, jeśli mam racjonalnie i odpowiedzialnie zarządzać tym organizmem. Jeśli szczebel centralny nie może zarządzać epidemią, proszę, przekażcie nam tę możliwość. Uwierzcie, że można racjonalnie zarządzać na poziomie lokalnym. Chyba, że mamy wszyscy przechorować tę plagę. Że traktujemy ją jak kolejną grypę, która zabije słabszych, zachowa silniejszych, kiedyś zostawi tylko odpornych przy życiu.

To już nie apel, ale krzyk: dajcie nam zarządzać kryzysem, który widzimy wokół siebie.

I sprawozdanie:

w poniedziałek spotkanie dotyczące korekt w systemie zarządzania nieruchomościami, remontami i inwestycjami. Szczegóły wkrótce;

w środę uroczyste podpisanie listu intencyjnego przez rektorów AWF, UMed i UWr w sprawie zainicjowania analiz i prac nad połączeniem potencjałów trzech uczelni. Nie zamykamy się na współpracę z innymi, przeciwnie, warto zawsze rozmawiać. Ale świat nam ucieka, musimy podjąć próbę, żeby go gonić;

tego samego dnia spotkanie z dziekanem Wydziału Nauk Społecznych w sprawie działań naprawczych na wydziale;

w piątek sprawy bieżące, głównie jednak przegląd możliwości w zakresie bezpieczeństwa kształcenia w okresie pandemii. Trzecia dawka już niedługo, cieszę się, że niektórzy pracownicy już ja przyjmują.

 

Naprawdę, bez radykalnej zmiany filozofii zarządzania kryzysem pandemicznym za chwilę dotrzemy do ściany. A może już przy niej jesteśmy?

Dziennikarskie patologie na uczelniach

Czekałem, czekałem, no i się doczekałem. Dziennik Gazeta Prawna opublikował wywiad z wiceministrem MEiN odpowiedzialnym za wdrażanie reformy wprowadzonej przez tzw. konstytucję dla nauki, prof. Włodzimierzem Bernackim. Tytuł odwołuje się do najlepszych tradycji prasy dolno bulwarowej, takiej znad samego brzegu kanału oddającego treść przelewającą się rynsztokiem do rzeki: 'Ustawa Gowina pogłębiła patologie na uczelniach’. Ergo, na uczelniach nie dość, że były i są patologie, to jeszcze się pogłębiły, zaostrzyły i objęły byt 'uczelnia’ w całej jego krasie. To chyba pierwszy przypadek, kiedy wysoki urzędnik MEiN tak źle wyraziłby się o uczelniach takich jak KUL czy UKSW, gdzie zgodnie z tym tytułem owe patologie szaleją. Lead do artykułu pogłębia nastrój sensacji. Z jednej strony 'podwyżki wynagrodzeń w szkołach wyższych to nie jest kwestia pierwszoplanowa’, zatem jest jakaś kwestia pierwszoplanowa, inna w debacie nad stanem naszego sektora i tu już płonę z niecierpliwości, by posiąść te wiedzę. Aliści dalej czytam w tym samym leadzie – 'należy wprowadzić zmiany w zasadach zatrudnienia. Obecne układy blokują młodym naukowcom awans’. A więc – UKŁAD! Jest, został odkryty i napiętnowany! Musimy go tylko odnaleźć w tekście – z czym jednak jest nieco gorzej.

Czytaj dalejDziennikarskie patologie na uczelniach