Warto być… dumnym, nawet wbrew

Trochę ten tydzień zlał mi się w jeden uciekający czas. Ale w przerwach oglądając świat z boku mam wrażenie, że znalazłem klucz. Nie uniwersalny, ale jednak pozwalający mi trochę zrozumieć. Pod jednym z artykułów przygotowanych przez nasz Dział Komunikacji dotyczącym pozytywnych opinii badaczy i studentów zagranicznych o #uniwroc komentator napisał, że odkąd zostaliśmy uniwersytetem badawczym, to na głowę upadliśmy. I że piszemy tylko o sukcesach. A przecież jest źle i autor znając sprzed lat Uniwersytet uważa, że powinniśmy podstawy naprawiać, a nie pisać o sukcesach.

No i dobrze, sobie pomyślałem, normalna reakcja, są ludzie, którzy muszą powiedzieć 'nie', gdy inni cieszą się z 'tak'. Świat jest różnorodny. Ale potem dowiedziałem się, że nauczyciele, a zwłaszcza akademiccy powinni się wstydzić, że przyjmują szczepionki, bo są inni, bardziej potrzebujący. Że można podpisać akt przyjęcia spuścizny po wielkim człowieku, a potem wbrew zasadom sztuki arbitralnie podjąć decyzję o jej podziale i rozproszeniu w imię wyższych racji instytucji, a przy okazji dla zyskania miłego wejrzenia ministerstw, żeby wzmóc dumę z jedności ponad podziałami. Potem powiedziano, że dopiero jak wielki tunel połączy wyspę z lądem, to Polska będzie jednym krajem – i będziemy mogli czuć się jednym narodem. Bo wielki świder to symbol naszej wielkości. Wreszcie, że można odwołać festiwal filmowy i jego organizatora, bo nasza duma nie pozwala wyświetlać filmów o przemocy wobec kobiet. Aha, wibrator w innym tytule też nabroił.

Co łączy te wszystkie sprawy? Zapomnienie innych i skupienie na swoim kawałku świata. Nie zgadzam się z takim podejściem. Mam ogromne zaufanie do ludzi – co nie oznacza, że ze wszystkimi we wszystkim się zgadzam. Jestem przekonany, że w swoich wspólnotach mamy prawo jednoczyć się wokół rzeczy, które szanujemy, lubimy, wręcz kochamy, z których jesteśmy dumni. Żadna arbitralna decyzja tego nie zmieni, żadne złe słowa i nieprzemyślane gesty w dłuższej perspektywie tego nie skorygują. Jestem dumny ze zmiany, którą przechodzi mój Uniwersytet. Jestem dumny z osiągnięć innych uczelni w Polsce, które wbrew i na przekór chcą tworzyć światowej klasy naukę i obywatelską dydaktykę. Jestem przekonany, że nie da się wygumkować z kultury wielkich osiągnięć i wielkich ludzi. I wiem, że zawsze będą ci, których władza – nawet wyrażana niechętnymi słowami w komentarzu, gorzej, gdy decyzjami łamiącymi ludzkie losy – upaja. Trudno, przeminą, pozostaną wartości, w imię których dokonujemy naszych wyborów. Ja pozwolę sobie pozostać przy swojej dumie z ludzi których znam i szanuję. Innym pozostawiam świder.

Na Uniwersytecie sporo się działo, ale głównie beze mnie, więc krótko tylko napiszę:

  • odbyłem długą i nieprostą rozmowę z dziekanem jednego z naszych wydziałów o rekrutacji pracowników badawczo-dydaktycznych. To nie są łatwe kwestie. Wiem, że budzą emocje. Ale musimy zdawać sobie sprawę, że właśnie rekrutacja pracowników to klucz do przyszłości naszych dyscyplin, naszych środowisk badawczych i dydaktycznych. Jeśli osoby zatrudniane na 2-3 letnie okresy nie odnajdują się w prowadzeniu badań na wysokim poziomie, nie uczestniczą w międzynarodowym życiu naukowym, nie robią postępów – to byłoby nieuczciwym wobec nich zatrudniać je bezterminowo i argumentować, że można je zwolnić po ocenie okresowej. A wobec wspólnot, w których działają, nieuczciwym byłoby obciążać je skutkami takich zatrudnień, które przecież promują podejście – jakoś to będzie; niech będzie, jak było; przecież się znamy… Jedno jest też dla mnie jasne – zwłaszcza tych, których zatrudniamy na początku kariery, nie powinniśmy obciążać dodatkowymi obowiązkami administracyjnymi. Przyjdzie na nie czas. Dajmy im się rozpędzić, pokazać, co chcą wnieść do naszej wspólnoty. Myślmy z oddechem, myślmy o przyszłości nas wszystkich – razem;
  • podpisaliśmy ze związkami zawodowymi czynnymi na Uniwersytecie porozumienie w sprawie wyboru operatora Pracowniczych Planów Kapitałowych. Bardzo dziękuję wszystkim zaangażowanym w prowadzenie postępowania i rozmów, w szczególności pani dyrektor finansowej, Anecie Kędzierskiej-Nowickiej, kierującej pracami zespołu. Niedługo dalszy etap wdrożenia, ale najważniejsze jest za nami;
  • senacka Komisja Rozwoju zaakceptowała stan prac nad uruchomieniem Ośrodka Edukacji Astronomicznej w Białkowie. Projekt kontrowersyjny od strony zaplanowania inwestycji, ale wciąż jestem dobrej myśli, że będzie jednym z istotnych elementów naszego programu wspierania edukacji dzieci i młodzieży w tych zakresach, w których szkoły – z różnych powodów – nie mają szans przybliżyć współczesnych osiągnięć nauki. Dotyczy to zwłaszcza nauki o wszechświecie, ale też o człowieku i otaczającej nas przyrodzie. Mam nadzieję, że od września będziemy mogli witać pierwszych uczestników programów edukacyjnych. Ale wcześniej zaprosimy tam naszą wspólnotę!;
  • skończyliśmy szczepienia nauczycieli akademickich, doktorantów i osób zatrudnianych do prowadzenia zajęć. Nadal uważam i będę to powtarzał – musimy zaszczepić pracowników administracji. Do znudzenia – bez tego powrót do normalnej pracy uczelni będzie bardzo trudny. Pamiętajmy – to oni narażali i narażają się nadal, nie pracują zdalnie, utrzymują krwioobieg Uniwersytetu. To dzięki bardzo sprawnemu kierowaniu projektem zapisów i szczepień przez dyrektor generalną, Barbarę Starnawską, dzięki koordynacji prac działów DISOS i DUI przez dyrektora ds informatycznych, Damiana Mroczyńskiego i wielkiemu zaangażowaniu pracowników tych działów, udało się zorganizować i perfekcyjnie przeprowadzić proces rejestracji i realizacji szczepień. Nikt z nich nie otrzymał szczepienia, ale to dzięki nim ponad 90% zgłaszających się zostało zaszczepionych. Jestem też szczęśliwy, że ten skomplikowany projekt udało się zrealizować dzięki bardzo dobrej współpracy z rektorem Uniwersytetu Medycznego, prof. Piotrem Ponikowskim, dyrekcją Szpitala Uniwersyteckiego i personelem punktu szczepień, a zwłaszcza drem Amadeuszem Kuźniarskim, 'łącznikiem' między UMedem a nami. Bardzo też dziękuję wszystkim, którzy spokojnie, życzliwie i bardzo zdyscyplinowanie podeszli do całej procedury. Dzięki Wam daliśmy radę!

Żona wyzwała mnie w tym tygodniu na broda czelendż i zakazała się golić. No i dobrze. I z tego też jestem zadowolony – radość mojej Żony więcej jest warta niż tysiąc opinii (w tym moja własna) o chlujności takiego wyglądu… Trzymajcie się zdrowo!!!