No więc w Wałbrzychu odbyło się wielkie świętowanie 80-lecia powrotu Ziem Zachodnich i Północnych. Już w tym momencie czułem się nieswojo, potem było tylko gorzej. Ale jeśli ktoś się dziwił, czemu w Wałbrzychu – to nie, nie dlatego, że ten rząd nagle postawił na decentralizację. Po prostu we Wrocławiu jest Jacek Sutryk, którego KO teraz mocno nie lubi. Jest też skonfliktowana ze soba lokalna organizacja partyjna. A najsilniejszym i najzdolniejszym działaczem KO na Dolnym Śląsku jest prezydent Wałbrzycha. I świetnie, że dzięki temu Wałbrzych miał okazję się promować. Moje serce jest z tamtejszymi wzgórzami, parkami, zielenią i faktyczną ciężką pracą mieszkańców.
Ale moje serce nie bije dla tromtadracji i nacjonalizmu wylewającego się z mównicy w trakcie tych obchodów.
Pominę przemawiaczy i propagandzistów pomniejszych. Skupię się na najważniejszym przemówieniu, czyli wypowiedzi premiera Donalda Tuska. Ono wyznaczyło ton wszystkich pozostałych. I ono wskazało na stosunek tej władzy do nauki, w tym przypadku – do historii.
Można je podzielić na trzy części: 1) historyczną, w której podkreślał polskość 'Ziem Zachodnich i Północnych, Ziem Odzyskanych”, w której kreślił analogie między czasami 'piastowskimi’, utożsamianymi z Bolesławem Chrobrym, a współczesnością; 2) generyczną, w której premier mówił o wielkości i sile obecnej Polski, nawiązując do części historycznej oraz 3) lokalną, w której mówił o pięknie i wadze dla Polski i całej Europy owych 'Ziem Odzyskanych” i składał obietnice dotyczące ich wspierania w duchu jednej Polski – od A do Z bez podziału na Polskę A i B. Tyle w największym skrócie.
No i szczegóły, bo są one ważne. Premier stwierdził, że to na na Ziemiach Zachodnich i Północnych rodziła się Polska. I że tu został wytyczony 'piastowski szlak’, którym podążamy współcześnie. Że stąd bierze się siła Polski, która nie jest przeciwko komuś. Dwie tezy, dwa koszmarne błędy. Polska nie narodziła się na Ziemiach Zachodnich i Północnych, lecz w Wielkopolsce. Która do tych ziem zaliczana być nie może. Ziemie Zachodnie i Północne zostały podbite przez Mieszka I i Bolesława Chrobrego, w dodatku nie w całości, bo Prusowie spokojnie opierali się podbojowi aż do czasów przybycia Krzyżaków. Ziemie Zachodnie i Północne siłą rzeczy nie były 'prapolskie’. Nawet nie prasłowiańskie, bo znów – Prusowie Słowianami nie byli. Jeśli jakiś szlak w dziejach Polski te ziemie wyznaczyły około 1025 r., to szlak podbojów i unifikacji w imię jedności władztwa Piastów przez użycie siły militarnej. W odniesieniu do Pomorza Zachodniego i ziem Prusów ta działalność była zresztą nieudana. Czy o takie dziedzictwo piastowskie – budowania państwa podporządkowującego sobie brutalną siłą regionalne i lokalne społeczności, dewastującego ich kultury i więzi lokalne – chodziło panu Premierowi?
Konsekwencje takich koszmarnych, endeckich w sensie dowodzenia na siłę prapolskości tych ziem wywodów parahistorycznych były widoczne również w treści generycznej przemówienia. Premier mówił o sile współczesnej Polski. Koronacja Chrobrego to dla niego oznaka siły i mocy rodzącej się Polski. I dziś też mamy być samodzielni i silni, niezależnie od sojuszy i wspólnych działań wielu państw. No to spójrzmy, do czego doprowadziła polityka Chrobrego i jego koronacja. Koronacja, o której niemal nic nie wiemy. Koronacja, która wedle współczesnych była dokonana tylko dlatego, że akurat jeden król Niemiec zmarł (Henryk II), a drugi (Konrad) nie zdołał się koronować i odpowiednio wzmocnić. Koronacja, po której Chrobry zaraz zmarł, a władzę przejął jego syn Mieszko II, wychowany na dworze króla Niemiec Henryka II – być może inicjator całej działalności koronacyjnej. Który następnie kontynuując ekspansywną politykę ojca doprowadził do ataku wszystkich sąsiadów na swój kraj, sromotnej klęski, podziału Polski na dzielnice, a gdy z trudem udało mu się (znów drogą walk z rodziną) Polskę zjednoczyć – zmarł, a jego syn uciekł na dwór cesarski. O taką silną Polskę ma nam chodzić? Przecież to duby smalone, ideologiczne przekładańce chciejstwa, XIX-wiecznych narracji nacjonalistycznych i współczesnych potrzeb uzasadniania nakładów na zbrojenia. Analogie historyczne wyjątkowo słabo je jednak w tym przypadku uzasadniają.
Wreszcie część lokalna przemówienia była zbitką słusznych obietnic i ponownego, okrutnego zakłamywania rzeczywistości. Obietnice zlikwidowania algorytmu podziału środków na ochronę zabytków, który bezwzględnie faworyzuje Małopolskę i Mazowsze (ściślej – Kraków i Warszawę) przyjmuję z zadowoleniem i ufam im tak, jak obietnicom składanym przez premiera w trakcie szczytu – również inicjowanego przez marszałek Senatu Kidawę-Błońską – o pierwszoplanowej roli nauki w rozwoju Polski. Wierzę w nie identycznie, bo przecież po tym szczycie nasz sektor, nauki i szkolnictwa wyższego doczekał się w 2 połowie 2025 r. i w planie budżetu na 2026 r. ogromnego wzrostu nakładów ze strony państwa. Prawda? Czy nie? Ale mniejsza o to, pan premier słodził i obiecywał, bo tak dziś się rozumie politykę. Ale w swojej wizji Ziem Zachodnich i Północnych po 1945 r. mówił rzeczy po prostu… nieprawdziwe. Mówił o bohaterach, którzy przybyli na te ziemie by je odbudowywać. O wielkim wysiłku całego narodu, który od 1945 r. odbudowywał te ziemie i uczynił je tak wspaniale się rozwijającymi.
Muszę powiedzieć, że łza mi się zakręciła w oku – ale ze śmiechu. Okres 1945-1946 to rzeczywiście był czas szczególny, bo czas 'wielkiej trwogi’ na tych ziemiach. Pełen przemocy, gwałtów i przede wszystkim nieskrępowanego niemal niczym rabunku i wywożenia czego się dało na wschód – do Rosji i do Wielko- oraz Małopolski oraz na Mazowsze. Szaberplace całej 'rdzennej Polski’ zapełniały łupy z nowo przyłączonych ziem przywożone z nich i skupowane na wielkim szaberplacu Wrocławia. Rabowali zarówno zawodowi rabusie, jak i chwilowi osadnicy, którzy zmęczyli się pobytem w niepewnym otoczeniu. Ale rabowali też członkowie różnych 'misji naukowo-kulturalnych’ z Warszawy, Krakowa i Poznania, rabowała też milicja, której całe posterunki na czele z komendantami potrafiły zniknąć w nocy ze zrabowanymi dobrami z okolicznych fabryczek i domów. Wreszcie, cały naród potrzebował cegły i zabytków z Zachodu i Północy, tą cegłę i zabytki śmiało pozyskiwał i odbudowywał nią swoją stolicę, zdobił swoje domy, kościoły, muzea i uczelnie. Opowieść o tym, że Polska odbudowywała te ziemie po 1945 r. jest po prostu… dezinformacją. Inwestycje poza metropoliami zaczynają się w połowie lat 60. i zwłaszcza w latach 70. wraz z nowym podziałem województw. I w jednym premier miał rację, gdy mówił, że chodził do szkoły przez zrujnowany wciąż Gdańsk. Tu, na Śląsku, ruiny powojenne zalegały do lat 60., ale co gorsza, w ruinę obracała się infrastruktura, domy mieszkalne, których nikt przez dwie dekady po zakończeniu wojny nie remontował.
Jeśli te ziemie odżyły i po 1989 r. stały się przykładem sukcesu – to dzięki decyzjom i determinacji swoich mieszkańców. Ale nie mydlmy oczu – Pomorze Zachodnie to pozostawione samemu sobie obszary dawnych PGRów. Dolny Śląsk to obszar Podsudecia i Kotliny Kłodzkiej, Kotliny Jeleniogórskiej wciąż zaniedbany i zdekapitalizowany w porównaniu z metropolią wrocławską i ośrodkami względnego – względnego! – sukcesu transformacji jakim jest dziś Wałbrzych. Polska, stolica warszawska nas nie widziała i nie widzi. Mówienie, że Polska nas odbudowywała jest smutnym żartem z pokoleń tych, którzy musieli podnosić te ziemie z ruin i swoją determinacją zapewnili niektórym miejscom sukces transformacyjny.
Pan premier nie wie wiele o tych ziemiach. Jego spin-doktorzy podyktowali mu okrutnie nacjonalistyczne i etatystyczne, warszawskocentryczne przemówienie (naród, siła, państwo, odwieczność, wielkość, siła, naród, państwo, państwo, państwo). Tyle mające wspólnego z historią i realiami dziejów Śląska, Pomorza i Prus, ile miały wywody premiera Morawieckiego o historii i współczesności Polski. Specjalistów od dziejów tych regionów nie dopuszczono do głosu. Bo mogliby zepsuć nastrój.
Czy ktoś zrozumiał przemówienie Olgi Tokarczuk, która też nie powiedziała niczego nowego, ale próbowała pokazać wielowątkową tożsamość tych ziem i ich mieszkańców? Od dekad mówimy my, lokalni, mali i najwyraźniej niegodni historycy o fenomenie tożsamości regionalnej budowanej na wspólnocie kultury ludzkiej. Na trosce o piękno i geniusz człowieka. Nie na krwi przesiąkającej tysiącletnią więzią ziemię. Ale dobrze, że powiedziała, że można inaczej. Tylko nikt jej nie zrozumiał.
Nikt nie zrozumiał, skoro premier podpisał kuriozalną 'Deklarację Piastowską’ mówiącą, że wszystko, co na Ziemiach Zachodnich i Północnych, to jest 'nasze’. Polskie. Bo tu jest Polska!
Biada nam, bo demon opętał nasz naród i naszych polityków. Demon ślepoty i bezrozumności, bezwiedzy i ideologizacji. Biada nam, bo jedynym lekiem na głupstwo demagogii widzą dzisiejsi politycy i warszawski dwór tylko w większej demagogii. Biada nam, bo my, wierzący w otwartość, racjonalność, we wspólnotę ludzką zostaliśmy zdradzeni i zostawieni samym sobie.
Ale tu, na Ziemiach Zachodnich i Północnych – nie po raz pierwszy, droga Warszawo. Damy radę. Bo nasza tożsamość nie opiera sie na waszej ideologii, tylko na życiu. Więc – farewell, Mr PM. My tu zostajemy. Bo tak, tu jest Polska. Nasza Polska.
Dziękuję za ten felieton.
Nie jestem historykiem ale jedynie zainteresowanym mieszkańcem Pomorza. Znając powojenną sytuację ziem przyłączonych (bo na pewno nie odzyskanych), także nie rozumiem dzisiejszej narracji, która wpisuje się w dawną propagandową o odzyskaniu… o przywróceniu do macierzy itd. Narracja ta ogromnie irytuje, jest kłamliwa, nie pomaga w budowaniu i tak wątłej naszej tożsamości. Nie rozumiem jak po 80latach można pomijać istotne fakty o masowej grabieży, o kopalniach cegieł przesyłanych do centrum, o zwalczaniu wszystkiego co niemieckie i jednocześnie przeinaczać historię – sugerować że tutaj była kolebka polskiej państwowości.
Wydaje mi się, że jesteśmy (niestety mniejszość) nadal zakładnikami w politycznej debacie, której opłaca się pleść bzdury o polskości tych terenów o dziejowej sprawiedliwości odzyskania.
Niestety jesteśmy pozbawieni prawdy, a władzom centralnym ale też i wielu regionalnym i lokalnym wygodnie jest milczeć o wielu wstydliwych sprawach jak choćby o granicy z NRD gdzie WOP ze słuzbami bezp. represjonował osoby chcące tędy przedostać się na zachód do rodzin albo po prostu do wolnego świata, albo o poniemieckich cmentarzach w ruinie, których elementy nadal służą jako schody lub murki obejść w domostwach. Milczą też o uhonorowaniu dawnych znakomitych ludzi kultury, naukowcach, budowniczych – słynne szczecińskie Wały Chrobrego miały nazwę hakkenterase (od nazwiska zasłużonego burmistrza szczecina) to dla mnie najbardziej w chwili obecnej drastyczny przykład nomenklatury propagandy w konfrontacji z nazewnictwem historycznym.
Jest wielki zawód, że pomimo upływu lat jeszcze taka opowieść przynosi skutki polityczne, żerując na niewiedzy większości.
Myślę sobie że Pana postawa, postawa Pani Tokarczuk kruszy mury. Edukujecie wielu myślących decydentów, pokazujecie poszukującym mieszkańcom prawdę historyczną, odwołujecie się do kultury przeszłości, jednym słowem wskazujecie jaka jest nasza tożsamość i jak ją należy budować – jeszcze raz dziękuję za to.
Nazywam siebie Pomorzaninem. Mieszkam niedaleko Szczecina blisko 30 lat i widzę jak fantastyczna jest to kraina…homogeniczna geograficznie, ale też i historycznie – rozciagnięta nad bałtykiem od gdańska do rostoku…międzynarodowa…wielokulturowa…z pięknym wybrzeżem, jeziorami, morenami, rzekami, portami…miastami hanzeatyckimi…zamkami gryfitów…chcę być pomorzaninem…nie chcę być propagandowym zakładnikiem.
Bardzo dziękuję za ten piękny wpis. Edukacja to słowo klucz. Nawet jedna osoba kochająca Polskę i Polaków jako zróżnicowane, piękne społeczeństwo w Europie – to skarb. Dziękuję.
Szanowny Panie,
proszę uprzejmie zejść z Warszawy.
My mieliśmy swoje ruiny, sami je odbudowywaliśmy, do dziś są miejsca, gdzie straszą. A te ruiny mieliśmy, bo ktoś z tym Niemcem i Ruskim walczyć musiał. Albo chciał. Taka rola stolicy, że na nią spada ciężar odpowiedzialności. Też wolałbym mieć piękne średniowieczno-barokowo-modernistyczne miasto, a nie cmentarz na każdym podwórku.
Tusk z Warszawy nie pochodzi i nie jest naszą, warszawiaków, winą, że w naszym mieście jest Sejm i Senat i urzędy centralne.
Pragnę także zauważyć, że w Parlamencie mamy 560 posłów i senatorów i są oni posłańcami takze z waszej śląskiej ziemi, warszawiaków tu jest garstka.
Tak więc, jeszcze raz, proszę się od Warszawy i warszawiaków odstosunkować.
W innych sprawach ma Pan często rację.
Dziękuję za komentarz. Ale dla jasności – Warszawa nie jest bytem świadomym. Jest miejscem, którego kształt i sens wyznaczają ludzie. Nie wiem, czy jest sens sie licytować na procent zniszczeń miast, akurat Wrocław mógłby spokojnie startować w tym konkursie, tylko po co? Nie mam żadnych pretensji do warszawiaków, bo nie uznaję odpowiedzialności zbiorowej – tak jak i zbiorowych zasług. Natomiast tak, widzę, co konkretne władze i konkretni urzędnicy zrobili, żeby kosztem Ziem Zachodnich i Północnych odbudowywać centralne ziemie Polski. I tyle.
co to znaczy, że Warszawa nie jest bytem świadomym?
varsavuanistów, lokalnych patriotów, zwykłych amatorów historii Warszawa ma nie mniej niż inne miasta i regiony. A wiele pewnie zostawia w tyle, gdyż historia odcisnęła tu piętno po stokroć.
Warszawę odbudowywali także, albo głównie warszawiacy, a o nich pan w ogóle nie wspomniał. Ci, którzy wyszli w powstaniu i wrócili po styczniu 1945.
Warszawa poniosła olbrzymi ciężar za to że była stolicą kraju. Chyba coś jej się porem od kraju należało? retorycznie pytam. Inne miasta: Wrocław, Gdańsk, Kołobrzeg też były rekoma Polaków stąd i stamtąd odbudiwane. Po co więc ta licytacja i nagonka?
Nie bardzo rozumiem. Warszawa nie jest osobą. Warszawa to miasto, warszawiacy to osoby. Nikt nie przeczy, że są osoby kochające swoje miejsce na Ziemi – Warszawę. Nie, nie uważam, że Warszawie cokolwiek się należało. Warszawiakom za błędne decyzje dotyczące powstania – na pewno. Warszawie? Czy górze coś się należy? A co do licytacji – kto się licytuje? Przecież wyraźnie napisałem w odpowiedzi, że właśnie nie zamierzam się licytować. Ale proponuję kompromis – władze Wrocławia, Szczecina i Gdańska zwrócą Warszawie to, co zostało z niej przeniesione do tych miast, a władze Warszawy, rząd naszego kraju i władze Kościoła katolickiego zwrócą z Warszawy, ale także z Krakowa, Poznania i okolic zabytki, które wywieziona ze Śląska, Pomorza, Prus do centralnej Polski. I będziemy kwita. Nie, nie chcę cegieł. Wystarczy, że wrócą zabytki. Idźmy nawet na większy kompromis – tylko te, które powstały przed 1900 r.
tak, Warszawa to miejsce. Miejsce nikomu nic nie zabrało. Zabrali, przekazali, zadysponowali ci lub inni urzędnicy – warszawscy i inni.
Czy Gomółka, Gierek…, Tusk to warszawiacy?
Mówiąc Warszawa, myśli się – powszechnie – warszawiacy.
I nadal nie chce Pan zrozumieć strat, jakie poniosła Warszawa i warszawiacy, z powodu funkcji, jaką pełniła i pełni.
Lubię polskie regiony, cenię sobie różnorodność, ale nie cierpię dyskryminacji, uprzedzeń i przylepiania łatek, najczęściej niesprawiewych i krzywdzących.
Chętnie oddam śląskie dobra kultury. I poproszę, by górnicy, hutnicy nie demolowali co chwilę naszego miasta. Nasze zabytki sttacilidmy. Trzeba było siedzieć na dupie jak inni i czekać, co z nami zrobią.
Czy politycy, to warszawiacy? Dobre pytanie, ale obawiam się, że politycy sadowiąc się w Warszawie i otaczając warszawskimi elitami w dużej mierze kierują się centralistyczną wizją i opinią elit żyjących z centralizmu Warszawy. Funkcję miejscu przypisują ludzie. Warszawa jako miejsce została zdemolowana skutkiem decyzji ludzi. Moje zdanie – ale to tylko opinia – złych decyzji, niepotrzebnych i szkodliwych dla całego społeczeństwa polskiego. Nic mi nie wiadomo o demolowaniu Warszawy przez górników i hutników. Rozumiem, że chodzi Panu o demonstracje? Pomijając, że organizuje je większość grup zawodowych, to są one pochodną właśnie centralistycznej organizacji naszego kraju i najczęściej inicjowane przez polityków zasiedziałych od lat w Warszawie. Choć rozgrywają się w wielu miastach, nie tylko w stolicy. I jeśli będzie Pan w stanie i władny oddać zabytki tam, gdzie zgodnie z zasadą proweniencji powinny się znajdować – będę Panu bardzo wdzięczny.
„My mieliśmy swoje ruiny, sami je odbudowywaliśmy” – przepraszam, że się wtrącę, ale jednak tutaj pomogli sporo mieszkańcy innych regionów, a w dużym stopniu ci z Górnego Śląska 😉
Wszyscy którzy przyjeżdżali i budowali – pomagali. Polacy z Kresów, Centralnej Polski, Górnego Śląska, Rumunii, Francji i wielu zakątków świata. Część uciekała szybko – właśnie na Górny Śląsk na przykład, gdzie płace i warunki były lepsze. Część zostawała i wrastała w nowe ziemie. Ale to byli konkretni ludzie, konkretne decyzje. Na szczeblu państwa, czyli 'Polski’, długo te ziemie traktowano jako zasób do wykorzystania.
za darmo tego nie robili 😉
dziś cała Polska pomaga Górnemu Śląskowi dopłacając do każdej tony kilkaset złotych, bo się zarzadowi kopalń nie spina.
No i okazalo sie to co zawsze: ze (podobno) inteligentny i (podobno) dobrze wykszalcony czlowiek, (podobno) obyty w Europie, potrafi plesc najwieksze bzdury, aby utrzymac sie przy wladzy. Historia to nie nauka, nie suma wiedzy, to kuglarski kuferek, w ktorym mozna znalezc cos na kazda okazje. Jakiez to rozczarowanie, ze p. Tusk tak uwaza!
Toż to istny Władysław Gomułka.